RANEK (YUKI)
Otworzyłam oczy.
- Wakacje ^^ - nie trzeba chodzić do szkoły! Wstałam z łóżka i w podskokach poszłam do kuchni. - Hejka Kaneki. - ominęłam go. - Chwila... Co ty tu dalej robisz!? - popatrzyłam na niego.
- Dopiero wstałem. - ziewnął.
- A ten dzień miał być taki piękny ;-;
- A nie jest?
- Nope [ang. czyt. nołp xD]
- Moja wina? - mówił cały czas zaspany.
- Tak twoja -,-
- Przesadzasz...
- Pff... Śniadanie mógłbyś chociaż zrobić. - podeszłam do lodówki. - Zapomniałam, że nie moge. - z pudełeczka wyjęłam kosteczki i zjadłam.
- A ja?
- Idź se upoluj xD
- Całą noc nie zmróżyłem oka...
- A czemu to? - byłam zaciekawiona.
- Nic takiego. Musiałem coś załatwić.
- Czo takiego?
- Nieważne. - odwrócił wzrok.
- Kłamczysz. - podeszłam do niego i popatrzyłam na niego przymróżonymi oczami z poważną miną xD
- Nie kłamię, mówię prawde. - patrzyliśmy na siebie poważnie, kuźwa! Nie widzę argumerów na jego mordzie!
- Hm... Niech ci będzie. - odeszłam. - Zaraz idę odebrać Haruhi z pociągu. Dzisiaj wraca ^^
- Idę z tobą, nie mam co robić.
- Poradzę sobie... - burknęłam. - Nie jestem małym dzieckiem. Jestem już pełnoletnia. - pokazałam mu język.
- Ale i tak jesteś kurduplem. Ubieraj się i idziemy. - poszedł do swojego tymczasowego pokoju.
- Sama pójdę... - warknęłam pod nosem. Po chwili poszłam się ubrać. Kiedy byłam gotowa, miałam już wychodzić, a Kaneki mnie zatrzymał.
- Telefon i maska.
- Co ty żeś stał się taki nadopiekuńczy?
- Życie? - wyszedł z mieszkania.
- Cholerny egoista... - zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam razem z NIM na lotnisko. Dosłownie 500 m dzieliło mnie od stacji. Co na niego spoglądałam kątem oka to wyglądał jakby czuwał nad niebezpieczeństwem. Normalnie wzrok SuperMen'a...
Po kilkunastu minutach doszliśmy na stację gdzie czekała Haruuu ^^
- HARU!!! - krzyknęłam i się do niej przytuliłam.
- YUKI!!! Przepraszam, że nie mogłam być razem z tobą w najważniejszym dniu twojego życia! - rozpaczała.
- Nic się nie stało...
- Zabrali mnie siłą! - przerwała mi.
- Dobra, dobra. Jesteś spowrotem w domu.
- Siemka. - podszedł do nas Kaneki.
- Hejooo Ken. - Haru uśmiechnęła się do niego. - Mam nadzieję, że dobrze opiekowałeś się Yukisią.
- To diablica wcielona, urodzony zboczeniec, cholernie zmienna egoistka. - rzekł.
- Co? - powiedziałam jednocześnie z Haru która potem popatrzyła na mnie.
- Co ty narobiłaś? - odrzekła poważnym wzrokiem.
- Nic! Przyrzekam! - no chyba, że chodzi mu o to... - Ja gościa uratowałam! - no sami wiecie...
- Niestety ale to prawda. - uśmiechnął się chamsko. - Mogę ci opowiedzieć szczegóły jej planu.
- Chętnie posłucham. - uśmiechnęła się.
- Ani mi się waż... - warknęłam. A ten tylko się zaczął śmiać. - To nie jest śmieszne! - po chwili dodałam pod nosem. - Tylko krępujące...
- Ey. Wracamy czy będziemy tak tu stać? - powiedział rozbawiony do łez Kaneki. Ale mnie drażni!
- Czekałam, aż to powiesz. - odrzekła Haru. - Yuki, chodź już. Nie będziesz tu tak stać, nie?
- No chyba nie. - ruszyłam z nimi. Calutką drogę przemilczałam, a ta dwójka cały czas nawijała jak nakręceni. Po drodze niezauważenie założyłam słuchawki i puściłam muze na full xD Nie wiem o czym gadali... Zaraz... NIE WIEM O CZYM GADALI! Zerkałam od czasu do czasu na nich by rozgryźć ich wyraz twarzy i dowiedzieć się czy ten idiota jej nie powiedział. Odprowadziliśmy Haru prosto i bezpiecznie do domu, była zmęczona po podróży ale i tak upierała się aby z nami zostać i nadrobić stracony czas. Po kilku minutach "szarpania" się z nią udało nam się uspokoić potwora xD
Kiedy tylko drzwi od jej domu zamknęły się to gwałtownie spierdzieliłam z Kanekim spod jej domu xD
- Czemu ona jest taka energiczna? - spytał zmęczony Kaneki.
