poniedziałek, 18 kwietnia 2016

INFORMEJSZYNNN XD

♥PILNE♥

MAM BARDZO, BARDZO, BARDZO, BARDZO (100000000 BARDZO PÓŹNIEJ)
INFORMACJE

CZY TEGO BLOGA UDOSTĘPNIĆ RÓWNIEŻ NA WATTPAD'DZIE GDZIE ZNAJDUJĄ SIĘ MOJE INNE KSIĄŻKI
(OCZYWIŚCIE BLOG DALEJ BĘDZIE FUNKCJONOWAĆ ^^)

CZY

WOLICIE ABY BYŁ JEDYNIE TUTAJ?



CZEKAM NA ODPOWIEDZI ^^



~Opciaaa ♥



niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozdział XII

KANEKI
   Zaniosłem ją do domu. Niby mała, a sporo waży... Kiedy dotarłem to położyłem ją w pokoju i ogarnąłem troche dom. Nie lubię bałaganu.
- Gotowe.- rzekłem jak skończyłem. Yuki tak słodko spała, że aż mnie korciło aby jej czegoś nie zrobić xD Lecz cudem się powstrzymałem xD Teraz byłem bezpieczny o to, że nic jej nie grozi (chyba... *demoniczny śmiech Opci w tle*). Poszedłem do domu.
NASZTĘPNY DZIONNNEKKK (YUKI)
   Otworzyłam paczadełka i się rozciągnęłam. Zaczęłam się rozglądać.
- Chyba to był tylko koszmar. - mruknęłam pod nosem. Wstałam z łóżka. - W tym koszmarze było wszystko porozwalane, a tu czysto... Dziwne...
   Nagle po mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi.
- Ciekawe kto to. - poszłam otworzyć.
- Widzę, że już wstałaś śpiochu! ^^
- Haru!!! - przytuliłam ją.
- Lecimy dzisiaj na zakupy młoda!
- Yey! - uśmiechnęłam się. - Ale fajnie! Tylko we dwie ^^
- Ubieraj się i idziemy! - weszłyśmy do mieszkania. Szybko się ubrałam w któtkie jeansowe spodenki, biały top z napisem "Free", szare trampki i wzięłam jak zwykle telefon i portwel xD Wybiegłyśy z bloku i ruszyłyśmy w stronę centrum.
- Dawno nie byłyśmy na takim wypadzie. - rzekłam z uśmiechem.
- Nooo ^^
   Po kilku minutach byłyśmy już na miejscu, gdy tu patrzam, a tam Norie! Stoi przy automacie z piciem xD
- Norie! ^^ - zawołałam i do niej pomachałam.
NORIE
Jak zawsze rano przychodziłam do galerii żeby troche pomyśleć. Znajdowała sie tam moja ulubiona kawiarnia " Dwóch takich" . Stałam sobie przy automacie z piciem kiedy nagle usłyszałam czyjś glos. Była ta Yuki. Uśmiechnełam sie i pomachałam. Yuki nie była sama. Miała obok siebie jakąs niezla laske, to pewnie jej przyjaciółka.
- Hej, a co ty ty robisz ? Czyżby wypad na zakupy ?
- Tak, wybrałam sie tu z Haru. Poznaj ją. - powiedziala Yuki.
Podałam reke tej dziewczynie i przdstawilam sie.
- Haru, nie miala bys nic przeciwko gdyby Norie dołączyła do nas ? - spytala Yuki.
- Nie. We trójke bedzie jeszcze fajniej. - odpowiedziala.
Chyba ją polubiłam. Wydawała soe byc miła.
- Dobra to ruszamy na łowy xd - powiedziala Yuki.
- Świetnie. Potem zabiore was na kawe do 'Dwóch takich' .
- Cudownie. - odpowiedziały.
Ruszyłyśmy. W galerii było pełno wyprzedarzy i przecen. Pełno nowych kolekcji wiosennych. Musiałam sie obkupic.
Po kilku godzinach spędzonych na łarzeniu po sklepach zaprowadziłam dziewczyny do "Dwóch Takich" na kawę. Usiadłyśmy przy moim ulubionym stoliku i złożyłyśmy zamówienie. Haru wyskoczyła z dziwnym pytaniem.
- A więc... Norie? Znasz Kena Kanekiego? - spojrzała na mnie wzrokiem detektywa.
- Haru... Nie teraz -,-  - mruknęła Yuki. Ja popatrzyłam na Haruhi i jej odpowiedziałam.
- Znam. To mój ' przyjaciel' . Nie rozumiem dlaczego mnie o to pytasz.
- Tak z ciekawości...
No chyba nie. Przeczuwałam że ona chce ode mnie wyciągnąc jakies informacje. Ale po co ?
- Przyjaciel powiadasz? A spytam cie jesz_ - nie dokończyła bo Yuki jej przerwała.
- Starczy. - popatrzyła na nią groźnyn spojrzeniem. - Nie zamęczaj jej pytaniami, okey?
- Ale ;-;
- Wiem, że lubisz sie bawić w męczenie ludzi i wgl ale odpuść dzisiaj. Błagam...
- Ale dzisiaj jest 18 lipca ;-;
- 18 lipca? - spytałam zdezorientowana. O co tu chodzi?
- To Narodowy Dzień Detektywa wymyślony przez Haru i jej wybujałą wyobraźnie. - opowiedziała Yuki. - Poprostu ją ignoruj ^^ Tak jak ja. - uśmiechnęła się.
- Ey. To było niemiłe. - rzekła naburmuszona Haruhi.
- Ignoruj xD - przerwała Yuki.
- Wiecie co muszę już iść. Zapomniałam, że umówiłam się z Dominico. - powiedzialam.
Nie mialam zamiaru dluzej siedziec z ta dziewczyna. Na poczatku wydawala mi sie spoko ale okazalo sie ze tylko wydawala.
Zadzwonił do mnie Dominico i powiedział że sie nudzi i zaraz u mnie bedzie. Chyba jednak nie okłamałam Yuki.
Po chwili był już u mnie Dominico.
YUKI
Kiedy Norie odeszła to spojrzałam na Haru z wyrzutem.
- No co? - spytała.
- Jesteś chamska.
- I kto to mówi? Pf... - odwróciła się ode mnie.
- Sknerusss xD - zachichotałam. - Mogłaś się jej o takie rzeczy nie wypytywać. To było niemiłe.
- Przepraszam. - przewróciła oczami.
- Ładniej.
- Baldzo pseplasam. - powiedziała jak naburmuszone, co ja gadam wkur***ne dziecko xD
- Dobra, jakoś to ujdzie. To gdzie teraz idziemy?
- Hm... - spojrzała na zegarek. - Zaraz zrobi się ciemno.
- Ci-Ciemno...? - wydukałam. O cholerka...
- Nie mówiłaś, że boisz sie ciemności.
- Oł... - serio to sie nie boje ale cholera wie na KOGO można wpaść po zmroku. - Wracajmy do domu. - zostawiłam hajs i wzielam rachunek. Wyszłam z Haru z kawiarni i po chwili opuściłyśmy centrum. Miała racje, za chwile sie ściemni.
- Orajusiu. - powiedziała. - Będzie problem.
- Wiem... Ruszajmy się, nie chciałabym napotkać ghoula. - złapałam ją za rękaw i ruszyłam do domu. Po kilku minutach byłyśmy pod domem Haru.
- Dzięki za odprowadzenie, ale jak ty wrócisz? - popatrzyła na mnie smutna.
- O mnie się nie martw, dam sobie rade. - przytuliłam ją. - Trzymaj się ^^ - odeszłam. Skierowałam się do domu.
   Wbiłam do niego i bez namysłu rzuciłam się na łóżko.
- Jestem wykończona... - mruknęłam. - Spać... - zamknęłam oczy, gdy tu nagle coś stłukło na dole wazon. Zbiegłam jak opentana. - Kto tu jest!? - zaczęłam się rozglądać. Mój wzrok utkwił na Miśce... - To twoja sprawka?
- Miał >:3
- O bosz...
- Miałłł! - zamiałczała i wskazała na pustą miskę.
- Stłukłaś ten wazon bo nie dałam ci raz cholernej kolacji!?
- Mrrr... - zaczęła mruczeć.
- Matko Bosko... - westchnęłam, wzięłam tuńczyka z puszki i dałam jej do miski. - A udław się. - warknęłam i poszłam do pokoju. Kot szatan...
KOLEJNY DZIEŃ XDD
   Zostałam obudzona przez dzwonek do drzwi. Zeszłam, nie. Zleciałam z łóżka ledwo żywa i doczołgałam się do tych cholernych drzwi! Otworzyłam je.
- Kto śmie mi... O hejka Kitamura. - przetrałam oczy, a w drzwiach zobaczyłam Kitamure w koszuli trzymającego czerwoną różę. - Chyba dalej śnie bo widzę przystojniaczka z różyczką w drzwiach. - wymamrotałam.
- A oto kwiat dla pięknej damy. - zrobił lekki ukłon i wręczył mi prezencik. Byłam zdziwiona i zawstydzona...
- Dz-Dziękuje... Proszę wejdź. - zaprosiłam go do środka. - Co cię o mnie sprowadza?
- Tak sobie pomyślałem czy nie zechciałabyś pójść ze mną na kolację? Ty i ja. - uśmiechnął się cieplutko przez co wywołał rumieniec na moich policzkach.
- Nie wiem czy zasługuję. - włożyłam różę do wazonu aby na chwile oderwać wzrok od jego czekoladowych tenczówek. - Nie musisz marnować na mnie czas_ - poczułam jego dotyk. Zostałam przytulona od TYŁU i objęta rękoma na BRZUCHU. Zakryłam dłońmi zarumienioną twarz. - Kitamura błagam...
- Daj się zaprosić. - wyszeptał mi ochrypłym głosem do ucha. Ciarki mi przeszły po całym ciele.
- J-Ja... - odwróciłam się do niego przodem. Nasze twarze dzieliły jedynie milimetry. Zamrugałam kilka razy. Nie wytrzymałam i spojrzałam mu prosto w oczy. Czułam jak nogi pode mną miękną. Chorobcia... Kita jedynie się uśmiechnął i lekko przygryzł swoją wargę patrząc na moje usta. Czułam jego ciepły, miętowy oddech na skórze.
- To będzie zaszczyt... - wyszeptał prosto w moje usta po czym złożył na nich ciepły, przepełniony czułością i delikatnością pocałunek. Czułam się jak w niebie... Odwzajemniłam gest pogłebiając namiętność pocałunku. Kita posadził mnie na szafce obok wazonu z różą i objął w tali przyciągając do siebie. Oplotłam ręce wokół jego szyi. Całował tak delikatnie...
GDY NAGLE!!!
Do salonu wbił... TAM TARA TAM!!!

                         POLSATTT XDDDD

MAM NADZIEJĘ, ŻE TEN ROZDZIAŁ SPODOBAŁ CI SIĘ CZYTELNIKU ;3

TAK WIEM. NIGDY NIE PISZE TAKICH TEKSTÓW POD ROZDZIAŁAMI ALE DZISIAJ ZROBIĘ WYJĄTEK!

