czwartek, 31 marca 2016

Rozdział VII

YUKI W DOMU
   Weszłam do środka.
- Misia!
- Yuki? Jesteś. - wyjrzał zza ściany (to nie kot)
- K-Kaneki...? Co ty tu robisz!?
- Ja... Przemyślałem to wszytsko...
- I co? Zrozumiałeś swój błąd!? Wybacz ale nie mam czasu, Misia! Kici kici kici. Gdzie jesteś? O tu! - wzięłam ją na ręce.
- Yuki, ja ciebie przepraszam.
- Jaką mam pewność, że mówisz szczerze? - spojrzałam na niego.
- Mam udowodnić?
- Ciekawe j... - nie dokończyłam zdania bo on mnie... pocałował!? Co on wyrabia!? I czemu nie moge się ruszyć!? Czemu nie moge mu przy*ebać!? N-Nie mogę...? Co ja robię?... Kanami objął mnie w tali nie przerywając tego pocałunku. Gdybym go nie lubiła aż tak, to leżałby na ziemi cały we krwi. Kiedy skończył powiedział:
- Taki dowód wystarczy? - uśmiechnął się, a ja spojrzałam na niego.
- TY ZBOCZEŃCU!!!
- I wróciła nasza Yuki. Słodka, bezbronna.
- Jak ja ci dam bezbronna to ty mnie popamiętasz!!! Pedofilu jeden!!! - a ten telefon cały czas włączony... Po chwili z głośnika było słychać Norie.
- Ken pedofilu! Wiesz co...? Yuki chciałaby pewnie żebym cie opier*olila. - odkaszlnęła, złapała oddech i przystapiła do działania. - Ty za*ebany pedofilu? Matka cie tego nie nauczyła! Zboczeniec bez grama szacunku do kobiet! Tak poprostu ja pocałowales. Skąd wiesz czy czasami nie jadła kaszanki? Może nie umyła zębów. Wybacz Yuki. A ty zarazo cholerska się otrząśnij bo kiedys skończysz jako przewodnik w agencji towarzyskiej. Będziesz alfonsem! Taak! Alfonsem! Słyszysz?! Nie? To się pałuj! - zrobiła chwile przerwy i kontynuowała - Ok ochłonęłam. A teraz mój drogi sku*wielu gratuluję ci odwagi i tego, że pierwszy krok masz za soba. A teraz maski na twarz, kot pod pache i wio!  - *śmiech Dominico w tle*
KANEKI
Udawałem, że słucham i przedrzeźniałem ją. To, że raz mi uratowała dupe nie znaczy, że jest lepsza. Wziąłem telefon i się rozłączyłem.
- Yuki, nie bierz so... - spojrzałem na nią, a ona siedziała skulona pod ścianą z kotem.
- Nie zbliżaj się do mnie... - powiedziała.
- Norie tylko sobie jaja robi.
- NIE zbliżaj się do MNIE. ALFONSIE JEB*NY!!!
- Ee... - otempiałem.
YUKI
Jeszcze mi tegi brakowało. Przyjaciela 'Męska Dziwka'. Wzięłam maskę i ją założyłam, usiadłam na oknie.
- Następnyn razem jak będziesz chciał mnie pocałować to weź mentosa. - zaśmiałam się, a on sprawdził swój oddech. Idiota. Wyskoczyłam przez okno z Misią i wdrapałam się na pierwszy lepszy budynek. Na dachach jest ich mniej. Włączyłam speeda i po drodze napisałam Norie aby otworzyła okno na strychu.
NORIE 
Siedziałam z Dominico kiedy nagle usłyszałam jak coś biegnie po dachu. Myślałam, że to może te palanty , Gołębie dachy zaczęły oblatywać. Jednak nagle zobaczyłam Yuki siedząca na oknie dachowym. Otworzyłam jej.
- Sprytnie Yuki. Po dachu lepiej przedrzeć się przez te dziki. Myślałam, że to jeden z nich. - Yuki powiedziała, że napisała mi smsa, ale ja nie odczytałam. - A gdzie Ken? Myślalam że przyjdzie z tobą.