- Hormony? - odpowiedziałam również zmęczona. - Dobra, ty idziesz do swojego domu, a ja do swojego. To narka. - odeszłam. Kaneki poszedł w swoją stronę, a ja w swoją i tak się rozdzieliliśmy.
Weszłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi. To był męczący dzień...
KILKANAŚCIE DNI PÓŹNIEJ
Kaneki cały czas się jakoś dziwnie zachowywał... Nie chciał mi powiedzieć dlaczego! A ja pytałam się jego chyba z pierdyliard razy! Ehhh...
Pewnego dnia wróciłam spokojnie do domu. Było już blisko wieczoru. Weszłam do domu z słuchawkami w uszach, kiedy odwróciłam się żeby zdjąć bluze to zobaczyłam jakiś debili...
- Eee... Panom się adresy nie pomyliły? - zdjęłam słuchawki.
- Ty jesteś Yuki? Prawda?
- Nie...? - za plecami próbowałam otworzyć zamek.
- Współpracownica Pożeracza?
- Kogo? - Kaneki zaj*bie!!!
- Chłopaki, bierzemy ją. - było ich trzech a w tym jeden szef.
- Ale co ja mam do tego Pożeracza?
- Aka, nie wywiniesz się. No może, ujdzie ci łagodniej jeżeli... - uśmiechnął się nieco pedofilsko.
- Nie będe bawić się w dzi*ki! - krzyknęłam oburzona.
- Może się przedstawię... Mówią na mnie PlayBoy.
- PlayBoy? XD - zaczęłam się śmiać. - Fajnie było i w ogóle, ale może wy już wyjdziecie. - kiedy chciałam otworzyć drzwi to ci dwaj oparli się o nie nie dając mi otworzyć.
- Nigdzie nie wyjdziesz złotko. Potrzebujemy przynenty aby złapać twojego chłopaka.
- To nie jest mój chłopak! Ja gościa nie znam!
- Nie? - pokazał mi nagranie gdzie ja i Kaneki sobie gadamy.
- Ee... Heh... Możliwe... - chwila ciszy. - To ja spadam. - powiedziałam błyskawicznie i prześlizgnęłam się miedzy jego nogami. Spierdzieliłam do pokoju, a pod drodze zgarnęłam Misię. Zamknęłam drzwi za sobą.
- Zabije go... - warknęłam. Sięgnęłam do kieszeni. - Gdzie telefon!? - musiałam go zgubić po drodze! Zaje*iście! - Nosz kur... - drzwi przebiła ręka i wyrąbało zamek. - Dajcie spokój!!! - gwałtownie odsunęłam się od drzwi i podbiegłam do okna.
- Słuchaj. Nie będę się z tobą cackać. Bądź grzeczna to może cię oszczędze. - mówił zbliżając się do mnie.
- Eee... Nie? A zresztą trzech na jednego? Nie wiedziałam, że taka z ciebie ciota. - w końcu zamiast otworzyć tego cholernego okna wzięłam kija (bez kom xD) i rozbiłam szybę. - Sajonara PlayBoyu xD - wyskoczyłam.
- No co tak stoicie!? Za nią! - ruszyli za mną. Kuva... Są szybcy, a robi się coraz ciemniej.
- Może uda mi się ich zgubuić. - pomyślałam i zaczęłam biec w stronę uliczek za miastem. - Tam na bank mnie nie znajdą. - biegłam ile sił w nogach. Kiedy byłam prawie u celu to jeden z nich mnie dogonił. Złapał mnie i poniósł do góry.
- No no. Gówniara myślała, że nam ucieknie? - podszedł do mnie ten PlayBoy. (no nie moge z tej nazwy xD)
- Zostawcie mnie w spokoju! - krzyknęłam. Tamten popatrzył na drugiego goryla i rzekł.
- Wyślij wiadomość do Pożeracza, że mamy jego wspólniczkę.
- Ta jest szefie. - pobiegł i po chwili znikł mi z pola widzenia.
- Nigdy mnie nie weźmiecie żywą! - ugryzłam tego gościa co mnie trzymał w ręke, a ten mnie uwolnił. Cholera... Co ja zrobiłam!?
- Ał! - z jego ręki poleciała krew.
- Sorki. Zaraz się zagoi. - powiedziałam po czym zaczęłam się wycofywać. Czułam, że moje oko się zmienia i nie myliłam się.
- Zabij ich... - słyszałam Blacka w mojej głowie.
- Nie!!! - wyrzyknęłam.
- Co się drzesz!? - PlayBoy (nie wytrzymam xD) przywarł mnie do ściany łapiąc za gardło.
- Z-Zostaw mnie... - wychrypiałam. Z całej siły wbił mi ręke w brzuch prawie go przebijając na wylot. Po chwili mnie puścił, a ja osunęłam się mimowolnie na ziemię kaszląc krwią.
- Poczekaj jeszcze chwile zanim Pożeracz przyjdzie. Wtedy albo cie dobijemy, albo damy ci wolność.
- Ha... Ha... Haha... - zaczęłam się śmiać pod nosem.
- I z czego rżysz!?
- Z tego, że zaraz ciebie nie będzie. - popatrzyłam na niego rozbawionym spojrzeniem z psychicznym uśmiechem na twarzy. - Będziesz gryzł gruz. Hahaha... - albo całkowicie zbzikowałam, albo krew tak na mnie działa. Em... Raczej to Black -.-
- Masz racje ślicznotko. - powiedział rozbawiony Black w mojej głowie.
- Niech zgadne... Nudzisz się? - spytałam go.
- No a jak. Zabij gościa i tyle. Pozamiatane.
- Nie dam rady...
- Jesteś silna. On może zrobić coś twoim bliskim. Prawda?
- Czyli mogę się pobawić?
- Zazwalam. - zaczął się śmiać, a ja razem z nim.
- Co ty mi możesz zrobić? Jesteś malutką su*ą która nawet nie potrafi się obronić. - rzekł PlayBoy.
- Znasz ElDorado?
- Tak. Zabijałem gościa spojrzeniem. - mówił zuchwale.
- On pitoli głupoty. Pokaż mu swoje kagune, a kopara mu opadnie. - teraz odezwał się Black.
- Ah tak? - popatrzyłam na PlayBoya i pokazałam mu swoje mocarne kagune. Nie mógł w to uwierzyć.
- Co!? Ale jak!? Kim ty jesteś do diabła!?
- Twoim koszmarem. - wolno wstałam z podłogi trzymając się za brzuch który już prawie był zgenerowany. Zaczęłam do niego podchodzić cały czas się śmiejąc.
- Czyli chcesz śmierci? Co!? - zaczął atakować mnie swoim kagune w formie miecza na ręke czy coś takiego. Ja bez problemu się broniłam, a dokładnie to Black zajął się moją bronią.
- Zapamiętaj te twarz bo nikogo więcej nie zobaczysz. - uśmiechnęłam się i przecięłam gościa na pół. Tamtego który mnie wcześniej trzymał bez problemu zlikwidowałam. - Black, jesteś potworem. - powiedziałam na głos.
- My jesteśmy potworami. - odpowiedział. - W sumie to Black do mnie bardziej pasuje, panno White.
- A jak mam pozbyć się kagune? - obejrzałam się za siebie.
- Poprostu.
- Aaa... - schowałam je. - Niby jestem taka słodka i bezbronna. Ha! Wolne żarty.
- YUKI! - usłyszałam Kanekiego. Obróciłam się gwałtownie w jego stronę.
- Kaneki?
- Pięćdziesięciu się na mnie rzuciło... - sapał jak pies. - Zrobili ci coś?
- Nic szczególnego... A tobie?
- Ani zadrapania. - popatrzył na ciała tych dupków. - Czy ty...?
- Yhym. Z pomocą Bla... Tfu! ElDorado.
- Podziękuj mu...
- Ok.
- Przekaż, że to była tylko zabawa. - odpowiedział Black.
- Mówi, że nie ma za co. - popatrzyłam na Kanekiego.
- Uff... Ale już po wszystkim. - powiedział Ken.
- To dlatego tak dziwnie się zachowywałeś?
- A jak myślisz?
- To byłoby najbardziej logiczne rozwiązanie... Wracajmy do domu.
- Okej.
- Nogi mnie bolą.
- I...?
- Na barana.
- Dziecko... Wskakuj. - schylił się trochę, a ja wskoczyłam mu na plecy i objęłam rękoma.
- Padam... - zamknęłam oczy i zasnęłam.
niedziela, 17 kwietnia 2016
Rozdział XI
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No panie PlayBoyu Go To Sleep... o k*wa... chyba mi się bajki pomyliły xD Hmmm.... o czym oni mogli tak żywiołowo rozmawiać? Co za nie długo Haaru swatka xD? Wiem jestem wredna *-* ale to rodzinne, heh.
OdpowiedzUsuń