CIESZYSZ SIĘ? JA TEŻ NIE XDD

DO NASTĘPNEGOOO ^^

Rozdział XI

RANEK (YUKI)
   Otworzyłam oczy.
- Wakacje ^^ - nie trzeba chodzić do szkoły! Wstałam z łóżka i w podskokach poszłam do kuchni. - Hejka Kaneki. - ominęłam go. - Chwila... Co ty tu dalej robisz!? - popatrzyłam na niego.
- Dopiero wstałem. - ziewnął.
- A ten dzień miał być taki piękny ;-;
- A nie jest?
- Nope [ang. czyt. nołp xD]
- Moja wina? - mówił cały czas zaspany.
- Tak twoja -,-
- Przesadzasz...
- Pff... Śniadanie mógłbyś chociaż zrobić. - podeszłam do lodówki. - Zapomniałam, że nie moge. - z pudełeczka wyjęłam kosteczki i zjadłam.
- A ja?
- Idź se upoluj xD
- Całą noc nie zmróżyłem oka...
- A czemu to? - byłam zaciekawiona.
- Nic takiego. Musiałem coś załatwić.
- Czo takiego?
- Nieważne. - odwrócił wzrok.
- Kłamczysz. - podeszłam do niego i popatrzyłam na niego przymróżonymi oczami z poważną miną xD
- Nie kłamię, mówię prawde. - patrzyliśmy na siebie poważnie, kuźwa! Nie widzę argumerów na jego mordzie!
- Hm... Niech ci będzie. - odeszłam. - Zaraz idę odebrać Haruhi z pociągu. Dzisiaj wraca ^^
- Idę z tobą, nie mam co robić.
- Poradzę sobie... - burknęłam. - Nie jestem małym dzieckiem. Jestem już pełnoletnia. - pokazałam mu język.
- Ale i tak jesteś kurduplem. Ubieraj się i idziemy. - poszedł do swojego tymczasowego pokoju.
- Sama pójdę... - warknęłam pod nosem. Po chwili poszłam się ubrać. Kiedy byłam gotowa, miałam już wychodzić, a Kaneki mnie zatrzymał.
- Telefon i maska.
- Co ty żeś stał się taki nadopiekuńczy?
- Życie? - wyszedł z mieszkania.
- Cholerny egoista... - zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam razem z NIM na lotnisko. Dosłownie 500 m dzieliło mnie od stacji. Co na niego spoglądałam kątem oka to wyglądał jakby czuwał nad niebezpieczeństwem. Normalnie wzrok SuperMen'a...
   Po kilkunastu minutach doszliśmy na stację gdzie czekała Haruuu ^^
- HARU!!! - krzyknęłam i się do niej przytuliłam.
- YUKI!!! Przepraszam, że nie mogłam być razem z tobą w najważniejszym dniu twojego życia! - rozpaczała.
- Nic się nie stało...
- Zabrali mnie siłą! - przerwała mi.
- Dobra, dobra. Jesteś spowrotem w domu.
- Siemka. - podszedł do nas Kaneki.
- Hejooo Ken. - Haru uśmiechnęła się do niego. - Mam nadzieję, że dobrze opiekowałeś się Yukisią.
- To diablica wcielona, urodzony zboczeniec, cholernie zmienna egoistka. - rzekł.
- Co? - powiedziałam jednocześnie z Haru która potem popatrzyła na mnie.
- Co ty narobiłaś? - odrzekła poważnym wzrokiem.
- Nic! Przyrzekam! - no chyba, że chodzi mu o to... - Ja gościa uratowałam! - no sami wiecie...
- Niestety ale to prawda. - uśmiechnął się chamsko. - Mogę ci opowiedzieć szczegóły jej planu.
- Chętnie posłucham. - uśmiechnęła się.
- Ani mi się waż... - warknęłam. A ten tylko się zaczął śmiać. - To nie jest śmieszne! - po chwili dodałam pod nosem. - Tylko krępujące...
- Ey. Wracamy czy będziemy tak tu stać? - powiedział rozbawiony do łez Kaneki. Ale mnie drażni!
- Czekałam, aż to powiesz. - odrzekła Haru. - Yuki, chodź już. Nie będziesz tu tak stać, nie?
- No chyba nie. - ruszyłam z nimi. Calutką drogę przemilczałam, a ta dwójka cały czas nawijała jak nakręceni. Po drodze niezauważenie założyłam słuchawki i puściłam muze na full xD Nie wiem o czym gadali... Zaraz... NIE WIEM O CZYM GADALI! Zerkałam od czasu do czasu na nich by rozgryźć ich wyraz twarzy i dowiedzieć się czy ten idiota jej nie powiedział. Odprowadziliśmy Haru prosto i bezpiecznie do domu, była zmęczona po podróży ale i tak upierała się aby z nami zostać i nadrobić stracony czas. Po kilku minutach "szarpania" się z nią udało nam się uspokoić potwora xD
   Kiedy tylko drzwi od jej domu zamknęły się to gwałtownie spierdzieliłam z Kanekim spod jej domu xD
- Czemu ona jest taka energiczna? - spytał zmęczony Kaneki.
- Hormony? - odpowiedziałam również zmęczona. - Dobra, ty idziesz do swojego domu, a ja do swojego. To narka. - odeszłam. Kaneki poszedł w swoją stronę, a ja w swoją i tak się rozdzieliliśmy.
   Weszłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi. To był męczący dzień...
KILKANAŚCIE DNI PÓŹNIEJ
   Kaneki cały czas się jakoś dziwnie zachowywał... Nie chciał mi powiedzieć dlaczego! A ja pytałam się jego chyba z pierdyliard razy! Ehhh...
   Pewnego dnia wróciłam spokojnie do domu. Było już blisko wieczoru. Weszłam do domu z słuchawkami w uszach, kiedy odwróciłam się żeby zdjąć bluze to zobaczyłam jakiś debili...
- Eee... Panom się adresy nie pomyliły? - zdjęłam słuchawki.
- Ty jesteś Yuki? Prawda?
- Nie...? - za plecami próbowałam otworzyć zamek.
- Współpracownica Pożeracza?
- Kogo? - Kaneki zaj*bie!!!
- Chłopaki, bierzemy ją. - było ich trzech a w tym jeden szef.
- Ale co ja mam do tego Pożeracza?
- Aka, nie wywiniesz się. No może, ujdzie ci łagodniej jeżeli... - uśmiechnął się nieco pedofilsko.
- Nie będe bawić się w dzi*ki! - krzyknęłam oburzona.
- Może się przedstawię... Mówią na mnie PlayBoy.
- PlayBoy? XD - zaczęłam się śmiać. - Fajnie było i w ogóle, ale może wy już wyjdziecie. - kiedy chciałam otworzyć drzwi to ci dwaj oparli się o nie nie dając mi otworzyć.
- Nigdzie nie wyjdziesz złotko. Potrzebujemy przynenty aby złapać twojego chłopaka.
- To nie jest mój chłopak! Ja gościa nie znam!
- Nie? - pokazał mi nagranie gdzie ja i Kaneki sobie gadamy.
- Ee... Heh... Możliwe... - chwila ciszy. - To ja spadam. - powiedziałam błyskawicznie i prześlizgnęłam się miedzy jego nogami. Spierdzieliłam do pokoju, a pod drodze zgarnęłam Misię. Zamknęłam drzwi za sobą.
- Zabije go... - warknęłam. Sięgnęłam do kieszeni. - Gdzie telefon!? - musiałam go zgubić po drodze! Zaje*iście! - Nosz kur... - drzwi przebiła ręka i wyrąbało zamek. - Dajcie spokój!!! - gwałtownie odsunęłam się od drzwi i podbiegłam do okna.
- Słuchaj. Nie będę się z tobą cackać. Bądź grzeczna to może cię oszczędze. - mówił zbliżając się do mnie.
- Eee... Nie? A zresztą trzech na jednego? Nie wiedziałam, że taka z ciebie ciota. - w końcu zamiast otworzyć tego cholernego okna wzięłam kija (bez kom xD) i rozbiłam szybę. - Sajonara PlayBoyu xD - wyskoczyłam.
- No co tak stoicie!? Za nią! - ruszyli za mną. Kuva... Są szybcy, a robi się coraz ciemniej.
- Może uda mi się ich zgubuić. - pomyślałam i zaczęłam biec w stronę uliczek za miastem. - Tam na bank mnie nie znajdą. - biegłam ile sił w nogach. Kiedy byłam prawie u celu to jeden z nich mnie dogonił. Złapał mnie i poniósł do góry. 
- No no. Gówniara myślała, że nam ucieknie? - podszedł do mnie ten PlayBoy. (no nie moge z tej nazwy xD)
- Zostawcie mnie w spokoju! - krzyknęłam. Tamten popatrzył na drugiego goryla i rzekł.
- Wyślij wiadomość do Pożeracza, że mamy jego wspólniczkę.
- Ta jest szefie. - pobiegł i po chwili znikł mi z pola widzenia.
- Nigdy mnie nie weźmiecie żywą! - ugryzłam tego gościa co mnie trzymał w ręke, a ten mnie uwolnił. Cholera... Co ja zrobiłam!?
- Ał! - z jego ręki poleciała krew.
- Sorki. Zaraz się zagoi. - powiedziałam po czym zaczęłam się wycofywać. Czułam, że moje oko się zmienia i nie myliłam się.
- Zabij ich... - słyszałam Blacka w mojej głowie.
- Nie!!! - wyrzyknęłam.
- Co się drzesz!? - PlayBoy (nie wytrzymam xD) przywarł mnie do ściany łapiąc za gardło.
- Z-Zostaw mnie... - wychrypiałam. Z całej siły wbił mi ręke w brzuch prawie go przebijając na wylot. Po chwili mnie puścił, a ja osunęłam się mimowolnie na ziemię kaszląc krwią.
- Poczekaj jeszcze chwile zanim Pożeracz przyjdzie. Wtedy albo cie dobijemy, albo damy ci wolność.
- Ha... Ha... Haha... - zaczęłam się śmiać pod nosem.
- I z czego rżysz!?
- Z tego, że zaraz ciebie nie będzie. - popatrzyłam na niego rozbawionym spojrzeniem z psychicznym uśmiechem na twarzy. - Będziesz gryzł gruz. Hahaha... - albo całkowicie zbzikowałam, albo krew tak na mnie działa. Em... Raczej to Black -.-
- Masz racje ślicznotko. - powiedział rozbawiony Black w mojej głowie.
- Niech zgadne... Nudzisz się? - spytałam go.
- No a jak. Zabij gościa i tyle. Pozamiatane.
- Nie dam rady...
- Jesteś silna. On może zrobić coś twoim bliskim. Prawda?
- Czyli mogę się pobawić?
- Zazwalam. - zaczął się śmiać, a ja razem z nim.
- Co ty mi możesz zrobić? Jesteś malutką su*ą która nawet nie potrafi się obronić. - rzekł PlayBoy.
- Znasz ElDorado?
- Tak. Zabijałem gościa spojrzeniem. - mówił zuchwale.
- On pitoli głupoty. Pokaż mu swoje kagune, a kopara mu opadnie. - teraz odezwał się Black.
- Ah tak? - popatrzyłam na PlayBoya i pokazałam mu swoje mocarne kagune. Nie mógł w to uwierzyć.
- Co!? Ale jak!? Kim ty jesteś do diabła!?
- Twoim koszmarem. - wolno wstałam z podłogi trzymając się za brzuch który już prawie był zgenerowany. Zaczęłam do niego podchodzić cały czas się śmiejąc.
- Czyli chcesz śmierci? Co!? - zaczął atakować mnie swoim kagune w formie miecza na ręke czy coś takiego. Ja bez problemu się broniłam, a dokładnie to Black zajął się moją bronią.
- Zapamiętaj te twarz bo nikogo więcej nie zobaczysz. - uśmiechnęłam się i przecięłam gościa na pół. Tamtego który mnie wcześniej trzymał bez problemu zlikwidowałam. - Black, jesteś potworem. - powiedziałam na głos.
- My jesteśmy potworami. - odpowiedział. - W sumie to Black do mnie bardziej pasuje, panno White.
- A jak mam pozbyć się kagune? - obejrzałam się za siebie.
- Poprostu.
- Aaa... - schowałam je. - Niby jestem taka słodka i bezbronna. Ha! Wolne żarty.
- YUKI! - usłyszałam Kanekiego. Obróciłam się gwałtownie w jego stronę.
- Kaneki?
- Pięćdziesięciu się na mnie rzuciło... - sapał jak pies. - Zrobili ci coś?
- Nic szczególnego... A tobie?
- Ani zadrapania. - popatrzył na ciała tych dupków. - Czy ty...?
- Yhym. Z pomocą Bla... Tfu! ElDorado.
- Podziękuj mu...
- Ok.
- Przekaż, że to była tylko zabawa. - odpowiedział Black.
- Mówi, że nie ma za co. - popatrzyłam na Kanekiego.
- Uff... Ale już po wszystkim. - powiedział Ken.
- To dlatego tak dziwnie się zachowywałeś?
- A jak myślisz?
- To byłoby najbardziej logiczne rozwiązanie... Wracajmy do domu.
- Okej.
- Nogi mnie bolą.
- I...?
- Na barana.
- Dziecko... Wskakuj. - schylił się trochę, a ja wskoczyłam mu na plecy i objęłam rękoma.
- Padam... - zamknęłam oczy i zasnęłam.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział X

KOLEJNY DZIONEK (YUKI)
   Czekałam ubrana w mieszkaniu na wszystkich. Wczoraj praktycznie cały dzień odsypiałam więc moją imprezę z okazji 18-stki mamy dzisiaj xD Miałam na sobie podarte jeansowe rurki, biały podkoszulek, czarne trampki i szarą buzę :3
- Gdzie wszyscy? - leżałam na kanapie. - Mieliśmy się u mnie spotkać... - gadałam do kota który najwidoczniej mówił "Kobieto, znajdź sobie chłopaka i oszczędź biednego kotka ;-;"
NORIE
Urodziny Yuki były wczoraj, a dzisiaj jej impreza. Założyłam czarną sukienkę z dużym wycięciem na plecach. Dominico ubrał jeansy i koszule. Musieliśmy sie jakoś wystroiś. W końcy szliśmy miedzy ludzi, a 18-ste urodziny ma sie tylko raz.
KANEKI
Znając Yuki nie trzeba ubierać gatnituru, więc ubrałem się jak codzień ale nico odświętnie.
   Po chwili stałem pod jej drzwiami, zpukałem. Kiedy otworzyła drzwi to na wejściu powiedziała.
- A myślałam, że to Norie i Dominiko xD Wchodź.
- Bardzo śmieszne. Stara dupo. - zacząłem się śmiać.
- Ekhem... Jesteś starszy o pół roku więc spadaj. - wystawiła mi język.
W końcu przyszła Norie z Dominico. Co oni sie tak wystroili? XD
-Hej, sorki za spóźnienie. - powiedziała ta diva xD
- No ileż można czekać. - spytałem.
- Zamknij ryj bo Ci tak przypie*dole, że beton przebijesz. I chociaż jestem w sukience nie znaczy, że nie dam rady. - powiedziala diva chociaż mnie to nie obchodziło.
YUKI
Patrzyłam na te dwójkę.
- Moglibyście się chociaż jeden, króciutki dzionek nie kłócić? - chwila ciszy. - Dziękuje. No to co? Lecimy na miasto? - popatrzyłam na wszytskich z uśmiechem
- Jasne. - odpowiedziała Norie. - Ale nie przestane sie z nim klócić, bo to niewykonalne. Jak ty z nim wytrzymujesz? Ale okej nie ważne. Ken nie psuj swoimi uwagami tego dnia.
- Najlepiej wszytsko na mnie zrzucić. - burknął Kanekii.
- Super! Idziemy! - wyszłam razem z nimi z domu, a drzwi za sobą zamknęłam. - Może na samym początku pójdziemy do parku? O tej porze włączają fontanne ^^ - ucieszyłam się.
- Dobry pomysł. - powiedział Dominico. Wszyscy wyruszyliśmy na spacer ^^ Haru zabrali rodzice na wakacje ;-; Jeszcze nie wiem kiedy wróci ;-;
WIECZÓR
   Odziwo ten dzień zleciał błyskawicznie jak z bicza strzelił! Byliśmy prawie we wszystkich fajowych miejscach! Kiedy wróciłam do domu to pierwsze co zrobiłam to je*nęłam na łóżko.
- Nogi mnie strasznie bolą... - marudziłam. - Ale warto było. - uśmiechnęłam się pod nosem. Nagle zza okna usłyszałam pukanie, podniosłam się z kanapy i popatrzyłam w tamtą stronę.
- E! Zaraz jeb*e! Weź otwórz! - mówił Kaneki z przejęciem xD
- No i gdzieś ty debilu wlazł... - burknęłam. Podeszłam do okna i je otworzyłam. Wpadł do mieszkania i rąbnął o podłogę.
- Gołębie... - wysapał.
- Co!? Czemu jesteś taki nieuważny!? - krzyknęłam wkurzona.
- A tak jakoś wyszło. - wstał, otrzepał się i na mnie popatrzył. - Mogę u ciebie przenocować? Mogą mnie złapać pod drodze.
- Ty... - wzięłam głęboki wdech. - Osobny pokój i więcej cię nis widzę na oczy.
- Jesteś super! A kolacja kiedy?
- KANEKI!
- No dobra, dobra. Żartuje xD - tak z dupy ktoś zaczął dowalać się do drzwi. Mój telefon zaczął wibrować.
- GPS Gołębi się aktywował... - popatrzyliśmy się jednocześnie na siebie. - Ściągaj koszulkę i ubieraj to. - rzuciłam mu perukę.
- A nie za wcześnie? - złapał ją.
- Rób co ci mówie, jasne? - warknęłam. Rozpięłam koszulę pod którą widniał czarwony biustonosz. - Chcesz żyć to zdejmuj bluzke!
- GHOULU OTWIERAJ. WIEMY, ŻE TAM JESTEŚ! - zaczęli się drzeć.
- Dobra... - zrobił to co mu kazałam. Złapałam go za ręke i podeszłam do drzwi.
- Obejmij mnie.
- Ale...
- Nie dyskutuj. - otworzyłam drzwi. - Coś się stało panowie? Nie ładnie to tak przychodzić do cudzych mieszkań w nocy. - przytuliłam słodko Kanamiego...
- Ee... Najmocniej państwa przepraszamy. - zaczerwienili się i odeszli od drzwi które po chwili zamknęłam. Gwałtownie odepchałam go od siebie.
- To tylko po to aby nie zdemaskowali mojego mieszkania! Nic więcej! Rozumiesz!? - popatrzyłam na niego morderczym wzrokiem po czym zapięłam koszule.
- Dziwne, że wybrałaś akurat ten sposób. - zdjął perukę.
- To pierwszy jaki mi wpadł do głowy... - skrzyżowałam ręce i odwróciłam wzrok.
- Ta jasne. Ty mnie lubisz, prawda? - uśmiechnął się chamsko.
- Może... Ubierz się. Żadna nie poleci na twój sześciopak. - parsknęłam śmiechem na koniec.
- Dobra, dobra. - rozciągnął się. Westchnęłam.
- Na serio nie dotrzesz do domu?
- A chcesz abym wyszedł?
- Po pierwsze, nie odpowiadaj pytaniem na pytanie, a po drugie - rzuciłam w niego bluzką. - ubierz się...
- Mały upierdliwiec... - założył grzecznie koszulkę z leciutkim (chwila, wielgachnym) grymasem na mordeczce. - Pasuje?
- Idealnie xD
- Mogę być z tobą szczery?
- Zależy w jakiej sprawie.
- Ładny staniczek xD
- ... - chwila ciszy. - TY CHOLERNY ZBOCZEŃCU! - kiedy miałam na niego skoczyć to w powietrzu coś mnie zatrzymało. Kuva... KAGUNE TEGO DEBILA! - Zabieraj te swoje obślizgłe macki ode mnie! - po kilku minutach prób wyrywawczych oparłam ręce, które podtrzymywały moją zmęczoną i wkurzoną głowę, o jego kagune.
- Już? Pobawiłaś się? XD - powiedział rozbawiony moim cierpieniem.
- Kiedyś się zemszczę... - warknęłam pod nosem.
- Cały czas czuć od ciebie zapach tego gostka... Znaczy się mego szanownego wroga.
- On był twoim wrogiem? - popatrzyłam na niego z zaciekawieniem. - Kontunuuj. - Kaneki oparł się o ścianę dalej mnie trzymając w górze.
- Wołali na niego ElDorado, sam nie wiem skąd ta ksywa, ale mniejsza. Flirtował z dziewczynami tylko dlatego, aby złowić sobie żarełko bez żadnych oporów, a potem bam! I po lasce ani śladu. Czasami polował na ghoule.
- Czyli tak jakby... Kanibalizm?
- No dokładnie tak. Posiadał mocno ulepszone kagune, a to dzięki temu, że pożerał bronie innych ghouli.
- To straszne...
- Kilka razy udało mi się z nim spotkać. Tych spotkanń nie wspominam pomyślnie.
- Aha... Czyli, że w połowie jestem... - przełknęłam ślinę. - Ghoulem Kanibalem!?
- Po malutkiej części tak.
- A to moje kagune to dosłownie połączenie tych wszystkich!?
- Yhy. - odparł.
- Pamiętasz, że wspominałeś kiedyś coś o klasach ghouli...
- Tak, a co?
- Jaką on miał klasę?
- Gołębie mieli go jako nr1 w liście najniebezpieczniejszych. Ja zaraz po nim, a kiedy ślad po nim zaginął...
- Tylko my wiemy co się naprawdę wydarzyło... - przerwałam mu.
- Tylko, nikt poza nami nie ma pojęcia prócz...
- Prócz?
- Szefa Anteiku, Rudego, Norie i Dominiko.
- No w sumie. - chwila ciszy którą szyderczo przerwałam xD - Mógłbyś mnie puścić?
- Wiesz jak to miło poczuć, że w każdej chwili możesz zgnieść swojego jedynego wroga który tkwi w ciałku niewinnej istotki? - uśmiechnął się nieco psychicznie, a jego oko zmieniło kolory.
- Idiota. - wzięłam z półki spryskiwacz do roślinek z wodą w zbiorniku i do ochlapałam. - Myślisz, że się ciebie boję?... - wyrwał mi moją tymczasową broń z ręki.
- Ja mówię poważnie. No pomyśl... Teraz mam idealną szansę.
- "Yuki... Zadziałaj, nie widzisz, że ci grozi. Możesz go przecież zabić" - usłyszałam głos w mojej głowie. T-To był ten ghoul który mnie zaatakował... - "Na co czekasz? Użyj swojego kochanego kagune. On jest bezbronny w porównaniu z płomieniami kilkuset dusz niewinnych ludzi i ghouli." - mówił cały czas. Złapałam się za głowę.
- Idź z mojego umysłu... On tego nie zrobi... - mówiłam pod nosem.
- Jesteś tego pewna? - nagle obok Kanekiego pojawił się ten czarnowłosy gościu. - Zobacz. Jego oczy tylko czekały na te chwile. Widzisz jakie jest w nich piekło? - mówił na głos.
- N-Nie zrobie tego...
- Czego nie zrobisz? - spytał z uśmiechem Kaneki.
- Nie zamorduje cię!
- Zrobisz to, bez najmniejszego problemu. - teraz Black (dobra, na czarnowłosego mówimy Black xD) stał za mną i szeptał mi do ucha. - Jesteś ghoulem, pamiętasz? Możesz robić to fo ci się żywnie podoba. - przejechał mi dłonią po policzku.
- J-Ja... - moje oko zmieniło kolor. - Jestem głodna. - powiedziałam tak jakby jednocześnie z Blackiem.
- Ale dałaś się nabrać xD - Kaneki uwolnił mnie ze swoich sideł. - Nie wiedziałem, że jesteś taka łatwowierna xD
- Zabij go, teraz masz szansę. - podpowiedział mi Black.
- Tak zrobię. - uśmiechnęłam się.
- Yuki? To był tylko żart, wyluzuj. - powiedział. Z pleców momentalnie ukazały się płomieniste skrzydła (PS: kagune może być wszystkim xD) które przytwierdziły Kanekiego do ściany.
- Żart... Ja ci pokaże dobry żart. - zaśmiałam się.
- C-Co ty wyrabiasz? - ledwo wydusił.
- To tylko taki żarcik. - udawałam go.
- Wątpie... - odblokował się swoim kagune, które po chwili przywierało mnie do ściany. - Koniec wygłupów. Uspokój się.
- Myśli, że jesteś bezbronna. Pokaż mu, że to nie prawda. - rzekł Black.
- N-Nie mogę... - schowałam swoje skrzydła spowrotem, a oko wróciło do normalności. Kaneki mnie puścił.
- Już? - powiedział po chwili.
- On...
- On?
- On tu jest... Chciał cię zamordować...
- ElDorado?
- Yhym... - popatrzyłam na niego lekko wystraszonym wzrokiem.
- Spokojnie. Nic mi nie zrobi. Ani mi, ani tobie.
- On jest okropny...
- Wiem.
- Trzeba było mnie nie straszyć! - skrzyżowałam ręce i zrobiłam naburmuszoną minę.
- Trza było go nie słuchać.
- Trzeba było do mnie nie przychodzić.
- Trza było mi nie otwierać.
- Trzeba było nie wychodzić z domu.
- Trza było... - zastanowienie Kanekiego. - Już nic nie wymyśle.
- Idę spać. To wszytsko mnie przerasta... Dobranoc. - poszłam do swojego pokoju i walnęłam się na łóżko. Momentalnie zasnęłam.
KANEKI
Położyłem się na kanapie którą wcześniej przygotowała mi Yuki.
- ElDorado... Odczep się od niej... - powiedziałem pod nosem.
   Tej nocy miałem sen o Yuki... Ale o innej Yuki, która wyglądała strasznie... To normalnie demon!!!

Rozdział IX

NADSZEDŁ KONIEC ROKU SZKOLNEGO ^^
- Uważajcie na ciebie, wróćcie cali i zdrowi na nowy rok szkolny a teraz dowidzenia. - powiedział wychowawca. Ja leżałam załamana na ławce dopuki mnie ktoś na kogo jestes wku*iona mnie obudził.
- Ruszaj dupsko. Koniec zajęć.
- Idź sobie... - przez cały czas od tego incydentu z Kitamurą nie odzywam się do Kanekiego. Jakoś nie mogę. Wstałam od ławki zabierając torbę i poszłam do szatni. Haruhi już wcześniej wyjechała z rodzicami na wakacje i zostawiła mnie samą ;-; Wyszłam ze szkoły.
- W końcu wakacje... Czas zrealizować swój plan. - uśmiechnęłam się pod nosem.
- Hejka Yuki.
- Yh_ - odwróciłam się gwałtownie. - Kitamura?
- Szkoła się skończyła, wakacje się zaczęły... Może pójdziemy na kawę?... Jakoś wcześniej czasu nie było.
- Wybacz, ale mam już plany na dzisiaj... - odeszłam. Nie mam mu za złe tego co chciał zrobić.
   Wróciłam do domu i usiadłam przy komputerze.
- No dobra. Zobaczymy czy moje umiejętności hackerskie się na coś przydadzą. - próbowałam włamać się na serwer tych Gołębi aby sprawdzić gdzie i kiedy są w okolicy.
  Siedziałam 6 godzin jak nie dłużej.
- Czemu oni się tak zabezpieczyli? Przecież ojcowstwo im przez to nie grozi. To normalnie jak tabletki antykoncepcyjne razy 1000. - rąbnęłam się na biurko. - Nie moge teraz spać... Jestem tak blisko u celu... - wyciągnęłam Povera z szafki i otworzyłam. Za jednym łykiem wypiłam wszytsko. - Dobra! Kończmy to!
   I kolejne godziny spędzone przed komputerem... Dopiero o 9 rano powiedziałam te cudowne dla uszu słowa:
- Ha! I co Gołąbki!? Rozje*ałam wasz system! Hahaha! A teraz wybaczcie ale musze się położyć spa_ - jeb*ęłam głową o biurko i już miałam zasnąć kiedy po domu rozległ się dzwonek do drzwi. Podniosłam się gwałtownie a prawa powieka zaczęła mi drgać z nerwów.  - Jaka cholera!? - powłóczyłam się do drzwi a kiedy je otworzyłam to miałam ochotę zaje*ać, rozkatrupić i pociąć.
- A tobie co? - powiedział Kaneki.
- Czego chcesz? - spóściłam głowę i warknęłam.
- Dzisiaj masz urodziny, nie? 18-ste jak się nie myle.
- Co mam? - podniosłam wzrok.
- Urodziny?
- To już dzisiaj? - złapałam się za głowe. - Zapomniałam... Jak mogłam zapomnieć o tak ważnym dla mnie dniu? - osunęłam się na ziemię. - Tak bardzo się martwiłam innymi rzeczami, że najnormalniej w świecie zapomniałam...
- Miałem zamiar zabrać cię do kina czy coś ale nie wiem czy dalej chcesz się ze mną widywać, więc zostawiam prezent i znikam ci z oczu. - położył paczuszkę obok mnie i kiedy miał wyjść to złapałam go w ostatniej chwili za koszulę.
- Przepraszam... - z oczu popłynęły łzy, a na policzkach pojawiły się rumieńce. - Przepraszam za wszystko, przepraszam za to co o tobie mówiłam, przepraszam za to, że byłam cholerną egoistką... Przepraszam, okej!?
- Yuki...
- Chce aby wszystko było tak jak dawniej. Żeby nasza przyjaźń dalej trwała... - zaczęłam cichutko szlochać. On uklęknął przy mnie i podniósł moją głowę tak, aby na niego patrzyła.
- Nie musiałaś mnie przepraszać. - przytulił mnie.
- Ale_ - kiedy chciałam ponownie coś powiedzieć to mnie jeszcze mocniej przytulił. Ja zrobiłam to samo... Momentalnie pojawiła mi się scenka z dzieciństwa ze mną i Kanekim.
- Zgoda? - spytał i mnie już puścił.
- Yhym. - otarłam łzy i się lekko uśmiechnęłam. Kaneki mnie szturchnął.
- Nie maziaj się już. To co? Jakieś plany na dzisiaj?
- Tak xD Siedzenie w domu, a co?
- Dobra, dobra. Ruszaj się i idziemy. - wstaliśmy z podłogi, a w tym samym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam otworzyć.
- Norie! ^^ - przytuliłam ją. Przyszła razem z Dominico. Ta słodziutka parka ;3
NORIE
Wpadłam na szybko bo musiałam coś dzisiaj załatwić.
- Hej, hej, ja szybko, Wszystkiego najlepszego to po pierwsze. Po drugie co sie stalo? - To pewnie ten Kaneki. To przez niego te wory pod oczami. Zaraz nu na*ebie... - Co ty jej człowieku zrobiłeś? Takie ma wory pod oczami to napewno przez ciebie. Ty imbecylu zapomniałeś, że ona ma dzisiaj urodziny? Jak mogłeś? Zaraz ci tak przypie*dole ! - powiedziałam na jednym wdechu.
- Norie! To nie tak! Ona tylko... - nie dokończył bo Yuki mu przerwała.
- Wszystko okej, poprostu jestem wzruszona tym, że pamiętacie. - uśmiechnęła się słodko. - Sorki, że ja tak w piżamie...
- A tak w ogóle nie miałaś czegoś załatwić? - spytał Ken.
- Emm.. No niby miałam ale przyszłam tu i jak zobaczyłam ją w takim stanie to musiałam cię opie*dolić.
- Pff... - przewrócił oczami. - Ja i Yuki jesteśmy przyjaciółmi. - objął ją ręką i przyciągnął do siebie. - Praw...
- Zabieraj te łapę. - Yuki warknęła przerywając mu, a ten zabrał ręke xD
- Hahaha no właśnie widać jacy przyjaciele. Yuki przyznaj, że wkurza cie ten czubek
- Bardzo, a jakoś fajnie się troche na nim wyrzyć, nie piesku? - popatrzyła na niego z tym złowieszczym uśmieszkiem xD
- Nie mów na mnie tak. - burknął pod nosem krzyżując ręce.
- No żartuje xD - szturchnęła go i zachichotała po czym jej wzrok wylądował na mnie. - Jak będziecie mieli czas to zadzwoń. Spikniemy się na mieście. - uśmiechnęła się.
- Dobra to ja lece. Cześć Yuki. Nara pedofilu. - zaśmiałam sie.
- Bajooo! - Yuki słodziaśnie nam pomachała.
- Żegnaj divo. - uśmiechnął się chamsko.
   Jakoś mi ta diva nie przeszkadzała. Dominico złapał mnie za ręke i poszliśmy w swoja strone.
YUKI
Popatrzyłam ze złością na Kanekiego.
- Diva? Serio? Wstydziłbyś się. Norie jest najlepszą osobą jaką znam, nie jakąś divą. Pf. - ziewnęłam. - Chyba pójdę spać... - zamknęłam oczy i zasnęłam na stojąco xD
KANEKI
Złapałem tego śpiocha w ostatniej chwili.
- Gdyby nie ja to byś leżała na ziemi xD - wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju. Dziwne, że pana Aki (tatko Yuki xD) jeszcze nie ma...