Yuki lekko się zaczerwieniła, ale to chyba było ze złości. Weszła do środka i póściła kota na podłoge. Jaki on był zszokowany xD
- Powienien dojść... A z resztą te Gołebie są znacznie cięższe ode mnie i mniej sprytne. Jak mogłaś mnie z nimi pomylić? XD - kurde... Yuki była w zbyt dobrym humorze!!!
-  Niektóre wcale nie są takimi sierotami. - Yuki miała naprawdę dobry humor. - Ty? A ty co taka szczęśliwa ?
- A tak jakoś. To pewnie te włosy tak na mnie działają xD A tak szczerze to nie mam pojęcia.
KANEKI
Zacząłem się dowalać do drzwi domu Norie.
- Dominico! Chodź no tu i mi pomóż! - po chwili otworzył mi drzwi. - Stary. Zbieraj się i idziemy!
DOMINICO
Zza zakrętu wybiegło stado Gołębi.  Każdy z nich miał broń i samotny Ken nie dałby sobie z nimi rady.
- Ken masz jeszcze na tyle sił żeby zatrzymać tego jednego ?
Chyba miał bo ruszył pełna parą w jego strone. Po chwili walki krzyknąłem.
- Cholera! Trafił mnie ten szmaciarz. Ken! Pomóż mi! - odepchnął ode mnie tych debili i jakoś sobie z nim poradził. Ja miałem rozciętą ręke wzdłuż od łokcia to nadgarstka i jeszcze brzuch z dziurą na wylot. Bolało jak cholera... Niestety ale nie mam zbytnio dobrej regeneracji.
- Zadzwoń po Norie. - powiedziałem. Chciałem poprostu zobaczyć ją ostatni raz. Zaczęły mi sinieć usta, nie mogłem się ruszyć. Jestem zbyt słaby... Kaszlałem krwią cały czas.
NORIE 
Ken zadzwonił do mnie że Dominico jest niezle ranny i to zagraża jego życiu. Pobiegłam bez słowa, a jedyne co powiedziałam do Yuki to to by biegła za mną. Ruszyłyśmy w strone Dominico.
- Jeju! Dominico co ty zrobiłeś? To oni? - w oczach mimo woli miałam łzy.
   Bałam się że to koniec. Rana była otwarta i nie wiedziałam co zrobić.  Rozdarłam swoja bluzke i zawiązałam na rece Dominico. Brzuch wyglądał tragicznie... Przytuliłam go delikatnie i rozmawiałam z nim byleby tylko nie zasnął, bo wtedy byłby to już koniec.
DOMINICO
Patrzyłem na nią i myślałem że to już ostatnie spotkanie.
- Nie wiem czy to przeżyje. Chcę żebyś wiedziała że zawsze bardzo cię kochałem. Pamiętaj, że jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. Wiedz, że na zawsze pozostaniesz w moim sercu.
NORIE 
W tym momencie Dominico przestał ze mną rozmawiać.  Nie wiedziałam co się dzieje. Ścisnęłam jego rękę bardzo mocno i po chwili znowu zaczął ze mną rozmawiac. Yao (tak. Ten Rudy) podjechał po nas autem. Yuki po niego zadzwoniła by nas zabrał w bezpieczne miejsce, czyli do Anteiku. Spakowaliśmy się i po kilku minutach byliśmy w kawiarni. Ken został na miejscu by ogarnąć to wszytsko i oczyścić ślady. Yao razem z Szefem zabrali Dominico do pokoju. Siedziałam cały czas przy nim. Boże! Jak ja się o niego martwię! On tak słodko śpi...
DOMINICO 
Kiedy się obudziłem i zobaczyłem Norie to stałem się szczęśliwy. Obawiałem się, że nigdy już więcej jej nie zobacze. Kamień spadł mi z serca.
- Dziękuję Ci. Gdyby nie ty, pewnie już bym nie żył. Dziękuję ci. Tak bardzo cię kocham. - uśmiechnąłem się, a ona płakała. - Nie płacz. Przecież już wszystko jest dobrze. Uśmiechnij sie.