czwartek, 31 marca 2016

Rozdział VIII

W ANTEIKU
   Norie i Dominiko siedzieli w osobnyn pokoju, szefuncio z Rudym siedzieli w kawiarni, a ja w jednym pokoju z tym kretynem. Nie wiem jak? Nie wiem gdzie? Nie wiem kiedy? Zrobił z siebie takiego debila... To już nie jest Ken jakiego pamiętam... To jest całkowicie inna osoba.
- Nad czym rozmyślasz? - spytał.
- Nad wszystkim i nad niczym. - cisza. - Kiedy się zmieniłeś?
- Nie wiem czy można to by było nazwać zmianą. Poprostu czas tak na mnie wpłynął i brak bliskiej mi osoby.
- Hm? - spojrzałam na niego.
- Zawsze kiedy byłaś przy mnie to tak jakby wspierałaś mnie na swój sposób, powstrzymywałaś od głupich decyzji. A jak ciebie zabrakło to sama widzisz. Zacząłem się zachowywać inaczej aby o tobie zapomnieć. Codziennie, dzień w dzień, przeklinałem to, że jestem ghoulem... Nie chciałem aby Ci się coś stało i to z mojego powodu. Kiedy usłyszałem to, że kochałaś tamtego Kena to miałem sobie za złe, że jednak cię opuściłem. Zmieniłem się czy to na gorsze, czy to na lepsze. Zawsze, ale to zawsze będziesz w moim sercu. - kiedy skończył byłam lekko zszokowana. Odwróciłam od niego wzrok i zaczęłam patrzeć na widok za oknem.
- To nie znaczy, że możesz się mną bawić... - przypomniało mi się co ten idiota zrobił wtedy kiedy Gołebie go zaatakowały. - Egoisto... Czasami mam cię dość. Mimo tego, że kiedyś cię kochałam to jaką masz pewność, że teraz czuje to samo? Pomyśl chodź raz co czuje druga osoba. Kiedyś taki nie byłeś. - mówiłam z oburzeniem. Kaneki złapał mnie za ręke i przyciągnął do siebie. Jego oko było straszne...
- Czy to moja wina, że jestem ghoulem!? Czy to moja wina, że przeżyłem!? Czy ja tego chciałem!? Nie! To ty jesteś jeb*ną egoistką! Myślisz tylko o sobie! - krzyczał na mnie... W moich przerażonych oczach były łzy, ale próbowałam zachować spokój. Puścił mnie i się odsunął.
- Może i jestem egoistką ale to nie ja zostawiłam kochającą osobę samą!!! - wybiegłam z pokoju.
- Yuki! - krzyknął za mną. Ja nie zważając na nic wybiegłam z kawiarni. Padał deszcz i było pochmurno. Biegłam i biegłam cały czas... On... Nawet nie chce myśleć!
KANEKI
- Yuki! Wracaj! - wybiegłem z Anteiku jak oparzony. - Jaki ze mnie debil... - warknąłem. Gdzie ona mogła pobiec? Wsiąłem głęboki oddech... GOŁĘBIE! - Musiała akurat teraz? - warknąłem. Poczułem jej zapach i od razu pobiegłem do źródła. Kiedy byłem na miejscu zobaczyłem ją i Jamesa... James to ghoul klasy SS. Ja mam SSS ale to inna bajka xD.
YUKI
Patrzyłam na tego gościa.
- Zejdź mi z drogi dupku. - warknęłam.
- Możesz powtórzyć? Dziecinko? Twój zapach mnie do ciebie zaprowadził. Pachniesz mi moim przyjacielem... - zaczął się śmiać.
- A ty śmierdzisz i co? Zadowolony!?
- Nie... - nagle otempiał. Patrzył się za mnie, kiedy się odwróciłam to nikogo tam nie było, a jak znowu popatrzyłam na tego gościa to go już nie było.
- Jeszcze czego... - warknęłam. - Wiem, że tam jesteś. Po coś za mną polazł?
- Żebyś nie zrobiła nic durnego. Wracamy do domu. - złapał mnie za ręke, a ja się wyrwałam.
- Nigdzie z tobą nie idę. Jasne!? - patrzyliśmy się na siebie. - Wydarłeś się na mnie bez powodu!
- Yuki...
- Nie ma Yuki! Mam cię serdecznie dosyć! Nie zbliżaj się do mnie! Nie jesteś tym którego kochałam!!! - odbiegłam.
KANEKI
W głowie miałem jej słowa : "Nie jesteś tym którego kochałam!!!" ...
- A ty byłaś, jesteś i będziesz tą którą kocham... - powiedziałem po czym spuściłem głowę. - Kiedy w końcu to zrozumiesz? - pomyślałem.
YUKI
Zatrzymałam się za najbliższym zakrętem. Sapałam jak pies!
- N-Nienawidzie go. - warknęłam. - Myśli, że jak powie, że mnie kocha to nagle cały świat stanie się kolorowy. Nie Kaneki... To tak nie działa. - stałam oparta o ścianę ze spuszczoną głową.
- Aka...? - usłyszałam znajomy głos.
- Kitamura? - podniosłam się gwałtownie. - Co ty tu robisz!?
- Ja tylko... Przechodziłem...? - Kitamura to lider drużyny siatkarskiej. Jesteśmy tak jakby dobrymi przyjaciółmi.
- Upadłeś na głowe czy co!? Czemu łazisz o tej godzinie po zakamarkach!?
- Nie wiem jak ci to wytłymaczyć... - podrapał się z tyłu głowy. - Ćwicze wytrzymałość?
- Mięśni w uj a mózgu brak. - westchnęłam. - Ale czemu tera... - zakrył mi usta dłonią.
- Cii... - spojrzał w stronę dalszego korytarza. G-Gołebie!? Kiedy poszli to odkrył mi usta.
- Czemu się kryjesz?
- Atakują dosłownie każdego kogo zobaczą na ulicy. Nie patrzą czy ghoul czy człowiek. Potwory bez serca.
- Jesteś ghoulem?
- C-Co? O czym ty mówisz?
- Odpowiedz.
- Nie mogę...
- Możesz... - zdjęłam swoją przepaskę i spojrzałam na niego ghoulim okiem. - Jestem z tobą. - lekko się uśmiechnęłam.
- Czyli, że ty też jesteś...
- Ghoulem? Tak.
- Jaka ulga... - uśmiechnął się. - Bo już nie miałem więcej wymówek.
- Heh...
- Yuki?
- Tak...? - spojrzałam na niego.
- Czy coś cię łączy z tym nowym? Tak się ciebie uczepił... Nie chce aby liderka drużyny dziewczyn miała jakieś problemy. - zrobił mu się lekki rumieniec na twarzy.
- Nie zwracaj na niego uwagi. To zwykły dupek i krętacz. Nie chce gościa znać...
- Rozumiem.
KANEKI
Stałem centralnie nad nimi. Dupek? Krętacz? I mówi to dziewczyna która myśli tylko i wyłącznie o sobie!
- Ciekawe co jeszcze wymyśli... - pomyślałem.
YUKI
Zaczęłam patrzeć się na stopy ze spuszczoną główką.
- A-A-Ale mimo wszystko ciągle o nim myślę... Nie mogę zapomnieć tych wspólnych chwil z dzieciństwa... Pewnie mówię tak źle na niego i cały czas jestem wkurzona bo go cały czas... K-K-Koch... A nie ważne.
- Zapomnij o nim. Masz w około tylu fajnych chłopaków. - oparł się ręką o ścianę i przybliżył się do mnie. Zarumieniłam się na maxa!!! - A może to ja będe tym szczęściarzem?
- K-K-K-K-Kitam-m-m-ura... - jąkałam się.
KANEKI
CO ON SOBIE KUVA MYŚLI!? Zeskoczyłem na ziemie.
- E stary. - zacząłem tykać go po plecach.
- Hę? - odwrócił się. Dałem mu w ryja.
- To za dobieranie się do niej, a to... - dałem mu drugi raz. - ...za to, że musiałem na to patrzeć.
- CO TY ROBISZ IDIOTO!? - Yuki chciała mi dać w mordę ale w ostatniej chwili złapałem ją za ręke. Chciała się wyrwać.
- Co ty sobie myślisz? Że po tym jak usłyszałem od ciebie te słówka, będe ze spokojem patrzył jak ten oblech się do ciebie dobiera?
- Ty to wszystko słyszałeś...?
- Co do zająknięcia, a teraz wracajamy.
- Dlaczego to robisz? - popatrzyła na mnie. - Dlaczego?
- Robie to co chce i nie musze się tłumaczyć. Tak mi się podobało więc to zrobiłem. - poszedłem w stronę Anteiku trzymając Yuki za dłoń i zostawiając tego pazia na miejscu. A niech ginie! Mam to gdzieś!
   Podczas drogi Yuki miała spuszczoną głowę i się do mnie nie odzywała. Kiedy dotarliśmy do kawiarni to bez słowa poszła do osobnego pokoju i się tam zamknęła.
YUKI
Usiadłam przy ścianie tuląc się do poduszki. Dlaczego on tak robi? Przecież ja dla niego nic nie znaczę... Teraz jak jestem ghoulem to dopiero się oprzytomniał!
- Durny Kanekii... - bardziej wtuliłam się w podusię. - Czemu jesteś takin debilem? - zamknęłam oczka i zanim się zorientowałam... Zasnęłam...

WINA KOMPA

Z powodu małych zawieszeń w systemie zostały usunięte wszystkie rozdziały ;-;

* * *

Lecz zaraz je wstawię na nowo xD

~Opciaaa♥

Rozdział VII

YUKI W DOMU
   Weszłam do środka.
- Misia!
- Yuki? Jesteś. - wyjrzał zza ściany (to nie kot)
- K-Kaneki...? Co ty tu robisz!?
- Ja... Przemyślałem to wszytsko...
- I co? Zrozumiałeś swój błąd!? Wybacz ale nie mam czasu, Misia! Kici kici kici. Gdzie jesteś? O tu! - wzięłam ją na ręce.
- Yuki, ja ciebie przepraszam.
- Jaką mam pewność, że mówisz szczerze? - spojrzałam na niego.
- Mam udowodnić?
- Ciekawe j... - nie dokończyłam zdania bo on mnie... pocałował!? Co on wyrabia!? I czemu nie moge się ruszyć!? Czemu nie moge mu przy*ebać!? N-Nie mogę...? Co ja robię?... Kanami objął mnie w tali nie przerywając tego pocałunku. Gdybym go nie lubiła aż tak, to leżałby na ziemi cały we krwi. Kiedy skończył powiedział:
- Taki dowód wystarczy? - uśmiechnął się, a ja spojrzałam na niego.
- TY ZBOCZEŃCU!!!
- I wróciła nasza Yuki. Słodka, bezbronna.
- Jak ja ci dam bezbronna to ty mnie popamiętasz!!! Pedofilu jeden!!! - a ten telefon cały czas włączony... Po chwili z głośnika było słychać Norie.
- Ken pedofilu! Wiesz co...? Yuki chciałaby pewnie żebym cie opier*olila. - odkaszlnęła, złapała oddech i przystapiła do działania. - Ty za*ebany pedofilu? Matka cie tego nie nauczyła! Zboczeniec bez grama szacunku do kobiet! Tak poprostu ja pocałowales. Skąd wiesz czy czasami nie jadła kaszanki? Może nie umyła zębów. Wybacz Yuki. A ty zarazo cholerska się otrząśnij bo kiedys skończysz jako przewodnik w agencji towarzyskiej. Będziesz alfonsem! Taak! Alfonsem! Słyszysz?! Nie? To się pałuj! - zrobiła chwile przerwy i kontynuowała - Ok ochłonęłam. A teraz mój drogi sku*wielu gratuluję ci odwagi i tego, że pierwszy krok masz za soba. A teraz maski na twarz, kot pod pache i wio!  - *śmiech Dominico w tle*
KANEKI
Udawałem, że słucham i przedrzeźniałem ją. To, że raz mi uratowała dupe nie znaczy, że jest lepsza. Wziąłem telefon i się rozłączyłem.
- Yuki, nie bierz so... - spojrzałem na nią, a ona siedziała skulona pod ścianą z kotem.
- Nie zbliżaj się do mnie... - powiedziała.
- Norie tylko sobie jaja robi.
- NIE zbliżaj się do MNIE. ALFONSIE JEB*NY!!!
- Ee... - otempiałem.
YUKI
Jeszcze mi tegi brakowało. Przyjaciela 'Męska Dziwka'. Wzięłam maskę i ją założyłam, usiadłam na oknie.
- Następnyn razem jak będziesz chciał mnie pocałować to weź mentosa. - zaśmiałam się, a on sprawdził swój oddech. Idiota. Wyskoczyłam przez okno z Misią i wdrapałam się na pierwszy lepszy budynek. Na dachach jest ich mniej. Włączyłam speeda i po drodze napisałam Norie aby otworzyła okno na strychu.
NORIE 
Siedziałam z Dominico kiedy nagle usłyszałam jak coś biegnie po dachu. Myślałam, że to może te palanty , Gołębie dachy zaczęły oblatywać. Jednak nagle zobaczyłam Yuki siedząca na oknie dachowym. Otworzyłam jej.
- Sprytnie Yuki. Po dachu lepiej przedrzeć się przez te dziki. Myślałam, że to jeden z nich. - Yuki powiedziała, że napisała mi smsa, ale ja nie odczytałam. - A gdzie Ken? Myślalam że przyjdzie z tobą.
Yuki lekko się zaczerwieniła, ale to chyba było ze złości. Weszła do środka i póściła kota na podłoge. Jaki on był zszokowany xD
- Powienien dojść... A z resztą te Gołebie są znacznie cięższe ode mnie i mniej sprytne. Jak mogłaś mnie z nimi pomylić? XD - kurde... Yuki była w zbyt dobrym humorze!!!
-  Niektóre wcale nie są takimi sierotami. - Yuki miała naprawdę dobry humor. - Ty? A ty co taka szczęśliwa ?
- A tak jakoś. To pewnie te włosy tak na mnie działają xD A tak szczerze to nie mam pojęcia.
KANEKI
Zacząłem się dowalać do drzwi domu Norie.
- Dominico! Chodź no tu i mi pomóż! - po chwili otworzył mi drzwi. - Stary. Zbieraj się i idziemy!
DOMINICO
Zza zakrętu wybiegło stado Gołębi.  Każdy z nich miał broń i samotny Ken nie dałby sobie z nimi rady.
- Ken masz jeszcze na tyle sił żeby zatrzymać tego jednego ?
Chyba miał bo ruszył pełna parą w jego strone. Po chwili walki krzyknąłem.
- Cholera! Trafił mnie ten szmaciarz. Ken! Pomóż mi! - odepchnął ode mnie tych debili i jakoś sobie z nim poradził. Ja miałem rozciętą ręke wzdłuż od łokcia to nadgarstka i jeszcze brzuch z dziurą na wylot. Bolało jak cholera... Niestety ale nie mam zbytnio dobrej regeneracji.
- Zadzwoń po Norie. - powiedziałem. Chciałem poprostu zobaczyć ją ostatni raz. Zaczęły mi sinieć usta, nie mogłem się ruszyć. Jestem zbyt słaby... Kaszlałem krwią cały czas.
NORIE 
Ken zadzwonił do mnie że Dominico jest niezle ranny i to zagraża jego życiu. Pobiegłam bez słowa, a jedyne co powiedziałam do Yuki to to by biegła za mną. Ruszyłyśmy w strone Dominico.
- Jeju! Dominico co ty zrobiłeś? To oni? - w oczach mimo woli miałam łzy.
   Bałam się że to koniec. Rana była otwarta i nie wiedziałam co zrobić.  Rozdarłam swoja bluzke i zawiązałam na rece Dominico. Brzuch wyglądał tragicznie... Przytuliłam go delikatnie i rozmawiałam z nim byleby tylko nie zasnął, bo wtedy byłby to już koniec.
DOMINICO
Patrzyłem na nią i myślałem że to już ostatnie spotkanie.
- Nie wiem czy to przeżyje. Chcę żebyś wiedziała że zawsze bardzo cię kochałem. Pamiętaj, że jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. Wiedz, że na zawsze pozostaniesz w moim sercu.
NORIE 
W tym momencie Dominico przestał ze mną rozmawiać.  Nie wiedziałam co się dzieje. Ścisnęłam jego rękę bardzo mocno i po chwili znowu zaczął ze mną rozmawiac. Yao (tak. Ten Rudy) podjechał po nas autem. Yuki po niego zadzwoniła by nas zabrał w bezpieczne miejsce, czyli do Anteiku. Spakowaliśmy się i po kilku minutach byliśmy w kawiarni. Ken został na miejscu by ogarnąć to wszytsko i oczyścić ślady. Yao razem z Szefem zabrali Dominico do pokoju. Siedziałam cały czas przy nim. Boże! Jak ja się o niego martwię! On tak słodko śpi...
DOMINICO 
Kiedy się obudziłem i zobaczyłem Norie to stałem się szczęśliwy. Obawiałem się, że nigdy już więcej jej nie zobacze. Kamień spadł mi z serca.
- Dziękuję Ci. Gdyby nie ty, pewnie już bym nie żył. Dziękuję ci. Tak bardzo cię kocham. - uśmiechnąłem się, a ona płakała. - Nie płacz. Przecież już wszystko jest dobrze. Uśmiechnij sie.
NORIE 
Nic nie powiedziałam. Pocałowałam go i siedziałam przytulona do niego
W KAWIARNI NA ZAPLECZU
YUKI
Siedziałam w osobnym pokoju, a dokładniej to przy oknie a parapecie. Zostawiłam Dominico i Norie samych, niech mają trochę przestrzeni osobistej.
- Zazdorszę im. Są taką słodką parką. - uśmiechnęłam się pod nosem i westchnełąm.
- Kto powiedział, że to my nie moglibyśmy być słodką parką? - usłyszałam głos Kanekiego. Stał oparty o ścianę.
- Już wróciłeś? Czego chcesz? Zboczeńcu jeden... Nie ma humoru. Idź stąd. - warknęłam w jego stronę.
- To już mnie nie lubisz? - zrobił smutną minkę.
- A jak myślisz? - burknęłam pod nosem.
- Że mnie więcej niż lubisz.
- Zamknij się! Pier*olony pies...
- Przystojny zapomniałaś dodać xD
- MORDA PSIE! WARUJ!
- Chciała byś.
- Pamiętasz basen? - spojrzałam na niego chamskim spojrzeniem. - Obiecałeś mi coś... Piesku.
- Jesteś okrutna..
- Wiem. - uśmiechnęłam się ponownie, a wzrok przeniosłam na widok za oknem i posmutniałam. Te gołębie doprowadzają mnie do białej gorączki... Czy ludzie i gholue nie mogą, żyć w zgodzie? Czemu ten świat jest taki... Okropny?
- Yuki?
- Hm?
- Pamiętasz zabawę na drzewie? - mimo woli lekko się uśmiechnęłam.
- Wtedy kiedy po raz pierwszy pomogłeś mi pozbyć się lęku wysokości.
- Pamiętasz co mi wtedy obiecałaś? - przez chwile przypominałam sobie w ciszy...
- Że "Jestem ci dłużna i zrobie wszystko aby ci to jakoś wynagrodzić"... - ten pies ma dobrą pamięć.
- Możesz to teraz zrobić.
- Nawet nie chce myśleć co teraz masz w tej pustej łepetynie zboczony kundlu.
- To nic zboczonego. - ta jasne, bo uwierze.
- To co niby? - spojrzałam na niego, a on się uśmiechnął... Ale ten uśmiech nie wróżył nic dobrego... - Gadaj.
- Dasz zaprosić się na kawę i... powiedzieć, że jestem przystojnym, miłym i kochanym chłopakiem.
- Nieee...?
- Obiecałaś. Tylko kawa. No i kilka miłych słówek.
- Pomyśle... Hm... Nie.
- Malutka kawa?
- Nie.
- Albo rozmowa?
- Nie.
- No weź! Obiecałaś.
- Po tym co mi zrobiłeś!?
- Przecież przeprosiłem...
- Eh... - przewróciłam oczami. - Dobra. Pójde z tobą na te randke. - burknęłam.
- Jest!!! Zaraz. Kto powiedział, że to randka?
- Ty.
- Kiedy?
- W głowie.
- Czytasz mi w myślach!?
- Może... - na twarzy zawitał podejrzany uśmiech.
- Yuki!
- Hehehe... xD - zaczęłam się śmiać.
- Zamknij się.
- Hahaha!
- Zła pani!
- Hahaha!!! - nie mogłam przestać. Debil nawet nie wie co gada xD - Chyba to logiczne, że chcesz mnie zaprosić na randkę.
- To nie będzie randka! Przestań... - jego włosy zakryły jego czerwoną od rumieńców twarz.
- RANDECZKA. RANDUSIA. RANDKA. RANDERECZKA. XD HAHAHA! - zamilkłam na chwile. - Ale jeżeli jeszcze raz będziesz chciał mnie pocałować lub to zrobisz, to nie zaznasz litości... - warknęłam.
- Okey, okey.

Rozdział VI

NORIE 
- Dominico, heej! - wykrzyknęłam i go mocno przytuliłam - Dominico to mój chłopak. On chyba jest nie groźny. - zaśmiałam się.
   Tak się cieszyłam kiedy go zobaczyłam że chyba cała kawiarnia odczuwała te same uczucia co ja.
- To może wy się poznajcie. - Yuki i Dominico zaczęli ze sobą rozmowę. Yuki jest taka słodka xD
   Po chwili tym momencie zadzwonił mój telefon. Był to Ken.
- Zaraz wracam ktoś dzwoni. - Ken nigdy nie dzwonił do mnie o tej porze, więc chyba coś musiało się stać. - Co zrobiłeś?... Boże,  kolejny kretyn który nie wie że po zmroku bez maski ani rusz..! ... Ilu ich jest? ... Pięciu? ... No to masz prze*ebane. ... Dobra zaraz będziemy. - rozłączyłam się i szybko powiedziałam o tym Yuki i Dominico. - Zakładajcie maski. Ken vs pięciu po*ebów. Ruszajcie dupy!
   Jego chyba też utłuke. Podczas drogi Yuki pytała o Kena. Odpowiedziałam jej troche rozgniewana:
- Ten zboczeniec nie ma maski, więc musimy się sprężać.
   Pobiegliśmy czym prędzej. Na szczęście nie było za poźno. Ken siedział na dachu, ale przecież te psy tak łatwo się nie poddadzą.
KANEKI
Zajebiście. Gdzie jest ta Hana!? Nigdy nie może ruszyć szybciej swej grubej dupy.
- Zaraz ciebie złapiemy Pożeraczu! - darli się jak debile, a ja sobie leżałem na dachu i czekałem.
- Tak, tak, mówicie tą samą gadkę już od paru lat. Nuuuudaaaa! - przewróciłem oczami.
YUKI
Po drodze założyłam maskę.
- Jak tylko go dorwe to nie ręcze za siebie. - warknęłam. Na szczęście byłam najszybsza w szkole i bieg nie sprawiał mi problemu. Po chwili wdrapałam się na dach. Dominico i Norie użyli swoich kagune, a ja ta która nie potrafi tego aktywować musiałam się sama wdrapać.
NORIE
Tych palantów było 5, a tylko ja i Dominico z nimi walczyliśmy. Jednak nasze kagune w porównaniu z ich sieciami i broniami to złoto.
- Dominico bierz tych 2, ja zajmę się tym grubaskiem i jego majtkami.
- Dobrze szefie. - odpowiedział.
- Błagam nie mów tak... Ej salcesonie! Chcesz Pożeracza!? Najpierw będziesz musiał mnie pokonać! - rzuciłam się na tego grubego z wąsem.
Przypominało to trochę walkę Teak Wondo, tylko ze chyba z workiem treningowym. Bo przecież ten warchlak tylko leżał, nawet podnieść się nie mógł. Spojrzałam na pozostałych.
- Teraz chodźcie wy. Z wami będzie troche trudniej, bo umicie biegać.
   Na dobre dla mnie Dominico pozbył się już tamtych dwóch i pomógł mi z moimi padalcami. Nie trwało to zbyt długo. - Ken, Yuki! Złaźcie na dół. - krzyknęłam.
   Kiedy tylko Ken stał przede mną, strzeliłam mu 3 razy w pysk.
- Raz za łażenie po nocach! Dwa za łażenie po nocach bez maski! I trzy tak na przyszłość. A teraz chodź... - przytuliłam go, bo cieszyłam się, że nic mu nie jest.
KANEKI
- Ty jednak jesteś chora. - powiedziałem przerażnony. Wiedziałem, że kobieta zmienną jest ale to to już przesada.
YUKI
- Kaneki, podejdź no tu na chwile. - zrobił zdziwioną minę i podszedł.
- A tak w ogóle co ty tu robisz? - spytał.
- Stoje i czekam aż całkiem mi nerwy puszczą, a co? Nie widać? - warknęłam.
- Yuki... Wszytsko okey?
- Ty wiesz jak ja sie o ciebie martwiłam debilu? - powiedziałam z zaciśnietymi zębami.
- Ey. Yuki. Już wszytsko okej. Uspokój się.
- Ty jesteś skończonym idiotą... - z oka które miałam zakryte maską poleciała mi łza. Nie mam pojęcia co się ze mną działo... Zacisnęłam dłonie. - Czy ty chociaż raz nie możesz pomyśleć o innych? Zastanów się co ja teraz czuje... - odwróciłam się od niego i odeszłam. Po chwili, tak z dupy wyskoczył jeden Gołąb.
- Teraz cie mam! - wykrzyknął, spojrzałam na niego moim ghoulim okiem. - Dziewczyna... jednooka? - nie zdążył nastawić broni, a już był przebity na wylot moim czerwonym, ognistym kagunem.
- Dzida... - rzuciłam nim o ściane i poszłam do domu. Kaneki zawsze musi taki być!? Zawsze musi wku*wiać!?
KANEKI
Stałem jak wryty... Po chwili się ogarnąłem i spojrzałem na Norie.
- Co ty jej zrobiłaś!? Pranie mózgu czy co!? Dlaczego ona nie jest tą Yuki!? Ty faktycznie jesteś Praczem jak mówiły pogłoski. - Pracz... Hahahahaha!!! XD
NORIE
- Jesteś ślepy i nie widzisz nic poza swoim ogonem. Nic. Gdzie twoje uczucia? Nie poznaje Cie.. Gdybyś tylko wiedział o co chodziło Yuki. Ty..ty.. Ty skur... A nie ważne!
   Odeszłam razem z Dominico. Nie wiem czy Ken tam został, czy poszedł w swoją stronę. Jakoś mnie to nie obchodziło.
KANEKI
- Yuki...? - powiedziałem pod nosem... Może faktycznie trochę przesadziłem... Westchnąłem i poszedłem do Anteiku. Czy ona mówiła na serio?
YUKI
Wpadłam do domu i usiadłam w moim ulubionym kącie. Skuliłam się i zaczęłam cichutko szlochać z powodu Kanekiego i tego, że... nosz przecież gościa zamordowałam!
- Dlaczego jesteś takim idiotą!? - wydarłam się. - Kaneki... Czemu? - wznowiłam łkanie.
NASTĘPNY DZIEŃ
   Ledwo mogłam wstać z łóżka. Jakoś się ogarnęłam i poszłam do szkoły. Koniec roku tuż tuż. Jeszcze tylko pozaliczać diagnozg itp. i wakacje uznam za rozpoczęte! A co mi po tych wakacjach? Eh... Wyszłam z domu i skierowałam się do liceum.
   Nie zważałam na nic. Nic mnie nie obchodziło... Na budynkach były wielkie tablice z wiadomościami.
Ghoule zaatakowały 20. dzielnicę mordując przy tym 6 agentów - mówił gościu na ekranie, ja jedynie westchnęłam. 
NORIE
Dzisiaj w nocy przyśniło mi się że Ken chodził z Yuki. Pogadał z nia, spytał się jej tak słodko.
- To napewno sen. Ken jest zbyt szorstki. - powiedziałam sama do siebie.
   Nagle zadzwonił telefon.
- Dominico? Coś sie pewnie stało. - odebrałam. - Hej. Co jest?
- Kocie wstałaś?
- Wstałam..
- To włącz telewizor. Kanał 169.
   Włączyłam telewizor, a to co zobaczyłam...
Ghuole zaatakowały 20 dzielnicę mordując przy tym 6 agentów"
- Przecież to nic nowego. - powiedziałam.
- Słuchaj dalej. - odparł Dominico.
Służby specjalne zawiadomiły wojska gołębi. Teraz będzie można ich spotkać wszędzie w grupach. Czy to dzień, czy to noc. Za zgoda włascicieli będą też pełnić straz całodobowa w sklepach i różnych instytucjach"
Aż oplułam kawą telewizor.
- Dominico? 
- Tak?
- Boję się..
- Wierzę ci. Ja też... Naprawdę nie jest dobrze. Zaraz u Ciebie będę.
- Czekam. Tylko nie zapomnij o masce. - odłożyłam telefon. Łza poleciała mi z oka. Boje się... Czy to koniec?
YUKI
Haruhi cały czas mnie wypytywała co się stało i w ogóle. Kanekiego dzisiaj nie było w szkole...
   Po zajęciach wyszłam ze szkoły...
- Ku*wa... - tu aż się roiło od Gołebi! Wróciłam do szkoły i schowałam się w toalecie. Jak wyjdę to mogą mnie rozpoznać! Usiadłam w kącie i się skuliłam. - Niech ktoś mi pomoże...
NORIE
   Byłam już w domu z Dominico. Obojgu nas przeraziła ta sprawa. Przecież musielibysmy ukrywać się przez cały czas. Postanowiłam ostrzec Yuki, w rakim wypadku zadzwoniłam do niej.
- Yuki słyszałaś co się dzieje? To jest jakas masakra! Uważaj nas siebie. Pamiętaj o masce. Ja puki co nie wychodzę z domu. A ty zaraz po szkole wracaj do domu, bierz kotke i biegnij do mnie. Dzisiaj nie będziesz spać sama. To może być niezla noc.
(Mówiąc niezła wcale nie miała pozytywnego znaczenia na myśli...)
- Moja szkoła została otoczona... Żeby się wydostać to powinnam zmienić się w tą 'psycho' Yuki i im spier*olić, a w innym razie... Pomordować... Inaczej stąd nie wyjde. Siedze w babskim kiblu i czekam, aż znajdę jakieś wyjście... A ty jesteś bezpieczna? - słychać było lekkie przerażenie w jej głosie.
- Jestem w domu z Dominico. Rolety zasłonięte, drzwi zamknięte. Chyba jestem bezpieczna. - jak ona miała uciec?! - Słuchaj. Załóż maske, i zachowuj sie normalnie. Idź powoli nie przyciagaj do siebie uwagi. Przez całą droge będe z toba rozmawiać. Ciśniesz kobieto. Wiem że dasz rade.
YUKI
- Ekhem, a tak swoją drogą to jak założe maskę to od razu się skapną, że jestem ghoulem. Lepiej zostać w samej przepasce... i dzięki za wsparcie. Dobra. No to działam. Komórke mam włączoną cały czas. Będzie dobrz. - wzięłam telefon do ręki, założyłam torbę i wyszłam ze szkoły. Miałam uśmiech na ustach i udawałam, że rozmawiam z kimś przez telefon. Szłam sobie spokojnie. - Wiesz jakie to dziwne uczucie kiedy cieszysz się do telefonu? A nawet nie ma się z czego? Narazie jest git, nie zwracają na mnie uwagi. Jeszcze troche i dotre do domu.
- Dasz radę. Jestem z tobą.
- Dzięki... - obeszłam tych pedałów i poszłam do domu... Uff...

Rozdział V

NADSZEDŁ PONIEDZIAŁEK
   Dzisiaj miałam w uj zajęć. To yudo, to jakieś zebranie samorzadu, i wiele wiele innych spraw. Szczerzę mówiąc... Urawnie głowy na maxa!!! A mojego psa nie było dzisiaj więc wszytsko musiałam dźwigać sama. Jeszcze się doigra...
PO SZKOLE
   Zajebiście. Już wieczór, a ja jeszcze daleko od domu... Musieli mnie jeszcze zatrzymać wiceprzewodniczacy oczywiście! Więcej nie zostaje przewodniczącą... Never! Pójdę skrótem. Pobiegłam do jakiegoś zauka...
- O ku*wa... - GOŁEBIE
- Ohohoho... Widze, że mały ghoul się zagubił. - powiedział ten chudszy, a obok niego stał wąsaty grubacz, szybko zakryłam twarz. Nie mogą mnie widzieć... Już mieli mnie zaatakować, a tu nagle pojawiła się Norie...
NORIE HANA
Kiedy zobaczylam Yuki stojącą przy tych sku*wysynach pomyślałam: Jezu ale ta dziewczyna ma szczescie że ją zobaczyłam..
- Eej panowie nie zgubiliście się przypadkiem? Czego od niej chcecie? - spojrzałam na nich.
- Ta dziewczyna to ghoul, więc radze ci uciekać. - powiedział jeden taki gruby z wąsem.
- Po*ebało ? Ona nie jest żadnym ghoulem.
- No chyba wiemy co widzieliśmy. Nie jesteśmy debilami.
- No chyba nie widzieliscie i chyba jednak jesteście. - nie wiedziałam co im powiedzieć, bo w końcu już ją widzieli. Po chwili jednak już wiedziałam. - To jest moja siostra. Chyba bym była niedorozwojem mózgowym gdybym ghoula w domu trzymała. Idźcie pieski poszukać suczek bo okres cieczek się zaczął.
- Dobra chodź gruby. Idziemy... Ta mała jest nieźle wyszczekana.
   Udało się. Mogę juz rozmyślać jak ona mi się za to odwdzięczy. Spojrzałam na nią
- Zwariowałaś Yuki? Chodzisz po nocach? Co ci strzeliło do glowy??
YUKI
Spóściłam wzrok i rzekłam przyciszonym głosem.
- W-Wybacz... Musiałam zostać dłużej w szkole... Jak ci się odwdzięcze? - spojrzałam na nią lśniącymi oczkami. - Zrobie wszytsko, bo w końcu uratowałaś mi życie. - uśmiechnęłam się - No trudno. To już ci nie będe przeszkadzała...
NORIE
- Najlepiej odwdzięczysz mi się kiedy nie będziesz chodziła po nocy.
   Chociaż Yuki czasami doprowadzała mnie do szału tym co robi, to lubiłam ją. Miała dziewczyna charakterek.
- Chodź pójdziemy na kawę. Pewnie jesteś głodna, a nie ma co teraz wracać bo znowu spotkamy jakieś łasiczki. - zaśmiałam się.
- Powiem ci szczerze, że im dogadałaś. Biedaki nie mieli ci jak odpowiedzieć. - również się zaśmiała. - A kawa to dobry pomysł. - uśmiechnęła się.
- Miałam już wiele razy okazję spotkać tych palantów. Tego grubego znam bardzo dobrze.. Kiedyś próbował rzucić się na mnie, ale coś mu tłuszczyk chyba przeszkadzał. - uśmiechnęłam się. - W sumie to uważam że sama dałabyś sobie radę. Jesteś silną laską jak na takie chude maleństwo. - Znowu się uśmiechnęłam. Po chwili znajdowałyśmy się w Anteiku nie przerywając rozmowy.
- To że jestem niska to nie znaczy, że gorsza. Nigdy nie lubiałam jak ktoś mi to wypomina. - burknęła pod nosem. - Jeszcze moja przyjaciółka uważa mnie za słodką laleczke z powodu mojego wzrostu i dużych wyraźnych oczu. Kiedy coś zrobie źle to ona normalnie wychodzi z siebie i drze się w niebo głosy 'Yuki! Ty słodka, niezdarna kruszynko! Słodycz mnie atakuje!' I coś w tym stylu. Ble. - przewróciła oczami, które później skierowała na mnie. - Skąd znasz tego zboka Kanamiego?
- Szczerze to uratował mi tyłek kilka razy, tak jak tobie. Znałam go już wcześniej, bo byłam pomocnicą szefa w tej kawiarni Anteiku. Zawsze kiedy Ken przychodził do nas na kawe, opowiadał mi o ghoulach. - nadal wspominam sobie te czasy. - Po jakimś czasie kawiarnie zamknięto, więc błąkałam się po ulicach, kiedy to jeden z ghuoli mnie zaatakował. Wtedy on mnie uratował. I jakoś tak się zaprzyjaźnilismy.
   Miałam wrażenie że znudziłam Yuki na śmierć ale gadalam dalej.
- No i jak widzisz kawiarnia znów weszła w obroty. Zapytasz dlaczego? To też dzięki Kanekiemu. Pomógł szefowi trochę. Ja już nie chciałam tu pracować, ale jak widać biznes się kręci. Nawet my tu przychodzimy. A ty jak go poznałas ?
- Znałam go od małego. Kiedy miałam 7 lat to wyprowadził się z miasta tak bez słowa. Bez pożegnania. Szczerze mówiąc nie pamiętam jak się pozaliśmy. To było tak dawno temu... Pewnie nie uwierzysz, ale Kaneki był kiedyś brunetem kochającym książki! A teraz to młody chłopak o białych włosach... Zdaje mi się, że wyjechał tylko dlatego by mnie chronić. Nie chciał mi zrobić krzywdy tym, że był ghoulem. Teraz go w ogóle nie poznaje. Niedość, że zmienił kolor włosów, troche wydoroślał to stał się pierdzielonym zboczeńcem. - te ostatnie dwa słowa powiedziała z przytupem. - Ale i tak mimo wszytsko go lubie xD
- To długo już go znasz. - kiedy słyszałam jak ona mowiła o nim 'zboczeniec' myślałam ze je*ne śmiechem. - Słuchaj Ken jest jaki jest. Pierdzielonym zboczeńcem jest i tu ci przyznam rację. Czy na Tobie też stosował te gadki o guziku od koszuli ?
- Oczywiście, że tak. On jest chory na mózg. Nic na to nie poradzisz... Norie! Ktoś tu idzie! Uważaj! - krzyknęła. Kiedy się odwróciłam to zobaczyłam Dominico...

Rozdział IV

KOLEJNY DZIONEK BIAŁOWŁOSEJ LASKI XD
   Moje białe włosy spięte w kok zakrywał kaptur, a na oku przepaska... Normalnie Kapitan Hak! Szłam do szkoły próbując nie zwracać na siebie uwagi. Wyglądam zaje*biście! Całą drogę mamrotałam coś pod nosem (oczywiście wyklinając ten świat oraz Kanekiego) i poprawiałam to opaske to kosmyki nieupiętych włosów.
- Jak tylko go zobacze to... - zacisnęłam dłoń.
- Kogo zobaczysz?
- Aaa! - krzyknęłam. - Kaneki debilu! Ciebie oczywiście!
- To co mi zrobisz? Powiesz jaki jestem przystojny?
- Pier*olony zboczeniec egoista... - warknęłam.
- Byłaś u fryzjera? Ten kolor pasuje do ciebie idealnie. Tak mnie kochasz, że chciałaś się do mnie upodobnić. Jesteś słodka.
- AAA! - zaczęłam okładać go pięściami, ale cały czas robił uniki. - Skubany zboczeniec. - powiedziałam zmachana po chwili.
- Słodka idiotka. - uśmiechnął się.
- Je*any pedofil.
- Mały kurdupel.
- Pier*olony podglądacz. - tak się wyzywaliśmy przed dłuższą chwile kiedy Kaneki powiedział to:
- Widze, że brak kaptura ci nie przeszkadza. Hehehe... - zrobiłam zdziwioną minę i dotknęłam kaptur, a raczej jego brak. Szybko go założyłam na głowe.
- Zboczeniec... - odeszłam od niego wkuviona. Na szczęście za 2 tygodnie wakacje i moje urodziny ^^
PO LEKCJACH
   Wyszłam razem z Haruhi przed budynek. Gadałyśmy sobie o chłopakach i w ogóle o wszytskim xD
- A wiedziałaś, że Ryu... - przerwał mi telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni - Kaneki? Czego on chce... - odebrałam. - Czego? Zajęta jestem.
- Yuki. Przyjedź pod Hatakiego 15. Już!
- Ale... - rozłączył się. Spojrzałam na Haruhi. - Zdzwonimy się. Pa. - pobiegłam w stronę adresu który mi podał Kaneki. Co się mogło stać!?
   Po kilku minutach trafiłam pod dany adres. To był nowo wybudowany dom.
- Wut? - podeszłam do drzwi i zadzwoniłam. Drzwi otworzył mi Ken.
- Siadaj w salonie. - usiadłam grzecznie na kanapie, a Kaneki na fotelu.
- O co chodzi? - spojrzałam na niego. - Czemu kulejesz?
- To aż tak widać? - uśmiechnął się.
- Co ty żeś znowu nawymyślał!?
- Byłem na małym spotkaniu z Gołebiami.
- Matko! Czy ty zawsze musisz się w coś wpakować...?
- Czekaj, czekaj. Czy ty się o mnie martwisz?
- Nie...? - odwróciłam od niego głowe. Czemu zawsze się rumienie!?
- Tak myślałem...
- Znaczy się tak! - spojrzałam na niego. IDIOTKA! - Martwie się? Czekaj... Czy ja się o ciebie właśnie martwie?
- Tak, zdecydowanie tak.
- Serio? - wybuchłam śmiechem xD
- Nigdy nie bierzesz niczego na serio
- Skąd niby to wiesz? Znasz mnie? - ochłonęłam troche.
- Znam.
- Od kiedy?
- Od dawna.
- Jakim sposobem?
- Ja...
- Czekaj! Nie odpowiadaj. - przerwałam mu. - Przecież mam doczynienia ze zboczonym pedofilem prześladowcą.
- Serio? No to patrz. - zza pleców wyjął stary album i położył go na stoliku przede mną.
- Chcesz mi powiedzieć, że w tym albumie znajdują się moje zdjęcia? I to nawet te na golasa?
- Co? - zaczerwienił się. Jego oczy mówiły 'to nie ten album'. - Otwórz go poprostu.
- Nie mam zamiaru. Mogą to być też twoje zdjęcia bez koszulki, abym na ciebie zaczęła lecieć.
- A chcesz kilka?
- Zbok... - odwróciłam się od niego.
- Otwórz ten cholerny album kobieto!
- B O ?
- Chcesz poznać prawdę?
- Hm... - spojrzałam na niego, wzięłam album, cały czas na niego patrząc, a kiedy miałam go otworzonego na przypadkowej stronie to dopiero do niego zajrzałam. - C-Co... - moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości. - T-To... J-Jest...? - w albumie znajdowały się zdjęcia moje i... Kena z dzieciństwa. W domu mam niektóre identczne.
- Już rozumiesz? Yuki? - uśmiechnął się.
- K-K-K-Ken...? - spojrzałam na niego. - To naprawde ty?
- Ja w samej postaci.
- Ken... - uśmiechnęłam się, po czym go mocno przytuliłam.
KANEKI
Kiedy mnie przytuliła to... Nie dość, że się zarumieniłem to byłem lekko zszokowany. Ale i tak ją przytuliłem.
YUKI
Chwila... Co ja robie!? Odsunęłam się gwałtownie.
- Troche mnie poniosło... - zaczęłam kręcić kosmykami włosów.
- A może coś więcej niż przytulas? - uśmiechnął się pedofilsko.
- OD KIEDY STAŁEŚ SIĘ TAKIM CHOLERNYM ZBOCZEŃCEM!?
- Hahaha! - zaczął się śmiać.
- ZBOCZENIEC!
NOWY DZIEŃ : RANEK
  Siedziałam w łazience myśląc nad tym jak się pozbyć tych włosów. Na szczęście dzisiaj sobota więc nie musze się stresować szkołą.
- Haruhi ;-; Przyjdź tu i mi pomóż ;-; - czemu jej nigdy nie ma jak jej potrzebuje!? Westchnęłam. Nagle po domu rozległ się głos dzwonka. - Jaka cholera? - wyszłam z łaźni i poszłam otworzyć. W drzwiach stała jak zawszs energiczna i gotowa do działania Haruhi.
- Yuki! Ty jeszcze w piżamie!? A co z naszym basenem!?
- Co? Jaki basen? - PRZETWARZANIE - Ah tak, basen. To dziś?
- Zapomniałaś!?
- Tak jakby... Heh - uśmiechnęłam się nerwowo. - Nie mogę...
- Co!?
- Misia mi potargała strój... - słyszałam jej śmiech w tle (szatański kot na wolności).
- No to kupimy ci nowy!
- Nie mam ochoty...
- Ken z nami idzie ^^ - uśmiechnęła się
- Hejka. - zza Haruhi odsłonił się uśmiechnięty ON.
- No to cześć. - chciałam zamknąć drzwi ale Haru mnie powstrzymała.
- Idziemy i nie ma rzadnych ale!!!
- Ale dlaczego z nim? - mój wzrok mówił 'LITOŚCI!!!'
- Ponieważ to twój przyjaciel z dzieciństwa, nie? - no i powiedział...
- Dajcie mi chwile. - poszłam się spakować. UTOPIE GO!
   Wszyscy razem poszliśmy na basen. Całą droge się modliłam, by zaczęło padać! Ale słońce grzało niemiłosiernie...
Haru i Kanami wybrali mi strój. Ja się boje!!! ;-;
   Siedziałam w przebieralni.
- Yuki! Wychodź już! - powiedziała niecierpliwa Haru
- Nie! Nie pasuje mi ten strój!
- Mam ciebie wyciągnąć siłą? - warknęła. Przełknęłam śline.
- Ale Kaneki ma stąd iść...
- Kena tutaj nie ma. Wyłaź.
- Okey... - wyszłam z kabiny. Kiedy Haru mnie zobaczyła to w oczach miała gwiazdeczki.
- Wyglądasz jak laleczka! Jak słodziutka, niewinna, bezbronna malutka lakeczka! Aaa! Roztapiam się...
- P-Przestań! Mówiłam, że ten strój do mnie nie pasuje...
- Jeszcze się rumieni! Atak słodyczy!!! Chodźmy! Niech ciebie ujrzy cały świat!
- Haru!!! - złapała mnie za ręke i pobiegła na basen. - Utopie cię jak tylko znajdę okazję... - warknęłam.
- A z tą słodziutką przepaską wyglądasz jeszcze uroczej! *-*
- Napewno... - burknęłam. Po chwili stałam na tym cholernym basenie. - Czemu te matoły się na nas gapią?
- Chłopaki na ciebie lecą ^^
KANEKI
Wyjrzałem z wody na dziewczyny.
- Chodźcie! Woda jest... - Yuki... Popatrzyłem na nią. Jest jak słodka pralinka...
YUKI
Spojrzałam na Kanekiego.
- I co się ślinisz...
- Bo ujrzałem diabła w ciele anioła...?
- Utop się... - warknęłam.
- Teraz mogę zginąć...
- I poszedł na dno. - zaczęłam iść w stronę leżaków. Z oddali usłyszałam krzki 'Ey! Yuki! Potrzebujemy jeszcze jednego zawodnika w siate!' Oglądnęłam się za siebie. Moi znajomi z SKS'ów ^^ - Już biegne! - uśmiechnęłam się. Podeszłam do chłopaków.
- Do kogo się dołączasz?
- A nie przyszły dziewczyny?
- Coś im wypadło...
- Trudno... Wybieram drużynę... Białych xD
- JEST!!!
- Gramy! - krzyknęłam, zaczęliśmy grać w siatkówkę. Obok basenu (na powietrzu) była akurat rozłożona siatka.
KANEKI
Obserwowałem calutką grę. Niech tylko któryś się do niej zbliży...
- Ken, a ty nie chcesz z nimi grać? - zapytała Haruhi.
- Jakoś nie jestem dobry w te klocki.
- Rozumiem... Powiedz mi jedno.
- Hm? - spojrzałem na nią.
- Jeżeli zrobisz tak, że moja kochana Yuki uroni przez ciebie chodź jedną łze to... - przejechała dłonią po szyi wydając charaktetystyczny dźwięk umierania.
- Wiem przecież.
- No ja myślę. Mam ciebie na oku, Kenie Kaneki. - wskoczyła do wody. Jakaś dziwna...
YUKI
Ostatni punkt... Podrzuciłam piłkę do góry i zaserwowałam tak, że nie zdołali przejąć.
- Wygraliśmy! ^^ - chłopaki wzięli mnie na ręce i zaczęli podrzucać. Zrobili to tylko 3 razy, a zanim się obejrzałam to leżałam w ramionach Kanekiego. - Co to miało znaczyć? - warknęłam i na niego spojrzałam.
- Coś by ci się stało.
- Nic by mi się nie stało. Normalnie drugi ojciec. - skrzyżowałam ręce i zrobiłam naburmuszoną minę. Nie wiem czemu ale chłopaki byli wystraszeni widokiem Kena. I ja grałam z takimi ciotami -,- Kaneki odstawił mnie na ziemię.
- Uważaj na siebie. Kurduplu. Hehehe...
- Prześladowca... - wymamrotałam i odeszłam od niego na leżak. Chwila odpoczynku!
KANEKI
Spojrzałem na tych kolesi. Mój wzrok mówił sam za siebie. Lepiej żeby się do niej nie zbliżali. Co jak co, ale z natury jestem wysoki. Poszedłem na leżak obok Kurdupla xD
YUKI
- Czemu mi rujnujesz życie? - wymamrotałam pod nosem. Leżałam na brzuchu z mordą w leżaku.
- Ponieważ mogę.
- A co jak ci zabronie?
- To się nie posłucham.
- Ta? - popatrzyłam na niego tym moim spojrzeniem smutnego szczeniaczka. - Zostaniesz moim wiernym pieskiem?
- Pewnie.
- Hehehehe... - schowałam twarz w leżaku, miałam szyderczy uśmiech na twarzy.
- Chwila... Na co ja się zgodziłem!?
- Masz przerąbane do końca swojego życia na ziemi i w pierdlu. Hahaha!
- NIE!!!

Rozdział III

W DOMU
   Leżałam na kanapie głaszcząc moją kicie Misie.

- Misia? Jak myślisz. Czy to jest nasz Kaneki? - spojrzałam na kotkę. Została mi tylko ona, bo tato jest ciągle w delegacji... -Jeżeli by się tak dłużej zastanowić to... - chwila ciszy - Nie. To nie może być Ken. Kanami jest zbyt zboczony na to aby być Kenem. Może to tylko zbieg okoliczności. - westchnęłam. Nagle mój brzuszek zaburczał. - Cholera... I co ja teraz mam zjeść? Nie będe mordować!!! - spojrzałam na kicie z podejrzanyn uśmieszkiem, a ona jedynie spierdzieliła xD - Ey. Przecież bym cie nie zjadła xD Byłabyś obrzydliwa xD -wzięłam telefon i zadzwoniłam do, niestety, Kanekiego.
- Halo? - odpowiadaj!
- O! Hejka Yuki.
- Głodna... - powiedziałam niewinnie.
- I co ja mam do tego?
- Masz przynieść Yukusi amu amu.
- Już lece, kurduplu. Hehehe...
- Morda! - znowu bzusek zaburczał - Bo będziesz mnie miał na sumieniu....
- Okej, okej. - rozłączył się. Zaraz... Nie wiem czy ja to zdołam zjeść... Odłożyłam telefon na stolik.
- Mam jeszcze kilka kostek. - zaczęłam szperać w moim plecaku. - Są. - wzięłam wszytskie na raz. - Już się robi noc, a Kaneki powienien już dawno być...
W WYOBRAŹNI YUKI
1. Kaneki dostał telefon.
2. Stał przed moim domem w przebraniu detektywa.
3. Musiał biec do swojego domu żeby się przebrać.
4. Po drodze załatwić amu amu.
5. Przyjść do mnie.
- Zajmie mu to 2 godziny... Rąbany zboczeniec...
W REALU
   Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Coś mu to krócej zajęło...
ZNOWU W WYOBRAŹNI
Kaneki włączył super speed'a albo mieszka obok mnie... Zaraz... NIEEEEE!!!
I W REALU
   Poszłam otworzyć. W drzwiach nie zastałam Kanekiego tylko jakąś dziewczynę...
NORIE HANA
    Weszła do mojego domu jakby była u siebie. To było trochę dziwne, bo w ogóle tej babki nie kojarzyłam...
- Moge wejść? - spytała.
- A kim ty w ogóle jesteś? - powiedziałam nieco wkurzona.
- Nazywam się Norie Hana i przysyła mnie do ciebie Ken.
- Ee.. - trochę mnie zamurowało. No bo czemu Ken miałby przysyłać do mnie jakąś dziewczynę? A sam nie przyszedł....- Jak to Kaneki? Po co? Wtedy kiedy zadzwoniłaś do drzwi to myślałam, że to on... Weź mi to wyjaśnij!
- Dziewczyno uspokój się! Miałam ci przynieść twoje 'amu'.  - powiedziała.
- A dlaczego ten zboczeniec nie mógł mi go przynieść?  - spytalam.
- Gdyby mógł to by to zrobił. - odpowiedziała trochę wkurzona. Po chwili ciszy rzekłam:
- Kaneki to mój przyjaciel i mam prawo wiedzieć co się z nim dzieje. - dokładnie to prześladowca niż przyjaciel.
- O to już przyjaciele? No brawo. Kena coś zatrzymało, ale mówił żebym cię nie martwiła. - powiedziała po czym dała mi moje 'amu' , a ja od razu zaczęłam szamać moje kostki. Martwia mnie trochę sprawa Kanekiego, ale zastanawiała mnie też ona...
- Czekaj.. Czy ty aby też nie jesteś ghuolem? - spojrzałam na nią. Ona nie odpowiedziała słownie lecz w jej odpowiedzi oczy zmieniły kolor... - Dobra dobra, ale zmień je z powrotem. - dodałam.
- Dobra laska ja będę się zwijać. Miałam ci tylko przynieść twoje 'amu' i spie*dalac. To słowa Kena. To ja lecę. Trzymaj się.
- Cześć...?
   Po jej wyjsciu zamknęłam drzwi na wszystkie zamki. Wtf!? Usiadłam na kanapie z moimi kostkami. Może musiał coś załatwić... A z resztą co ja się tak przejmuje!?
- Mniej myśl więcej jedz. Yuki! Nie myśl o tym co jesz! Fuck!!! I pomyślałam... - LUDZIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE ;-; Odłożyłam woreczek na stół i westchnęłam.
   Po kilkunastu minutach ruszyłam swoje 4 szanowne, smukłe litery i poszłam się wykompciać. Dobra. Ide tak sobie ide, a w lustrze zamiast Yuki widze, no nie powiem, że brzydką xD białowłosą laseczke.
- Czy to ja? - chwila ciszy - MOJE WŁOSY!!! NIEEEE!!! ;-; - padłam na kolana... Co ja teraz powiem Haruhi!? - Kaneki! Jesteś martwy!!!

Rozdział II

W ANTEIKU (KAWIARNI)
  Kaneki podszedł do tego gościa i zaczął coś do niego szeptać. Kiedy skończył to Maro, tak miał na imię, kazał mi usiąść przy blacie. Bez słowa i trochę niepewnie usiadłam. Podał mi filiżankę kawy.
- Jeszcze nie jestem pełnoletnia.
- To nie zaszkodzi ci na zdrowiu. - uśmiechnął się.
- A mogę cukier?
- Prosze. - podał mi cukierniczke. Wzięłam jedną kostkę i wrzuciłam do kawy, ale zanim to wypiłam to przypomniało mi się coś... Ghoule nie mogą jeść ani pić ludzkiego pożywienia...
- Chyba podziękuje... - odunęłam lekko filiżankę. Ken na mnie popatrzył wzrokiem 'Pij albo ci pomoge'. - Lubbb spróbuje. - powoli przyłożyłam filiżankę do ust i upiłam łyk. - Ale dobra. - zaczęłam ją pić. Dziwne... Maro spojrzał na mnie i rzekł.
- Kolejny jednooki ghoul. - na te słowa prawie udławiłam się kawą. Co!?
- To nie prawda!
- Yuki, pan Maro też jest jednym z nas. - powiedział Kaneki.
- J-Jak?
- My ghoule - dokończył szefuncio - powinniśmy sobie pomagać. Nigdy nie zostawiamy drugiego w potrzebie.
- Ja nie potrzebuje pomocy!
- A jak zdobędziesz żarełko? - Kaneki... No to żeś mnie wkuvił...
- Zamknij się! Nie wypominaj mi! Jesteś chamem! Zboczeńcem! Kretynem! Debilem! Idiotą! Pedofilem! Podglądaczem! - skrzyżowałam rece i zrobiłam naburmuszoną minę.
- I zapomniałaś dodać, że uratowałem cię przed najgroźniejszym z najgroźnienszych.
- Pff...
- Kaneki, daj spokój. - szefciu powiedział groźnie.
- Ona zaczęła. - rozciągnął się i poszedł na zaplecze. Ja natomiast zapatrzyłam się w kawe. Odziwo nie byłam już głodna...
- Co jest w tej kawie? - powiedziałam po chwili.
- To zwykła kawa.
- To dlaczego nie jestem głodna?
- Dlatego. - wziął do ręki kostkę cukru.
- A co cukier ma do tego?
- To nie są zwyczajne kostki cukru. To nawet nie jest cukier. Po tym nie będziesz głodna.
- Z czego to jest zrobione..,?
- Nie wnikajmy.
- Dobrze...? - chyba się domyślam...
- Yao! - szefunciu krzyknął w stronę zaplecza.
- Czego? - w drzwiach po chwili stanął rudowłosy gościu w okularkach. Nie wyglądał na kujona, ale przeciwnie... W nocy na jego widok bym pierda*ała. 

Yao
- Zaprowadź te młodą panią do Ryuki.
- A co mnie to w ogóle obchodzi?
- Może by grzeczniej? - odezwałam się lekko oburzona.
- Ty się nie odzywaj. - popatrzył na mnie wkuvionym wzrokiem.
- Ehhh... Yao, zawołaj Kanekiego.
- Ken! Cho tu! - wydarł się. Zero kultury...
- Ale wy macie problem... - powiedziałam pod nosem. Po chwili z tych samych drzwi wyszedł Kaneki.
- Niech zgadne. - powiedział opierając się o framuge drzwi. - Rudemu nie chce się ruszać dupy i ja mam iść za niego? - uśmiechnął się chamsko. Rudy poszedł na zaplecze, oczywiście wkuviony xD Szefcio poszedł za nim by Rudy nie rozniósł mu kawiarni xD Ja siedziałam wpatrzona w to wszytsko. Jest tu jakaś dziewczyna? Westchnęłam.
- Gdzie mamy iść? - spojrzałam na niego.
- Zrobić ci maske xD
- A po co mi to?
- Żeby jak zaatakujesz kogoś to żeby nikt ciebie nie rozpoznał.
- Nikogo nie będe atakować...
- Zobaczymy. Ruszaj te 4 litery i w droge. - poszedł w stronę drzwi. Chwila... Przecież Ken (ten mój dawny przyjaciel) mówił tak samo... - Ey. Idziesz czy nie?
- Co? Ah tak, już ide. - poszłam za nim.
   Po 10 minutach trafiliśmy do jakiegoś baru na przedmieściach. W jakiejś piwnicy. Przywitała mnie tam dziewczyna...
Ryuki
Chyba to była ta Ryuki. Kazała mi usiąść i opowiadać o sobie. Kiedy się zapytałam po co te pytania, to powiedziała, że lepiej jej się pracuje jak zna drugą osobę. Siedziałam sobie grzecznie xD a Ryuki brała namiary. Po chwili było wszytsko wymierzone.
- Jutro wieczorem możecie podejść po maske. - powiedziała.
- Dzięki...
    Wyszłam razem z Kanekim..
- Ciekawe jaką będe miała maskę... - powiedziałam pod nosem, a on tylko się podejrzanie uśmiechnął. Nie rozumiem tego gościa...
- Odprowadze cię do domu.
- Poradze sobie. Nie jestem dzieckiem.
- Nie stękaj tylko się rusz.
- Dobra... - przewróciłam oczami. Po chwili niezręcznej ciszy rzekłam - Skąd mnie znasz?
- Już ci mówiłem. To skąplikowane.
- Czekaj... Czy ty chcesz mi powiedzieć, że mnie śledziłeś!?
- ...
- Wiedziałam! Jesteś zboczeńcem! Jak mogłam to przeoczyć!
- Eee...
- Ja cb nie znam, ale ty mnie tak. Odkryłam twoją tajemnice! Haha!
KEN KANEKI
   Nooo... Jestem zboczeńcem xD A ty idiotką od urodzenia. Uśmiechnąłem się pod nosem. Zawsze byłaś taka słodka.
YUKI AKA
- I co się tak cieszysz?
- Bo zgubiłaś guziczek od koszuli który zapinał ci dekolt.
- Co!? - odwróciłam się gwałtownie. - Zboczeniec... - burknęłam. Dlatego się tak cieszył całą drogę! Wzięłam wsuwkę i jakoś zapięłam koszule.
   Ken zaprowadził mnie pod dom. Cholera! No i teraz wie gdzie mieszkam! Spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem (jednym okiem xD).
- Nie wiesz gdzie mieszkam. Nie masz zielonego pojęcia gdzie mieszkam i nigdy tutaj nie przychodź. - weszłam do domu. Jeb#ny zboczeniec.
KEN KANEKI
   Słodka jak zawsze.
- Heh. - uśmiechnąłem się i poszedłem do Kawiarni.
YUKI AKA
   Walnęłam się na łóżko i zaczęłam gapić w sufit.
- Czy my się już kiedyś nie poznaliśmy...? Kanami... - powiedziałam pod nosem. Wzrok przerzuciłam na zdjęcie Kenusia... Nie jestem pedofilem tylko trzymam jego jedno zdjęcie by o nim nie zapomnieć...
- Gdzie jesteś?... - westchnęłam. - Tęsknie... - mimo wszytsko byliśmy ze sobą bardzo związani. Jak brat i siostra...
KEN KANEKI
  Siedziałem na jej oknie i przysłuchiwałem się. Ona mnie... kocha? A ja ją tak poprostu zostawiłem... Mogłem zostać. Przecież by mi wybaczyła to, że jestem... Ghoulem...
   Uśmiechnąłem się. Kiedy tak rozmyślałem to tak nagle okno zostało otwarte, normalnie z buta!
- Wiedziałam, że jesteś zboczeńcem. - usłyszałem wkuvioną Yuki... Cholera... - I pomyśleć, że właśnie miałam się przebrać. - zarumieniłem się lekko...
- Yuki w bieliźnie... - czy ja to powiedziałem na głos!?!?
YUKI AKA
Spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem i złowieszczym uśmiechem. Moja opaska na ghoule oko normalnie spłonęła i ukazała się zła Yuki.
- Ty... - powiedziałam mrocznie - Je*any pedofilu!!! - zrzuciłam go z okna w krzaki. - Nie żyjesz... - podwinęłam rękawy od koszuli i zaczęłam się śmiać. - Hahaha! - wyskoczyłam przez okno prosto na niego.
KANEKI
Leżałem w krzakach i już miałem wstać kiedy ten mały brzdąc, 165 centymetrowy xD, wskoczył na mnie. Zanim zadała mi jakikolwiek cios to wstałem, objąłem ją w pasie i położyłem na ramieniu.
- I ci teraz zrobisz. Kurduplu. - zacząłem się śmiać.
YUKI
Kiedy mnie 'wział na ręce' to lekko się zaczerwieniłam (ze złości xD). Zaczęłam próbować się wyrwać.
- Kanami! Zboczeńcu! Pedofilu! Prześladowco! Puszczaj! - zaczęłam się drzeć a ten tylko sobie pogwizdywał i szedł do mojego domu. - Jeb#ny cham...
- Mówisz, że jestem chamem, a myślisz sobie jakie ze mnie ciacho.
- Hm? - zakryłam twarz włosami - KANEKIIIII!!! - nienawidze tego gościa... -,-
NASTĘPNY DZIEŃ
  Podczas drogi do szkoły rozmyślałam nad tym co zaszło tamtego wieczoru... Czemu on mi tak przypomina Kena!!!
- Pff... To tylko zbieg okoli...
- YUKI! - przerwała mi Haruhi. - Czemu się wczoraj nie odezwałaś!? Martwiłam się! - przytuliła mnie mocno.
- Ee...
- Nigdy więcej nie idź z tym Siwym!!!
- D-Dobrze... P-Puść m-mnie...
- Ajć! Jesteś taką malutką kruszynką! Wybacz... - puściła mnie, w końcu... - A tak z innej beczki... Będziemy miały jakiegoś nowego w klasie ^^
W KLASIE XD
- Przywitajcie się z waszym nowym kolegą, Kenem Kanekim. - powiedział nauczyciel.
- Jeszcze mi go tu brakowało... - je*nęłam się na ławkę. Usiadł w ławce obok mnie.
- A ty co taka nie w sosie? - powiedział opierając się o krzesło. Za sobą usłyszałam głosy dziewczyn 'Yuki, go zna?... Ale szczęściara... Zazdroszcze... Skąd się znają?...' i tak dalej.
- Jak mam być w sosie? - wymamrotałam. - Jeżeli ciebie widze...
- Guziczek xD
- Co!? - spojrzałam na dekolt. - Zapięty... - popatrzyłam na Kanekiego. - Zbok... - warknęłam.
- Dasz się zaprosić na kawe? - uśmiechnął się.
- Nie.
- ... - ojeju. Czyżby pan posmutniał?
- Napewno nie z tobą. - rozległ się dzwonek na pierwszą lekcje.
PO ZAJĘCIACH NA KORYTARZU
   Szłam sobie spokojnke kiedy wpadłam na jakiegoś cwaniaka z 3 klasy.
- E ty! Mała uważaj jak łazisz. - powiedział, podniosłam wzrok do góry (bo był wyższy) i popatrzyłam na niego moim morderczym spojrzeniem, ale troche łagodniejszym bo lewe oko było zakryte przepaską.
- Możesz powtórzyć? - powiedziałam strasznie.
- Widzę, że mała jest jakaś nie w humorze xD Już nie przeszkadzam xD
- To, że jestem niska to nie znaczy, że sobie nie poradze z takim pustym matołem jak ty.
- Co!?
- Yuki. Chodźmy już. - Haruchi położyła mi ręce na moich plecach i zaczęła pchać do wyjścia. - Przepraszam za nią! - krzyknęła. Ja jedynie spojrzałam na tego gościa z profilu morderczym wzrokiem i widać było, że się wystraszył. Haruhi postawiła mnie i dała mi 15-minutowy wykład na temat 'Co zrobiłam źle', a ja oczywiście udawałam, że słucham.
   Poczułam ten zapach... Ten który czułam wtedy kiedy znalazłam to ciało...
- Zaraz wracam. - pobiegłam za szkołe. - Co to...? - zatrzymałam się gwałtownie. Dwa ghoule... Cali we krwi... A obok nich... Martwe ciało...
- Widzę, że mamy przystawkę. - rzekł jeden z nich. Nie mogłam się ruszyć, stałam jak wryta. Byłam sparaliżowana... Nie mogłam nawet krzyczeć!
- Bierzemy! - krzyknęli. Zamknęłam oczy i czekałam na cios... Usłyszałam jedynie bezlitosny jęk i ostrze przecinające ciało. Z oczu popłynęła mi łza. Usłyszałam Kanekiego...
- Yuki, dlaczego płaczesz? - w mojej wyobraźni ukazał się obraz Kena i mnie. To było tedy kiedy się przewróciłam i zaczęłam płakać... On podszedł do mnie i powiedział te same słowa...
- K-K-K-Ken... - otworzyłam oczy i zobaczyłam go... Był ranny! - Jezu! To moja wina! Chodź! Zaraz ci to opatrzę.
- Nie trzeba. Ważne, że tobie nic się nie stało. - uśmiechnął się. Uratował mnie?
- D-Dz-Dziękuje... - powiedziałam cichutko z lekkim rumieńcem na twarzy. On był lekko zszokowany. A po tych dwóch ghoulach został jedynie czerwony proch. Otarłam łzy...