NORIE 
Nic nie powiedziałam. Pocałowałam go i siedziałam przytulona do niego
W KAWIARNI NA ZAPLECZU
YUKI
Siedziałam w osobnym pokoju, a dokładniej to przy oknie a parapecie. Zostawiłam Dominico i Norie samych, niech mają trochę przestrzeni osobistej.
- Zazdorszę im. Są taką słodką parką. - uśmiechnęłam się pod nosem i westchnełąm.
- Kto powiedział, że to my nie moglibyśmy być słodką parką? - usłyszałam głos Kanekiego. Stał oparty o ścianę.
- Już wróciłeś? Czego chcesz? Zboczeńcu jeden... Nie ma humoru. Idź stąd. - warknęłam w jego stronę.
- To już mnie nie lubisz? - zrobił smutną minkę.
- A jak myślisz? - burknęłam pod nosem.
- Że mnie więcej niż lubisz.
- Zamknij się! Pier*olony pies...
- Przystojny zapomniałaś dodać xD
- MORDA PSIE! WARUJ!
- Chciała byś.
- Pamiętasz basen? - spojrzałam na niego chamskim spojrzeniem. - Obiecałeś mi coś... Piesku.
- Jesteś okrutna..
- Wiem. - uśmiechnęłam się ponownie, a wzrok przeniosłam na widok za oknem i posmutniałam. Te gołębie doprowadzają mnie do białej gorączki... Czy ludzie i gholue nie mogą, żyć w zgodzie? Czemu ten świat jest taki... Okropny?
- Yuki?
- Hm?
- Pamiętasz zabawę na drzewie? - mimo woli lekko się uśmiechnęłam.
- Wtedy kiedy po raz pierwszy pomogłeś mi pozbyć się lęku wysokości.
- Pamiętasz co mi wtedy obiecałaś? - przez chwile przypominałam sobie w ciszy...
- Że "Jestem ci dłużna i zrobie wszystko aby ci to jakoś wynagrodzić"... - ten pies ma dobrą pamięć.
- Możesz to teraz zrobić.
- Nawet nie chce myśleć co teraz masz w tej pustej łepetynie zboczony kundlu.
- To nic zboczonego. - ta jasne, bo uwierze.
- To co niby? - spojrzałam na niego, a on się uśmiechnął... Ale ten uśmiech nie wróżył nic dobrego... - Gadaj.
- Dasz zaprosić się na kawę i... powiedzieć, że jestem przystojnym, miłym i kochanym chłopakiem.
- Nieee...?
- Obiecałaś. Tylko kawa. No i kilka miłych słówek.
- Pomyśle... Hm... Nie.
- Malutka kawa?
- Nie.
- Albo rozmowa?
- Nie.
- No weź! Obiecałaś.
- Po tym co mi zrobiłeś!?
- Przecież przeprosiłem...
- Eh... - przewróciłam oczami. - Dobra. Pójde z tobą na te randke. - burknęłam.
- Jest!!! Zaraz. Kto powiedział, że to randka?
- Ty.
- Kiedy?
- W głowie.
- Czytasz mi w myślach!?
- Może... - na twarzy zawitał podejrzany uśmiech.
- Yuki!
- Hehehe... xD - zaczęłam się śmiać.
- Zamknij się.
- Hahaha!
- Zła pani!
- Hahaha!!! - nie mogłam przestać. Debil nawet nie wie co gada xD - Chyba to logiczne, że chcesz mnie zaprosić na randkę.
- To nie będzie randka! Przestań... - jego włosy zakryły jego czerwoną od rumieńców twarz.
- RANDECZKA. RANDUSIA. RANDKA. RANDERECZKA. XD HAHAHA! - zamilkłam na chwile. - Ale jeżeli jeszcze raz będziesz chciał mnie pocałować lub to zrobisz, to nie zaznasz litości... - warknęłam.
- Okey, okey.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz