czwartek, 31 marca 2016

Rozdział VIII

W ANTEIKU
   Norie i Dominiko siedzieli w osobnyn pokoju, szefuncio z Rudym siedzieli w kawiarni, a ja w jednym pokoju z tym kretynem. Nie wiem jak? Nie wiem gdzie? Nie wiem kiedy? Zrobił z siebie takiego debila... To już nie jest Ken jakiego pamiętam... To jest całkowicie inna osoba.
- Nad czym rozmyślasz? - spytał.
- Nad wszystkim i nad niczym. - cisza. - Kiedy się zmieniłeś?
- Nie wiem czy można to by było nazwać zmianą. Poprostu czas tak na mnie wpłynął i brak bliskiej mi osoby.
- Hm? - spojrzałam na niego.
- Zawsze kiedy byłaś przy mnie to tak jakby wspierałaś mnie na swój sposób, powstrzymywałaś od głupich decyzji. A jak ciebie zabrakło to sama widzisz. Zacząłem się zachowywać inaczej aby o tobie zapomnieć. Codziennie, dzień w dzień, przeklinałem to, że jestem ghoulem... Nie chciałem aby Ci się coś stało i to z mojego powodu. Kiedy usłyszałem to, że kochałaś tamtego Kena to miałem sobie za złe, że jednak cię opuściłem. Zmieniłem się czy to na gorsze, czy to na lepsze. Zawsze, ale to zawsze będziesz w moim sercu. - kiedy skończył byłam lekko zszokowana. Odwróciłam od niego wzrok i zaczęłam patrzeć na widok za oknem.
- To nie znaczy, że możesz się mną bawić... - przypomniało mi się co ten idiota zrobił wtedy kiedy Gołebie go zaatakowały. - Egoisto... Czasami mam cię dość. Mimo tego, że kiedyś cię kochałam to jaką masz pewność, że teraz czuje to samo? Pomyśl chodź raz co czuje druga osoba. Kiedyś taki nie byłeś. - mówiłam z oburzeniem. Kaneki złapał mnie za ręke i przyciągnął do siebie. Jego oko było straszne...
- Czy to moja wina, że jestem ghoulem!? Czy to moja wina, że przeżyłem!? Czy ja tego chciałem!? Nie! To ty jesteś jeb*ną egoistką! Myślisz tylko o sobie! - krzyczał na mnie... W moich przerażonych oczach były łzy, ale próbowałam zachować spokój. Puścił mnie i się odsunął.
- Może i jestem egoistką ale to nie ja zostawiłam kochającą osobę samą!!! - wybiegłam z pokoju.
- Yuki! - krzyknął za mną. Ja nie zważając na nic wybiegłam z kawiarni. Padał deszcz i było pochmurno. Biegłam i biegłam cały czas... On... Nawet nie chce myśleć!
KANEKI
- Yuki! Wracaj! - wybiegłem z Anteiku jak oparzony. - Jaki ze mnie debil... - warknąłem. Gdzie ona mogła pobiec? Wsiąłem głęboki oddech... GOŁĘBIE! - Musiała akurat teraz? - warknąłem. Poczułem jej zapach i od razu pobiegłem do źródła. Kiedy byłem na miejscu zobaczyłem ją i Jamesa... James to ghoul klasy SS. Ja mam SSS ale to inna bajka xD.
YUKI
Patrzyłam na tego gościa.
- Zejdź mi z drogi dupku. - warknęłam.
- Możesz powtórzyć? Dziecinko? Twój zapach mnie do ciebie zaprowadził. Pachniesz mi moim przyjacielem... - zaczął się śmiać.
- A ty śmierdzisz i co? Zadowolony!?
- Nie... - nagle otempiał. Patrzył się za mnie, kiedy się odwróciłam to nikogo tam nie było, a jak znowu popatrzyłam na tego gościa to go już nie było.
- Jeszcze czego... - warknęłam. - Wiem, że tam jesteś. Po coś za mną polazł?
- Żebyś nie zrobiła nic durnego. Wracamy do domu. - złapał mnie za ręke, a ja się wyrwałam.
- Nigdzie z tobą nie idę. Jasne!? - patrzyliśmy się na siebie. - Wydarłeś się na mnie bez powodu!
- Yuki...
- Nie ma Yuki! Mam cię serdecznie dosyć! Nie zbliżaj się do mnie! Nie jesteś tym którego kochałam!!! - odbiegłam.
KANEKI
W głowie miałem jej słowa : "Nie jesteś tym którego kochałam!!!" ...
- A ty byłaś, jesteś i będziesz tą którą kocham... - powiedziałem po czym spuściłem głowę. - Kiedy w końcu to zrozumiesz? - pomyślałem.
YUKI
Zatrzymałam się za najbliższym zakrętem. Sapałam jak pies!
- N-Nienawidzie go. - warknęłam. - Myśli, że jak powie, że mnie kocha to nagle cały świat stanie się kolorowy. Nie Kaneki... To tak nie działa. - stałam oparta o ścianę ze spuszczoną głową.
- Aka...? - usłyszałam znajomy głos.
- Kitamura? - podniosłam się gwałtownie. - Co ty tu robisz!?
- Ja tylko... Przechodziłem...? - Kitamura to lider drużyny siatkarskiej. Jesteśmy tak jakby dobrymi przyjaciółmi.
- Upadłeś na głowe czy co!? Czemu łazisz o tej godzinie po zakamarkach!?
- Nie wiem jak ci to wytłymaczyć... - podrapał się z tyłu głowy. - Ćwicze wytrzymałość?
- Mięśni w uj a mózgu brak. - westchnęłam. - Ale czemu tera... - zakrył mi usta dłonią.
- Cii... - spojrzał w stronę dalszego korytarza. G-Gołebie!? Kiedy poszli to odkrył mi usta.
- Czemu się kryjesz?
- Atakują dosłownie każdego kogo zobaczą na ulicy. Nie patrzą czy ghoul czy człowiek. Potwory bez serca.
- Jesteś ghoulem?
- C-Co? O czym ty mówisz?
- Odpowiedz.
- Nie mogę...
- Możesz... - zdjęłam swoją przepaskę i spojrzałam na niego ghoulim okiem. - Jestem z tobą. - lekko się uśmiechnęłam.
- Czyli, że ty też jesteś...
- Ghoulem? Tak.
- Jaka ulga... - uśmiechnął się. - Bo już nie miałem więcej wymówek.
- Heh...
- Yuki?
- Tak...? - spojrzałam na niego.
- Czy coś cię łączy z tym nowym? Tak się ciebie uczepił... Nie chce aby liderka drużyny dziewczyn miała jakieś problemy. - zrobił mu się lekki rumieniec na twarzy.
- Nie zwracaj na niego uwagi. To zwykły dupek i krętacz. Nie chce gościa znać...
- Rozumiem.
KANEKI
Stałem centralnie nad nimi. Dupek? Krętacz? I mówi to dziewczyna która myśli tylko i wyłącznie o sobie!
- Ciekawe co jeszcze wymyśli... - pomyślałem.
YUKI
Zaczęłam patrzeć się na stopy ze spuszczoną główką.
- A-A-Ale mimo wszystko ciągle o nim myślę... Nie mogę zapomnieć tych wspólnych chwil z dzieciństwa... Pewnie mówię tak źle na niego i cały czas jestem wkurzona bo go cały czas... K-K-Koch... A nie ważne.
- Zapomnij o nim. Masz w około tylu fajnych chłopaków. - oparł się ręką o ścianę i przybliżył się do mnie. Zarumieniłam się na maxa!!! - A może to ja będe tym szczęściarzem?
- K-K-K-K-Kitam-m-m-ura... - jąkałam się.
KANEKI
CO ON SOBIE KUVA MYŚLI!? Zeskoczyłem na ziemie.
- E stary. - zacząłem tykać go po plecach.
- Hę? - odwrócił się. Dałem mu w ryja.
- To za dobieranie się do niej, a to... - dałem mu drugi raz. - ...za to, że musiałem na to patrzeć.
- CO TY ROBISZ IDIOTO!? - Yuki chciała mi dać w mordę ale w ostatniej chwili złapałem ją za ręke. Chciała się wyrwać.
- Co ty sobie myślisz? Że po tym jak usłyszałem od ciebie te słówka, będe ze spokojem patrzył jak ten oblech się do ciebie dobiera?
- Ty to wszystko słyszałeś...?
- Co do zająknięcia, a teraz wracajamy.
- Dlaczego to robisz? - popatrzyła na mnie. - Dlaczego?
- Robie to co chce i nie musze się tłumaczyć. Tak mi się podobało więc to zrobiłem. - poszedłem w stronę Anteiku trzymając Yuki za dłoń i zostawiając tego pazia na miejscu. A niech ginie! Mam to gdzieś!
   Podczas drogi Yuki miała spuszczoną głowę i się do mnie nie odzywała. Kiedy dotarliśmy do kawiarni to bez słowa poszła do osobnego pokoju i się tam zamknęła.
YUKI
Usiadłam przy ścianie tuląc się do poduszki. Dlaczego on tak robi? Przecież ja dla niego nic nie znaczę... Teraz jak jestem ghoulem to dopiero się oprzytomniał!
- Durny Kanekii... - bardziej wtuliłam się w podusię. - Czemu jesteś takin debilem? - zamknęłam oczka i zanim się zorientowałam... Zasnęłam...

WINA KOMPA

Z powodu małych zawieszeń w systemie zostały usunięte wszystkie rozdziały ;-;

* * *

Lecz zaraz je wstawię na nowo xD

~Opciaaa♥

Rozdział VII

YUKI W DOMU
   Weszłam do środka.
- Misia!
- Yuki? Jesteś. - wyjrzał zza ściany (to nie kot)
- K-Kaneki...? Co ty tu robisz!?
- Ja... Przemyślałem to wszytsko...
- I co? Zrozumiałeś swój błąd!? Wybacz ale nie mam czasu, Misia! Kici kici kici. Gdzie jesteś? O tu! - wzięłam ją na ręce.
- Yuki, ja ciebie przepraszam.
- Jaką mam pewność, że mówisz szczerze? - spojrzałam na niego.
- Mam udowodnić?
- Ciekawe j... - nie dokończyłam zdania bo on mnie... pocałował!? Co on wyrabia!? I czemu nie moge się ruszyć!? Czemu nie moge mu przy*ebać!? N-Nie mogę...? Co ja robię?... Kanami objął mnie w tali nie przerywając tego pocałunku. Gdybym go nie lubiła aż tak, to leżałby na ziemi cały we krwi. Kiedy skończył powiedział:
- Taki dowód wystarczy? - uśmiechnął się, a ja spojrzałam na niego.
- TY ZBOCZEŃCU!!!
- I wróciła nasza Yuki. Słodka, bezbronna.
- Jak ja ci dam bezbronna to ty mnie popamiętasz!!! Pedofilu jeden!!! - a ten telefon cały czas włączony... Po chwili z głośnika było słychać Norie.
- Ken pedofilu! Wiesz co...? Yuki chciałaby pewnie żebym cie opier*olila. - odkaszlnęła, złapała oddech i przystapiła do działania. - Ty za*ebany pedofilu? Matka cie tego nie nauczyła! Zboczeniec bez grama szacunku do kobiet! Tak poprostu ja pocałowales. Skąd wiesz czy czasami nie jadła kaszanki? Może nie umyła zębów. Wybacz Yuki. A ty zarazo cholerska się otrząśnij bo kiedys skończysz jako przewodnik w agencji towarzyskiej. Będziesz alfonsem! Taak! Alfonsem! Słyszysz?! Nie? To się pałuj! - zrobiła chwile przerwy i kontynuowała - Ok ochłonęłam. A teraz mój drogi sku*wielu gratuluję ci odwagi i tego, że pierwszy krok masz za soba. A teraz maski na twarz, kot pod pache i wio!  - *śmiech Dominico w tle*
KANEKI
Udawałem, że słucham i przedrzeźniałem ją. To, że raz mi uratowała dupe nie znaczy, że jest lepsza. Wziąłem telefon i się rozłączyłem.
- Yuki, nie bierz so... - spojrzałem na nią, a ona siedziała skulona pod ścianą z kotem.
- Nie zbliżaj się do mnie... - powiedziała.
- Norie tylko sobie jaja robi.
- NIE zbliżaj się do MNIE. ALFONSIE JEB*NY!!!
- Ee... - otempiałem.
YUKI
Jeszcze mi tegi brakowało. Przyjaciela 'Męska Dziwka'. Wzięłam maskę i ją założyłam, usiadłam na oknie.
- Następnyn razem jak będziesz chciał mnie pocałować to weź mentosa. - zaśmiałam się, a on sprawdził swój oddech. Idiota. Wyskoczyłam przez okno z Misią i wdrapałam się na pierwszy lepszy budynek. Na dachach jest ich mniej. Włączyłam speeda i po drodze napisałam Norie aby otworzyła okno na strychu.
NORIE 
Siedziałam z Dominico kiedy nagle usłyszałam jak coś biegnie po dachu. Myślałam, że to może te palanty , Gołębie dachy zaczęły oblatywać. Jednak nagle zobaczyłam Yuki siedząca na oknie dachowym. Otworzyłam jej.
- Sprytnie Yuki. Po dachu lepiej przedrzeć się przez te dziki. Myślałam, że to jeden z nich. - Yuki powiedziała, że napisała mi smsa, ale ja nie odczytałam. - A gdzie Ken? Myślalam że przyjdzie z tobą.
Yuki lekko się zaczerwieniła, ale to chyba było ze złości. Weszła do środka i póściła kota na podłoge. Jaki on był zszokowany xD
- Powienien dojść... A z resztą te Gołebie są znacznie cięższe ode mnie i mniej sprytne. Jak mogłaś mnie z nimi pomylić? XD - kurde... Yuki była w zbyt dobrym humorze!!!
-  Niektóre wcale nie są takimi sierotami. - Yuki miała naprawdę dobry humor. - Ty? A ty co taka szczęśliwa ?
- A tak jakoś. To pewnie te włosy tak na mnie działają xD A tak szczerze to nie mam pojęcia.
KANEKI
Zacząłem się dowalać do drzwi domu Norie.
- Dominico! Chodź no tu i mi pomóż! - po chwili otworzył mi drzwi. - Stary. Zbieraj się i idziemy!
DOMINICO
Zza zakrętu wybiegło stado Gołębi.  Każdy z nich miał broń i samotny Ken nie dałby sobie z nimi rady.
- Ken masz jeszcze na tyle sił żeby zatrzymać tego jednego ?
Chyba miał bo ruszył pełna parą w jego strone. Po chwili walki krzyknąłem.
- Cholera! Trafił mnie ten szmaciarz. Ken! Pomóż mi! - odepchnął ode mnie tych debili i jakoś sobie z nim poradził. Ja miałem rozciętą ręke wzdłuż od łokcia to nadgarstka i jeszcze brzuch z dziurą na wylot. Bolało jak cholera... Niestety ale nie mam zbytnio dobrej regeneracji.
- Zadzwoń po Norie. - powiedziałem. Chciałem poprostu zobaczyć ją ostatni raz. Zaczęły mi sinieć usta, nie mogłem się ruszyć. Jestem zbyt słaby... Kaszlałem krwią cały czas.
NORIE 
Ken zadzwonił do mnie że Dominico jest niezle ranny i to zagraża jego życiu. Pobiegłam bez słowa, a jedyne co powiedziałam do Yuki to to by biegła za mną. Ruszyłyśmy w strone Dominico.
- Jeju! Dominico co ty zrobiłeś? To oni? - w oczach mimo woli miałam łzy.
   Bałam się że to koniec. Rana była otwarta i nie wiedziałam co zrobić.  Rozdarłam swoja bluzke i zawiązałam na rece Dominico. Brzuch wyglądał tragicznie... Przytuliłam go delikatnie i rozmawiałam z nim byleby tylko nie zasnął, bo wtedy byłby to już koniec.
DOMINICO
Patrzyłem na nią i myślałem że to już ostatnie spotkanie.
- Nie wiem czy to przeżyje. Chcę żebyś wiedziała że zawsze bardzo cię kochałem. Pamiętaj, że jesteś dla mnie najważniejsza na świecie. Wiedz, że na zawsze pozostaniesz w moim sercu.
NORIE 
W tym momencie Dominico przestał ze mną rozmawiać.  Nie wiedziałam co się dzieje. Ścisnęłam jego rękę bardzo mocno i po chwili znowu zaczął ze mną rozmawiac. Yao (tak. Ten Rudy) podjechał po nas autem. Yuki po niego zadzwoniła by nas zabrał w bezpieczne miejsce, czyli do Anteiku. Spakowaliśmy się i po kilku minutach byliśmy w kawiarni. Ken został na miejscu by ogarnąć to wszytsko i oczyścić ślady. Yao razem z Szefem zabrali Dominico do pokoju. Siedziałam cały czas przy nim. Boże! Jak ja się o niego martwię! On tak słodko śpi...
DOMINICO 
Kiedy się obudziłem i zobaczyłem Norie to stałem się szczęśliwy. Obawiałem się, że nigdy już więcej jej nie zobacze. Kamień spadł mi z serca.
- Dziękuję Ci. Gdyby nie ty, pewnie już bym nie żył. Dziękuję ci. Tak bardzo cię kocham. - uśmiechnąłem się, a ona płakała. - Nie płacz. Przecież już wszystko jest dobrze. Uśmiechnij sie.
NORIE 
Nic nie powiedziałam. Pocałowałam go i siedziałam przytulona do niego
W KAWIARNI NA ZAPLECZU
YUKI
Siedziałam w osobnym pokoju, a dokładniej to przy oknie a parapecie. Zostawiłam Dominico i Norie samych, niech mają trochę przestrzeni osobistej.
- Zazdorszę im. Są taką słodką parką. - uśmiechnęłam się pod nosem i westchnełąm.
- Kto powiedział, że to my nie moglibyśmy być słodką parką? - usłyszałam głos Kanekiego. Stał oparty o ścianę.
- Już wróciłeś? Czego chcesz? Zboczeńcu jeden... Nie ma humoru. Idź stąd. - warknęłam w jego stronę.
- To już mnie nie lubisz? - zrobił smutną minkę.
- A jak myślisz? - burknęłam pod nosem.
- Że mnie więcej niż lubisz.
- Zamknij się! Pier*olony pies...
- Przystojny zapomniałaś dodać xD
- MORDA PSIE! WARUJ!
- Chciała byś.
- Pamiętasz basen? - spojrzałam na niego chamskim spojrzeniem. - Obiecałeś mi coś... Piesku.
- Jesteś okrutna..
- Wiem. - uśmiechnęłam się ponownie, a wzrok przeniosłam na widok za oknem i posmutniałam. Te gołębie doprowadzają mnie do białej gorączki... Czy ludzie i gholue nie mogą, żyć w zgodzie? Czemu ten świat jest taki... Okropny?
- Yuki?
- Hm?
- Pamiętasz zabawę na drzewie? - mimo woli lekko się uśmiechnęłam.
- Wtedy kiedy po raz pierwszy pomogłeś mi pozbyć się lęku wysokości.
- Pamiętasz co mi wtedy obiecałaś? - przez chwile przypominałam sobie w ciszy...
- Że "Jestem ci dłużna i zrobie wszystko aby ci to jakoś wynagrodzić"... - ten pies ma dobrą pamięć.
- Możesz to teraz zrobić.
- Nawet nie chce myśleć co teraz masz w tej pustej łepetynie zboczony kundlu.
- To nic zboczonego. - ta jasne, bo uwierze.
- To co niby? - spojrzałam na niego, a on się uśmiechnął... Ale ten uśmiech nie wróżył nic dobrego... - Gadaj.
- Dasz zaprosić się na kawę i... powiedzieć, że jestem przystojnym, miłym i kochanym chłopakiem.
- Nieee...?
- Obiecałaś. Tylko kawa. No i kilka miłych słówek.
- Pomyśle... Hm... Nie.
- Malutka kawa?
- Nie.
- Albo rozmowa?
- Nie.
- No weź! Obiecałaś.
- Po tym co mi zrobiłeś!?
- Przecież przeprosiłem...
- Eh... - przewróciłam oczami. - Dobra. Pójde z tobą na te randke. - burknęłam.
- Jest!!! Zaraz. Kto powiedział, że to randka?
- Ty.
- Kiedy?
- W głowie.
- Czytasz mi w myślach!?
- Może... - na twarzy zawitał podejrzany uśmiech.
- Yuki!
- Hehehe... xD - zaczęłam się śmiać.
- Zamknij się.
- Hahaha!
- Zła pani!
- Hahaha!!! - nie mogłam przestać. Debil nawet nie wie co gada xD - Chyba to logiczne, że chcesz mnie zaprosić na randkę.
- To nie będzie randka! Przestań... - jego włosy zakryły jego czerwoną od rumieńców twarz.
- RANDECZKA. RANDUSIA. RANDKA. RANDERECZKA. XD HAHAHA! - zamilkłam na chwile. - Ale jeżeli jeszcze raz będziesz chciał mnie pocałować lub to zrobisz, to nie zaznasz litości... - warknęłam.
- Okey, okey.

Rozdział VI

NORIE 
- Dominico, heej! - wykrzyknęłam i go mocno przytuliłam - Dominico to mój chłopak. On chyba jest nie groźny. - zaśmiałam się.
   Tak się cieszyłam kiedy go zobaczyłam że chyba cała kawiarnia odczuwała te same uczucia co ja.
- To może wy się poznajcie. - Yuki i Dominico zaczęli ze sobą rozmowę. Yuki jest taka słodka xD
   Po chwili tym momencie zadzwonił mój telefon. Był to Ken.
- Zaraz wracam ktoś dzwoni. - Ken nigdy nie dzwonił do mnie o tej porze, więc chyba coś musiało się stać. - Co zrobiłeś?... Boże,  kolejny kretyn który nie wie że po zmroku bez maski ani rusz..! ... Ilu ich jest? ... Pięciu? ... No to masz prze*ebane. ... Dobra zaraz będziemy. - rozłączyłam się i szybko powiedziałam o tym Yuki i Dominico. - Zakładajcie maski. Ken vs pięciu po*ebów. Ruszajcie dupy!
   Jego chyba też utłuke. Podczas drogi Yuki pytała o Kena. Odpowiedziałam jej troche rozgniewana:
- Ten zboczeniec nie ma maski, więc musimy się sprężać.
   Pobiegliśmy czym prędzej. Na szczęście nie było za poźno. Ken siedział na dachu, ale przecież te psy tak łatwo się nie poddadzą.
KANEKI
Zajebiście. Gdzie jest ta Hana!? Nigdy nie może ruszyć szybciej swej grubej dupy.
- Zaraz ciebie złapiemy Pożeraczu! - darli się jak debile, a ja sobie leżałem na dachu i czekałem.
- Tak, tak, mówicie tą samą gadkę już od paru lat. Nuuuudaaaa! - przewróciłem oczami.
YUKI
Po drodze założyłam maskę.
- Jak tylko go dorwe to nie ręcze za siebie. - warknęłam. Na szczęście byłam najszybsza w szkole i bieg nie sprawiał mi problemu. Po chwili wdrapałam się na dach. Dominico i Norie użyli swoich kagune, a ja ta która nie potrafi tego aktywować musiałam się sama wdrapać.
NORIE
Tych palantów było 5, a tylko ja i Dominico z nimi walczyliśmy. Jednak nasze kagune w porównaniu z ich sieciami i broniami to złoto.
- Dominico bierz tych 2, ja zajmę się tym grubaskiem i jego majtkami.
- Dobrze szefie. - odpowiedział.
- Błagam nie mów tak... Ej salcesonie! Chcesz Pożeracza!? Najpierw będziesz musiał mnie pokonać! - rzuciłam się na tego grubego z wąsem.
Przypominało to trochę walkę Teak Wondo, tylko ze chyba z workiem treningowym. Bo przecież ten warchlak tylko leżał, nawet podnieść się nie mógł. Spojrzałam na pozostałych.
- Teraz chodźcie wy. Z wami będzie troche trudniej, bo umicie biegać.
   Na dobre dla mnie Dominico pozbył się już tamtych dwóch i pomógł mi z moimi padalcami. Nie trwało to zbyt długo. - Ken, Yuki! Złaźcie na dół. - krzyknęłam.
   Kiedy tylko Ken stał przede mną, strzeliłam mu 3 razy w pysk.
- Raz za łażenie po nocach! Dwa za łażenie po nocach bez maski! I trzy tak na przyszłość. A teraz chodź... - przytuliłam go, bo cieszyłam się, że nic mu nie jest.
KANEKI
- Ty jednak jesteś chora. - powiedziałem przerażnony. Wiedziałem, że kobieta zmienną jest ale to to już przesada.
YUKI
- Kaneki, podejdź no tu na chwile. - zrobił zdziwioną minę i podszedł.
- A tak w ogóle co ty tu robisz? - spytał.
- Stoje i czekam aż całkiem mi nerwy puszczą, a co? Nie widać? - warknęłam.
- Yuki... Wszytsko okey?
- Ty wiesz jak ja sie o ciebie martwiłam debilu? - powiedziałam z zaciśnietymi zębami.
- Ey. Yuki. Już wszytsko okej. Uspokój się.
- Ty jesteś skończonym idiotą... - z oka które miałam zakryte maską poleciała mi łza. Nie mam pojęcia co się ze mną działo... Zacisnęłam dłonie. - Czy ty chociaż raz nie możesz pomyśleć o innych? Zastanów się co ja teraz czuje... - odwróciłam się od niego i odeszłam. Po chwili, tak z dupy wyskoczył jeden Gołąb.
- Teraz cie mam! - wykrzyknął, spojrzałam na niego moim ghoulim okiem. - Dziewczyna... jednooka? - nie zdążył nastawić broni, a już był przebity na wylot moim czerwonym, ognistym kagunem.
- Dzida... - rzuciłam nim o ściane i poszłam do domu. Kaneki zawsze musi taki być!? Zawsze musi wku*wiać!?
KANEKI
Stałem jak wryty... Po chwili się ogarnąłem i spojrzałem na Norie.
- Co ty jej zrobiłaś!? Pranie mózgu czy co!? Dlaczego ona nie jest tą Yuki!? Ty faktycznie jesteś Praczem jak mówiły pogłoski. - Pracz... Hahahahaha!!! XD
NORIE
- Jesteś ślepy i nie widzisz nic poza swoim ogonem. Nic. Gdzie twoje uczucia? Nie poznaje Cie.. Gdybyś tylko wiedział o co chodziło Yuki. Ty..ty.. Ty skur... A nie ważne!
   Odeszłam razem z Dominico. Nie wiem czy Ken tam został, czy poszedł w swoją stronę. Jakoś mnie to nie obchodziło.
KANEKI
- Yuki...? - powiedziałem pod nosem... Może faktycznie trochę przesadziłem... Westchnąłem i poszedłem do Anteiku. Czy ona mówiła na serio?
YUKI
Wpadłam do domu i usiadłam w moim ulubionym kącie. Skuliłam się i zaczęłam cichutko szlochać z powodu Kanekiego i tego, że... nosz przecież gościa zamordowałam!
- Dlaczego jesteś takim idiotą!? - wydarłam się. - Kaneki... Czemu? - wznowiłam łkanie.
NASTĘPNY DZIEŃ
   Ledwo mogłam wstać z łóżka. Jakoś się ogarnęłam i poszłam do szkoły. Koniec roku tuż tuż. Jeszcze tylko pozaliczać diagnozg itp. i wakacje uznam za rozpoczęte! A co mi po tych wakacjach? Eh... Wyszłam z domu i skierowałam się do liceum.
   Nie zważałam na nic. Nic mnie nie obchodziło... Na budynkach były wielkie tablice z wiadomościami.
Ghoule zaatakowały 20. dzielnicę mordując przy tym 6 agentów - mówił gościu na ekranie, ja jedynie westchnęłam. 
NORIE
Dzisiaj w nocy przyśniło mi się że Ken chodził z Yuki. Pogadał z nia, spytał się jej tak słodko.
- To napewno sen. Ken jest zbyt szorstki. - powiedziałam sama do siebie.
   Nagle zadzwonił telefon.
- Dominico? Coś sie pewnie stało. - odebrałam. - Hej. Co jest?
- Kocie wstałaś?
- Wstałam..
- To włącz telewizor. Kanał 169.
   Włączyłam telewizor, a to co zobaczyłam...
Ghuole zaatakowały 20 dzielnicę mordując przy tym 6 agentów"
- Przecież to nic nowego. - powiedziałam.
- Słuchaj dalej. - odparł Dominico.
Służby specjalne zawiadomiły wojska gołębi. Teraz będzie można ich spotkać wszędzie w grupach. Czy to dzień, czy to noc. Za zgoda włascicieli będą też pełnić straz całodobowa w sklepach i różnych instytucjach"
Aż oplułam kawą telewizor.
- Dominico? 
- Tak?
- Boję się..
- Wierzę ci. Ja też... Naprawdę nie jest dobrze. Zaraz u Ciebie będę.
- Czekam. Tylko nie zapomnij o masce. - odłożyłam telefon. Łza poleciała mi z oka. Boje się... Czy to koniec?
YUKI
Haruhi cały czas mnie wypytywała co się stało i w ogóle. Kanekiego dzisiaj nie było w szkole...
   Po zajęciach wyszłam ze szkoły...
- Ku*wa... - tu aż się roiło od Gołebi! Wróciłam do szkoły i schowałam się w toalecie. Jak wyjdę to mogą mnie rozpoznać! Usiadłam w kącie i się skuliłam. - Niech ktoś mi pomoże...
NORIE
   Byłam już w domu z Dominico. Obojgu nas przeraziła ta sprawa. Przecież musielibysmy ukrywać się przez cały czas. Postanowiłam ostrzec Yuki, w rakim wypadku zadzwoniłam do niej.
- Yuki słyszałaś co się dzieje? To jest jakas masakra! Uważaj nas siebie. Pamiętaj o masce. Ja puki co nie wychodzę z domu. A ty zaraz po szkole wracaj do domu, bierz kotke i biegnij do mnie. Dzisiaj nie będziesz spać sama. To może być niezla noc.
(Mówiąc niezła wcale nie miała pozytywnego znaczenia na myśli...)
- Moja szkoła została otoczona... Żeby się wydostać to powinnam zmienić się w tą 'psycho' Yuki i im spier*olić, a w innym razie... Pomordować... Inaczej stąd nie wyjde. Siedze w babskim kiblu i czekam, aż znajdę jakieś wyjście... A ty jesteś bezpieczna? - słychać było lekkie przerażenie w jej głosie.
- Jestem w domu z Dominico. Rolety zasłonięte, drzwi zamknięte. Chyba jestem bezpieczna. - jak ona miała uciec?! - Słuchaj. Załóż maske, i zachowuj sie normalnie. Idź powoli nie przyciagaj do siebie uwagi. Przez całą droge będe z toba rozmawiać. Ciśniesz kobieto. Wiem że dasz rade.
YUKI
- Ekhem, a tak swoją drogą to jak założe maskę to od razu się skapną, że jestem ghoulem. Lepiej zostać w samej przepasce... i dzięki za wsparcie. Dobra. No to działam. Komórke mam włączoną cały czas. Będzie dobrz. - wzięłam telefon do ręki, założyłam torbę i wyszłam ze szkoły. Miałam uśmiech na ustach i udawałam, że rozmawiam z kimś przez telefon. Szłam sobie spokojnie. - Wiesz jakie to dziwne uczucie kiedy cieszysz się do telefonu? A nawet nie ma się z czego? Narazie jest git, nie zwracają na mnie uwagi. Jeszcze troche i dotre do domu.
- Dasz radę. Jestem z tobą.
- Dzięki... - obeszłam tych pedałów i poszłam do domu... Uff...

Rozdział V

NADSZEDŁ PONIEDZIAŁEK
   Dzisiaj miałam w uj zajęć. To yudo, to jakieś zebranie samorzadu, i wiele wiele innych spraw. Szczerzę mówiąc... Urawnie głowy na maxa!!! A mojego psa nie było dzisiaj więc wszytsko musiałam dźwigać sama. Jeszcze się doigra...
PO SZKOLE
   Zajebiście. Już wieczór, a ja jeszcze daleko od domu... Musieli mnie jeszcze zatrzymać wiceprzewodniczacy oczywiście! Więcej nie zostaje przewodniczącą... Never! Pójdę skrótem. Pobiegłam do jakiegoś zauka...
- O ku*wa... - GOŁEBIE
- Ohohoho... Widze, że mały ghoul się zagubił. - powiedział ten chudszy, a obok niego stał wąsaty grubacz, szybko zakryłam twarz. Nie mogą mnie widzieć... Już mieli mnie zaatakować, a tu nagle pojawiła się Norie...
NORIE HANA
Kiedy zobaczylam Yuki stojącą przy tych sku*wysynach pomyślałam: Jezu ale ta dziewczyna ma szczescie że ją zobaczyłam..
- Eej panowie nie zgubiliście się przypadkiem? Czego od niej chcecie? - spojrzałam na nich.
- Ta dziewczyna to ghoul, więc radze ci uciekać. - powiedział jeden taki gruby z wąsem.
- Po*ebało ? Ona nie jest żadnym ghoulem.
- No chyba wiemy co widzieliśmy. Nie jesteśmy debilami.
- No chyba nie widzieliscie i chyba jednak jesteście. - nie wiedziałam co im powiedzieć, bo w końcu już ją widzieli. Po chwili jednak już wiedziałam. - To jest moja siostra. Chyba bym była niedorozwojem mózgowym gdybym ghoula w domu trzymała. Idźcie pieski poszukać suczek bo okres cieczek się zaczął.
- Dobra chodź gruby. Idziemy... Ta mała jest nieźle wyszczekana.
   Udało się. Mogę juz rozmyślać jak ona mi się za to odwdzięczy. Spojrzałam na nią
- Zwariowałaś Yuki? Chodzisz po nocach? Co ci strzeliło do glowy??
YUKI
Spóściłam wzrok i rzekłam przyciszonym głosem.
- W-Wybacz... Musiałam zostać dłużej w szkole... Jak ci się odwdzięcze? - spojrzałam na nią lśniącymi oczkami. - Zrobie wszytsko, bo w końcu uratowałaś mi życie. - uśmiechnęłam się - No trudno. To już ci nie będe przeszkadzała...
NORIE
- Najlepiej odwdzięczysz mi się kiedy nie będziesz chodziła po nocy.
   Chociaż Yuki czasami doprowadzała mnie do szału tym co robi, to lubiłam ją. Miała dziewczyna charakterek.
- Chodź pójdziemy na kawę. Pewnie jesteś głodna, a nie ma co teraz wracać bo znowu spotkamy jakieś łasiczki. - zaśmiałam się.
- Powiem ci szczerze, że im dogadałaś. Biedaki nie mieli ci jak odpowiedzieć. - również się zaśmiała. - A kawa to dobry pomysł. - uśmiechnęła się.
- Miałam już wiele razy okazję spotkać tych palantów. Tego grubego znam bardzo dobrze.. Kiedyś próbował rzucić się na mnie, ale coś mu tłuszczyk chyba przeszkadzał. - uśmiechnęłam się. - W sumie to uważam że sama dałabyś sobie radę. Jesteś silną laską jak na takie chude maleństwo. - Znowu się uśmiechnęłam. Po chwili znajdowałyśmy się w Anteiku nie przerywając rozmowy.
- To że jestem niska to nie znaczy, że gorsza. Nigdy nie lubiałam jak ktoś mi to wypomina. - burknęła pod nosem. - Jeszcze moja przyjaciółka uważa mnie za słodką laleczke z powodu mojego wzrostu i dużych wyraźnych oczu. Kiedy coś zrobie źle to ona normalnie wychodzi z siebie i drze się w niebo głosy 'Yuki! Ty słodka, niezdarna kruszynko! Słodycz mnie atakuje!' I coś w tym stylu. Ble. - przewróciła oczami, które później skierowała na mnie. - Skąd znasz tego zboka Kanamiego?
- Szczerze to uratował mi tyłek kilka razy, tak jak tobie. Znałam go już wcześniej, bo byłam pomocnicą szefa w tej kawiarni Anteiku. Zawsze kiedy Ken przychodził do nas na kawe, opowiadał mi o ghoulach. - nadal wspominam sobie te czasy. - Po jakimś czasie kawiarnie zamknięto, więc błąkałam się po ulicach, kiedy to jeden z ghuoli mnie zaatakował. Wtedy on mnie uratował. I jakoś tak się zaprzyjaźnilismy.
   Miałam wrażenie że znudziłam Yuki na śmierć ale gadalam dalej.
- No i jak widzisz kawiarnia znów weszła w obroty. Zapytasz dlaczego? To też dzięki Kanekiemu. Pomógł szefowi trochę. Ja już nie chciałam tu pracować, ale jak widać biznes się kręci. Nawet my tu przychodzimy. A ty jak go poznałas ?
- Znałam go od małego. Kiedy miałam 7 lat to wyprowadził się z miasta tak bez słowa. Bez pożegnania. Szczerze mówiąc nie pamiętam jak się pozaliśmy. To było tak dawno temu... Pewnie nie uwierzysz, ale Kaneki był kiedyś brunetem kochającym książki! A teraz to młody chłopak o białych włosach... Zdaje mi się, że wyjechał tylko dlatego by mnie chronić. Nie chciał mi zrobić krzywdy tym, że był ghoulem. Teraz go w ogóle nie poznaje. Niedość, że zmienił kolor włosów, troche wydoroślał to stał się pierdzielonym zboczeńcem. - te ostatnie dwa słowa powiedziała z przytupem. - Ale i tak mimo wszytsko go lubie xD
- To długo już go znasz. - kiedy słyszałam jak ona mowiła o nim 'zboczeniec' myślałam ze je*ne śmiechem. - Słuchaj Ken jest jaki jest. Pierdzielonym zboczeńcem jest i tu ci przyznam rację. Czy na Tobie też stosował te gadki o guziku od koszuli ?
- Oczywiście, że tak. On jest chory na mózg. Nic na to nie poradzisz... Norie! Ktoś tu idzie! Uważaj! - krzyknęła. Kiedy się odwróciłam to zobaczyłam Dominico...

Rozdział IV

KOLEJNY DZIONEK BIAŁOWŁOSEJ LASKI XD
   Moje białe włosy spięte w kok zakrywał kaptur, a na oku przepaska... Normalnie Kapitan Hak! Szłam do szkoły próbując nie zwracać na siebie uwagi. Wyglądam zaje*biście! Całą drogę mamrotałam coś pod nosem (oczywiście wyklinając ten świat oraz Kanekiego) i poprawiałam to opaske to kosmyki nieupiętych włosów.
- Jak tylko go zobacze to... - zacisnęłam dłoń.
- Kogo zobaczysz?
- Aaa! - krzyknęłam. - Kaneki debilu! Ciebie oczywiście!
- To co mi zrobisz? Powiesz jaki jestem przystojny?
- Pier*olony zboczeniec egoista... - warknęłam.
- Byłaś u fryzjera? Ten kolor pasuje do ciebie idealnie. Tak mnie kochasz, że chciałaś się do mnie upodobnić. Jesteś słodka.
- AAA! - zaczęłam okładać go pięściami, ale cały czas robił uniki. - Skubany zboczeniec. - powiedziałam zmachana po chwili.
- Słodka idiotka. - uśmiechnął się.
- Je*any pedofil.
- Mały kurdupel.
- Pier*olony podglądacz. - tak się wyzywaliśmy przed dłuższą chwile kiedy Kaneki powiedział to:
- Widze, że brak kaptura ci nie przeszkadza. Hehehe... - zrobiłam zdziwioną minę i dotknęłam kaptur, a raczej jego brak. Szybko go założyłam na głowe.
- Zboczeniec... - odeszłam od niego wkuviona. Na szczęście za 2 tygodnie wakacje i moje urodziny ^^
PO LEKCJACH
   Wyszłam razem z Haruhi przed budynek. Gadałyśmy sobie o chłopakach i w ogóle o wszytskim xD
- A wiedziałaś, że Ryu... - przerwał mi telefon. Wyciągnęłam go z kieszeni - Kaneki? Czego on chce... - odebrałam. - Czego? Zajęta jestem.
- Yuki. Przyjedź pod Hatakiego 15. Już!
- Ale... - rozłączył się. Spojrzałam na Haruhi. - Zdzwonimy się. Pa. - pobiegłam w stronę adresu który mi podał Kaneki. Co się mogło stać!?
   Po kilku minutach trafiłam pod dany adres. To był nowo wybudowany dom.
- Wut? - podeszłam do drzwi i zadzwoniłam. Drzwi otworzył mi Ken.
- Siadaj w salonie. - usiadłam grzecznie na kanapie, a Kaneki na fotelu.
- O co chodzi? - spojrzałam na niego. - Czemu kulejesz?
- To aż tak widać? - uśmiechnął się.
- Co ty żeś znowu nawymyślał!?
- Byłem na małym spotkaniu z Gołebiami.
- Matko! Czy ty zawsze musisz się w coś wpakować...?
- Czekaj, czekaj. Czy ty się o mnie martwisz?
- Nie...? - odwróciłam od niego głowe. Czemu zawsze się rumienie!?
- Tak myślałem...
- Znaczy się tak! - spojrzałam na niego. IDIOTKA! - Martwie się? Czekaj... Czy ja się o ciebie właśnie martwie?
- Tak, zdecydowanie tak.
- Serio? - wybuchłam śmiechem xD
- Nigdy nie bierzesz niczego na serio
- Skąd niby to wiesz? Znasz mnie? - ochłonęłam troche.
- Znam.
- Od kiedy?
- Od dawna.
- Jakim sposobem?
- Ja...
- Czekaj! Nie odpowiadaj. - przerwałam mu. - Przecież mam doczynienia ze zboczonym pedofilem prześladowcą.
- Serio? No to patrz. - zza pleców wyjął stary album i położył go na stoliku przede mną.
- Chcesz mi powiedzieć, że w tym albumie znajdują się moje zdjęcia? I to nawet te na golasa?
- Co? - zaczerwienił się. Jego oczy mówiły 'to nie ten album'. - Otwórz go poprostu.
- Nie mam zamiaru. Mogą to być też twoje zdjęcia bez koszulki, abym na ciebie zaczęła lecieć.
- A chcesz kilka?
- Zbok... - odwróciłam się od niego.
- Otwórz ten cholerny album kobieto!
- B O ?
- Chcesz poznać prawdę?
- Hm... - spojrzałam na niego, wzięłam album, cały czas na niego patrząc, a kiedy miałam go otworzonego na przypadkowej stronie to dopiero do niego zajrzałam. - C-Co... - moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości. - T-To... J-Jest...? - w albumie znajdowały się zdjęcia moje i... Kena z dzieciństwa. W domu mam niektóre identczne.
- Już rozumiesz? Yuki? - uśmiechnął się.
- K-K-K-Ken...? - spojrzałam na niego. - To naprawde ty?
- Ja w samej postaci.
- Ken... - uśmiechnęłam się, po czym go mocno przytuliłam.
KANEKI
Kiedy mnie przytuliła to... Nie dość, że się zarumieniłem to byłem lekko zszokowany. Ale i tak ją przytuliłem.
YUKI
Chwila... Co ja robie!? Odsunęłam się gwałtownie.
- Troche mnie poniosło... - zaczęłam kręcić kosmykami włosów.
- A może coś więcej niż przytulas? - uśmiechnął się pedofilsko.
- OD KIEDY STAŁEŚ SIĘ TAKIM CHOLERNYM ZBOCZEŃCEM!?
- Hahaha! - zaczął się śmiać.
- ZBOCZENIEC!
NOWY DZIEŃ : RANEK
  Siedziałam w łazience myśląc nad tym jak się pozbyć tych włosów. Na szczęście dzisiaj sobota więc nie musze się stresować szkołą.
- Haruhi ;-; Przyjdź tu i mi pomóż ;-; - czemu jej nigdy nie ma jak jej potrzebuje!? Westchnęłam. Nagle po domu rozległ się głos dzwonka. - Jaka cholera? - wyszłam z łaźni i poszłam otworzyć. W drzwiach stała jak zawszs energiczna i gotowa do działania Haruhi.
- Yuki! Ty jeszcze w piżamie!? A co z naszym basenem!?
- Co? Jaki basen? - PRZETWARZANIE - Ah tak, basen. To dziś?
- Zapomniałaś!?
- Tak jakby... Heh - uśmiechnęłam się nerwowo. - Nie mogę...
- Co!?
- Misia mi potargała strój... - słyszałam jej śmiech w tle (szatański kot na wolności).
- No to kupimy ci nowy!
- Nie mam ochoty...
- Ken z nami idzie ^^ - uśmiechnęła się
- Hejka. - zza Haruhi odsłonił się uśmiechnięty ON.
- No to cześć. - chciałam zamknąć drzwi ale Haru mnie powstrzymała.
- Idziemy i nie ma rzadnych ale!!!
- Ale dlaczego z nim? - mój wzrok mówił 'LITOŚCI!!!'
- Ponieważ to twój przyjaciel z dzieciństwa, nie? - no i powiedział...
- Dajcie mi chwile. - poszłam się spakować. UTOPIE GO!
   Wszyscy razem poszliśmy na basen. Całą droge się modliłam, by zaczęło padać! Ale słońce grzało niemiłosiernie...
Haru i Kanami wybrali mi strój. Ja się boje!!! ;-;
   Siedziałam w przebieralni.
- Yuki! Wychodź już! - powiedziała niecierpliwa Haru
- Nie! Nie pasuje mi ten strój!
- Mam ciebie wyciągnąć siłą? - warknęła. Przełknęłam śline.
- Ale Kaneki ma stąd iść...
- Kena tutaj nie ma. Wyłaź.
- Okey... - wyszłam z kabiny. Kiedy Haru mnie zobaczyła to w oczach miała gwiazdeczki.
- Wyglądasz jak laleczka! Jak słodziutka, niewinna, bezbronna malutka lakeczka! Aaa! Roztapiam się...
- P-Przestań! Mówiłam, że ten strój do mnie nie pasuje...
- Jeszcze się rumieni! Atak słodyczy!!! Chodźmy! Niech ciebie ujrzy cały świat!
- Haru!!! - złapała mnie za ręke i pobiegła na basen. - Utopie cię jak tylko znajdę okazję... - warknęłam.
- A z tą słodziutką przepaską wyglądasz jeszcze uroczej! *-*
- Napewno... - burknęłam. Po chwili stałam na tym cholernym basenie. - Czemu te matoły się na nas gapią?
- Chłopaki na ciebie lecą ^^
KANEKI
Wyjrzałem z wody na dziewczyny.
- Chodźcie! Woda jest... - Yuki... Popatrzyłem na nią. Jest jak słodka pralinka...
YUKI
Spojrzałam na Kanekiego.
- I co się ślinisz...
- Bo ujrzałem diabła w ciele anioła...?
- Utop się... - warknęłam.
- Teraz mogę zginąć...
- I poszedł na dno. - zaczęłam iść w stronę leżaków. Z oddali usłyszałam krzki 'Ey! Yuki! Potrzebujemy jeszcze jednego zawodnika w siate!' Oglądnęłam się za siebie. Moi znajomi z SKS'ów ^^ - Już biegne! - uśmiechnęłam się. Podeszłam do chłopaków.
- Do kogo się dołączasz?
- A nie przyszły dziewczyny?
- Coś im wypadło...
- Trudno... Wybieram drużynę... Białych xD
- JEST!!!
- Gramy! - krzyknęłam, zaczęliśmy grać w siatkówkę. Obok basenu (na powietrzu) była akurat rozłożona siatka.
KANEKI
Obserwowałem calutką grę. Niech tylko któryś się do niej zbliży...
- Ken, a ty nie chcesz z nimi grać? - zapytała Haruhi.
- Jakoś nie jestem dobry w te klocki.
- Rozumiem... Powiedz mi jedno.
- Hm? - spojrzałem na nią.
- Jeżeli zrobisz tak, że moja kochana Yuki uroni przez ciebie chodź jedną łze to... - przejechała dłonią po szyi wydając charaktetystyczny dźwięk umierania.
- Wiem przecież.
- No ja myślę. Mam ciebie na oku, Kenie Kaneki. - wskoczyła do wody. Jakaś dziwna...
YUKI
Ostatni punkt... Podrzuciłam piłkę do góry i zaserwowałam tak, że nie zdołali przejąć.
- Wygraliśmy! ^^ - chłopaki wzięli mnie na ręce i zaczęli podrzucać. Zrobili to tylko 3 razy, a zanim się obejrzałam to leżałam w ramionach Kanekiego. - Co to miało znaczyć? - warknęłam i na niego spojrzałam.
- Coś by ci się stało.
- Nic by mi się nie stało. Normalnie drugi ojciec. - skrzyżowałam ręce i zrobiłam naburmuszoną minę. Nie wiem czemu ale chłopaki byli wystraszeni widokiem Kena. I ja grałam z takimi ciotami -,- Kaneki odstawił mnie na ziemię.
- Uważaj na siebie. Kurduplu. Hehehe...
- Prześladowca... - wymamrotałam i odeszłam od niego na leżak. Chwila odpoczynku!
KANEKI
Spojrzałem na tych kolesi. Mój wzrok mówił sam za siebie. Lepiej żeby się do niej nie zbliżali. Co jak co, ale z natury jestem wysoki. Poszedłem na leżak obok Kurdupla xD
YUKI
- Czemu mi rujnujesz życie? - wymamrotałam pod nosem. Leżałam na brzuchu z mordą w leżaku.
- Ponieważ mogę.
- A co jak ci zabronie?
- To się nie posłucham.
- Ta? - popatrzyłam na niego tym moim spojrzeniem smutnego szczeniaczka. - Zostaniesz moim wiernym pieskiem?
- Pewnie.
- Hehehehe... - schowałam twarz w leżaku, miałam szyderczy uśmiech na twarzy.
- Chwila... Na co ja się zgodziłem!?
- Masz przerąbane do końca swojego życia na ziemi i w pierdlu. Hahaha!
- NIE!!!

Rozdział III

W DOMU
   Leżałam na kanapie głaszcząc moją kicie Misie.

- Misia? Jak myślisz. Czy to jest nasz Kaneki? - spojrzałam na kotkę. Została mi tylko ona, bo tato jest ciągle w delegacji... -Jeżeli by się tak dłużej zastanowić to... - chwila ciszy - Nie. To nie może być Ken. Kanami jest zbyt zboczony na to aby być Kenem. Może to tylko zbieg okoliczności. - westchnęłam. Nagle mój brzuszek zaburczał. - Cholera... I co ja teraz mam zjeść? Nie będe mordować!!! - spojrzałam na kicie z podejrzanyn uśmieszkiem, a ona jedynie spierdzieliła xD - Ey. Przecież bym cie nie zjadła xD Byłabyś obrzydliwa xD -wzięłam telefon i zadzwoniłam do, niestety, Kanekiego.
- Halo? - odpowiadaj!
- O! Hejka Yuki.
- Głodna... - powiedziałam niewinnie.
- I co ja mam do tego?
- Masz przynieść Yukusi amu amu.
- Już lece, kurduplu. Hehehe...
- Morda! - znowu bzusek zaburczał - Bo będziesz mnie miał na sumieniu....
- Okej, okej. - rozłączył się. Zaraz... Nie wiem czy ja to zdołam zjeść... Odłożyłam telefon na stolik.
- Mam jeszcze kilka kostek. - zaczęłam szperać w moim plecaku. - Są. - wzięłam wszytskie na raz. - Już się robi noc, a Kaneki powienien już dawno być...
W WYOBRAŹNI YUKI
1. Kaneki dostał telefon.
2. Stał przed moim domem w przebraniu detektywa.
3. Musiał biec do swojego domu żeby się przebrać.
4. Po drodze załatwić amu amu.
5. Przyjść do mnie.
- Zajmie mu to 2 godziny... Rąbany zboczeniec...
W REALU
   Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Coś mu to krócej zajęło...
ZNOWU W WYOBRAŹNI
Kaneki włączył super speed'a albo mieszka obok mnie... Zaraz... NIEEEEE!!!
I W REALU
   Poszłam otworzyć. W drzwiach nie zastałam Kanekiego tylko jakąś dziewczynę...
NORIE HANA
    Weszła do mojego domu jakby była u siebie. To było trochę dziwne, bo w ogóle tej babki nie kojarzyłam...
- Moge wejść? - spytała.
- A kim ty w ogóle jesteś? - powiedziałam nieco wkurzona.
- Nazywam się Norie Hana i przysyła mnie do ciebie Ken.
- Ee.. - trochę mnie zamurowało. No bo czemu Ken miałby przysyłać do mnie jakąś dziewczynę? A sam nie przyszedł....- Jak to Kaneki? Po co? Wtedy kiedy zadzwoniłaś do drzwi to myślałam, że to on... Weź mi to wyjaśnij!
- Dziewczyno uspokój się! Miałam ci przynieść twoje 'amu'.  - powiedziała.
- A dlaczego ten zboczeniec nie mógł mi go przynieść?  - spytalam.
- Gdyby mógł to by to zrobił. - odpowiedziała trochę wkurzona. Po chwili ciszy rzekłam:
- Kaneki to mój przyjaciel i mam prawo wiedzieć co się z nim dzieje. - dokładnie to prześladowca niż przyjaciel.
- O to już przyjaciele? No brawo. Kena coś zatrzymało, ale mówił żebym cię nie martwiła. - powiedziała po czym dała mi moje 'amu' , a ja od razu zaczęłam szamać moje kostki. Martwia mnie trochę sprawa Kanekiego, ale zastanawiała mnie też ona...
- Czekaj.. Czy ty aby też nie jesteś ghuolem? - spojrzałam na nią. Ona nie odpowiedziała słownie lecz w jej odpowiedzi oczy zmieniły kolor... - Dobra dobra, ale zmień je z powrotem. - dodałam.
- Dobra laska ja będę się zwijać. Miałam ci tylko przynieść twoje 'amu' i spie*dalac. To słowa Kena. To ja lecę. Trzymaj się.
- Cześć...?
   Po jej wyjsciu zamknęłam drzwi na wszystkie zamki. Wtf!? Usiadłam na kanapie z moimi kostkami. Może musiał coś załatwić... A z resztą co ja się tak przejmuje!?
- Mniej myśl więcej jedz. Yuki! Nie myśl o tym co jesz! Fuck!!! I pomyślałam... - LUDZIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE ;-; Odłożyłam woreczek na stół i westchnęłam.
   Po kilkunastu minutach ruszyłam swoje 4 szanowne, smukłe litery i poszłam się wykompciać. Dobra. Ide tak sobie ide, a w lustrze zamiast Yuki widze, no nie powiem, że brzydką xD białowłosą laseczke.
- Czy to ja? - chwila ciszy - MOJE WŁOSY!!! NIEEEE!!! ;-; - padłam na kolana... Co ja teraz powiem Haruhi!? - Kaneki! Jesteś martwy!!!

Rozdział II

W ANTEIKU (KAWIARNI)
  Kaneki podszedł do tego gościa i zaczął coś do niego szeptać. Kiedy skończył to Maro, tak miał na imię, kazał mi usiąść przy blacie. Bez słowa i trochę niepewnie usiadłam. Podał mi filiżankę kawy.
- Jeszcze nie jestem pełnoletnia.
- To nie zaszkodzi ci na zdrowiu. - uśmiechnął się.
- A mogę cukier?
- Prosze. - podał mi cukierniczke. Wzięłam jedną kostkę i wrzuciłam do kawy, ale zanim to wypiłam to przypomniało mi się coś... Ghoule nie mogą jeść ani pić ludzkiego pożywienia...
- Chyba podziękuje... - odunęłam lekko filiżankę. Ken na mnie popatrzył wzrokiem 'Pij albo ci pomoge'. - Lubbb spróbuje. - powoli przyłożyłam filiżankę do ust i upiłam łyk. - Ale dobra. - zaczęłam ją pić. Dziwne... Maro spojrzał na mnie i rzekł.
- Kolejny jednooki ghoul. - na te słowa prawie udławiłam się kawą. Co!?
- To nie prawda!
- Yuki, pan Maro też jest jednym z nas. - powiedział Kaneki.
- J-Jak?
- My ghoule - dokończył szefuncio - powinniśmy sobie pomagać. Nigdy nie zostawiamy drugiego w potrzebie.
- Ja nie potrzebuje pomocy!
- A jak zdobędziesz żarełko? - Kaneki... No to żeś mnie wkuvił...
- Zamknij się! Nie wypominaj mi! Jesteś chamem! Zboczeńcem! Kretynem! Debilem! Idiotą! Pedofilem! Podglądaczem! - skrzyżowałam rece i zrobiłam naburmuszoną minę.
- I zapomniałaś dodać, że uratowałem cię przed najgroźniejszym z najgroźnienszych.
- Pff...
- Kaneki, daj spokój. - szefciu powiedział groźnie.
- Ona zaczęła. - rozciągnął się i poszedł na zaplecze. Ja natomiast zapatrzyłam się w kawe. Odziwo nie byłam już głodna...
- Co jest w tej kawie? - powiedziałam po chwili.
- To zwykła kawa.
- To dlaczego nie jestem głodna?
- Dlatego. - wziął do ręki kostkę cukru.
- A co cukier ma do tego?
- To nie są zwyczajne kostki cukru. To nawet nie jest cukier. Po tym nie będziesz głodna.
- Z czego to jest zrobione..,?
- Nie wnikajmy.
- Dobrze...? - chyba się domyślam...
- Yao! - szefunciu krzyknął w stronę zaplecza.
- Czego? - w drzwiach po chwili stanął rudowłosy gościu w okularkach. Nie wyglądał na kujona, ale przeciwnie... W nocy na jego widok bym pierda*ała. 

Yao
- Zaprowadź te młodą panią do Ryuki.
- A co mnie to w ogóle obchodzi?
- Może by grzeczniej? - odezwałam się lekko oburzona.
- Ty się nie odzywaj. - popatrzył na mnie wkuvionym wzrokiem.
- Ehhh... Yao, zawołaj Kanekiego.
- Ken! Cho tu! - wydarł się. Zero kultury...
- Ale wy macie problem... - powiedziałam pod nosem. Po chwili z tych samych drzwi wyszedł Kaneki.
- Niech zgadne. - powiedział opierając się o framuge drzwi. - Rudemu nie chce się ruszać dupy i ja mam iść za niego? - uśmiechnął się chamsko. Rudy poszedł na zaplecze, oczywiście wkuviony xD Szefcio poszedł za nim by Rudy nie rozniósł mu kawiarni xD Ja siedziałam wpatrzona w to wszytsko. Jest tu jakaś dziewczyna? Westchnęłam.
- Gdzie mamy iść? - spojrzałam na niego.
- Zrobić ci maske xD
- A po co mi to?
- Żeby jak zaatakujesz kogoś to żeby nikt ciebie nie rozpoznał.
- Nikogo nie będe atakować...
- Zobaczymy. Ruszaj te 4 litery i w droge. - poszedł w stronę drzwi. Chwila... Przecież Ken (ten mój dawny przyjaciel) mówił tak samo... - Ey. Idziesz czy nie?
- Co? Ah tak, już ide. - poszłam za nim.
   Po 10 minutach trafiliśmy do jakiegoś baru na przedmieściach. W jakiejś piwnicy. Przywitała mnie tam dziewczyna...
Ryuki
Chyba to była ta Ryuki. Kazała mi usiąść i opowiadać o sobie. Kiedy się zapytałam po co te pytania, to powiedziała, że lepiej jej się pracuje jak zna drugą osobę. Siedziałam sobie grzecznie xD a Ryuki brała namiary. Po chwili było wszytsko wymierzone.
- Jutro wieczorem możecie podejść po maske. - powiedziała.
- Dzięki...
    Wyszłam razem z Kanekim..
- Ciekawe jaką będe miała maskę... - powiedziałam pod nosem, a on tylko się podejrzanie uśmiechnął. Nie rozumiem tego gościa...
- Odprowadze cię do domu.
- Poradze sobie. Nie jestem dzieckiem.
- Nie stękaj tylko się rusz.
- Dobra... - przewróciłam oczami. Po chwili niezręcznej ciszy rzekłam - Skąd mnie znasz?
- Już ci mówiłem. To skąplikowane.
- Czekaj... Czy ty chcesz mi powiedzieć, że mnie śledziłeś!?
- ...
- Wiedziałam! Jesteś zboczeńcem! Jak mogłam to przeoczyć!
- Eee...
- Ja cb nie znam, ale ty mnie tak. Odkryłam twoją tajemnice! Haha!
KEN KANEKI
   Nooo... Jestem zboczeńcem xD A ty idiotką od urodzenia. Uśmiechnąłem się pod nosem. Zawsze byłaś taka słodka.
YUKI AKA
- I co się tak cieszysz?
- Bo zgubiłaś guziczek od koszuli który zapinał ci dekolt.
- Co!? - odwróciłam się gwałtownie. - Zboczeniec... - burknęłam. Dlatego się tak cieszył całą drogę! Wzięłam wsuwkę i jakoś zapięłam koszule.
   Ken zaprowadził mnie pod dom. Cholera! No i teraz wie gdzie mieszkam! Spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem (jednym okiem xD).
- Nie wiesz gdzie mieszkam. Nie masz zielonego pojęcia gdzie mieszkam i nigdy tutaj nie przychodź. - weszłam do domu. Jeb#ny zboczeniec.
KEN KANEKI
   Słodka jak zawsze.
- Heh. - uśmiechnąłem się i poszedłem do Kawiarni.
YUKI AKA
   Walnęłam się na łóżko i zaczęłam gapić w sufit.
- Czy my się już kiedyś nie poznaliśmy...? Kanami... - powiedziałam pod nosem. Wzrok przerzuciłam na zdjęcie Kenusia... Nie jestem pedofilem tylko trzymam jego jedno zdjęcie by o nim nie zapomnieć...
- Gdzie jesteś?... - westchnęłam. - Tęsknie... - mimo wszytsko byliśmy ze sobą bardzo związani. Jak brat i siostra...
KEN KANEKI
  Siedziałem na jej oknie i przysłuchiwałem się. Ona mnie... kocha? A ja ją tak poprostu zostawiłem... Mogłem zostać. Przecież by mi wybaczyła to, że jestem... Ghoulem...
   Uśmiechnąłem się. Kiedy tak rozmyślałem to tak nagle okno zostało otwarte, normalnie z buta!
- Wiedziałam, że jesteś zboczeńcem. - usłyszałem wkuvioną Yuki... Cholera... - I pomyśleć, że właśnie miałam się przebrać. - zarumieniłem się lekko...
- Yuki w bieliźnie... - czy ja to powiedziałem na głos!?!?
YUKI AKA
Spojrzałam na niego morderczym spojrzeniem i złowieszczym uśmiechem. Moja opaska na ghoule oko normalnie spłonęła i ukazała się zła Yuki.
- Ty... - powiedziałam mrocznie - Je*any pedofilu!!! - zrzuciłam go z okna w krzaki. - Nie żyjesz... - podwinęłam rękawy od koszuli i zaczęłam się śmiać. - Hahaha! - wyskoczyłam przez okno prosto na niego.
KANEKI
Leżałem w krzakach i już miałem wstać kiedy ten mały brzdąc, 165 centymetrowy xD, wskoczył na mnie. Zanim zadała mi jakikolwiek cios to wstałem, objąłem ją w pasie i położyłem na ramieniu.
- I ci teraz zrobisz. Kurduplu. - zacząłem się śmiać.
YUKI
Kiedy mnie 'wział na ręce' to lekko się zaczerwieniłam (ze złości xD). Zaczęłam próbować się wyrwać.
- Kanami! Zboczeńcu! Pedofilu! Prześladowco! Puszczaj! - zaczęłam się drzeć a ten tylko sobie pogwizdywał i szedł do mojego domu. - Jeb#ny cham...
- Mówisz, że jestem chamem, a myślisz sobie jakie ze mnie ciacho.
- Hm? - zakryłam twarz włosami - KANEKIIIII!!! - nienawidze tego gościa... -,-
NASTĘPNY DZIEŃ
  Podczas drogi do szkoły rozmyślałam nad tym co zaszło tamtego wieczoru... Czemu on mi tak przypomina Kena!!!
- Pff... To tylko zbieg okoli...
- YUKI! - przerwała mi Haruhi. - Czemu się wczoraj nie odezwałaś!? Martwiłam się! - przytuliła mnie mocno.
- Ee...
- Nigdy więcej nie idź z tym Siwym!!!
- D-Dobrze... P-Puść m-mnie...
- Ajć! Jesteś taką malutką kruszynką! Wybacz... - puściła mnie, w końcu... - A tak z innej beczki... Będziemy miały jakiegoś nowego w klasie ^^
W KLASIE XD
- Przywitajcie się z waszym nowym kolegą, Kenem Kanekim. - powiedział nauczyciel.
- Jeszcze mi go tu brakowało... - je*nęłam się na ławkę. Usiadł w ławce obok mnie.
- A ty co taka nie w sosie? - powiedział opierając się o krzesło. Za sobą usłyszałam głosy dziewczyn 'Yuki, go zna?... Ale szczęściara... Zazdroszcze... Skąd się znają?...' i tak dalej.
- Jak mam być w sosie? - wymamrotałam. - Jeżeli ciebie widze...
- Guziczek xD
- Co!? - spojrzałam na dekolt. - Zapięty... - popatrzyłam na Kanekiego. - Zbok... - warknęłam.
- Dasz się zaprosić na kawe? - uśmiechnął się.
- Nie.
- ... - ojeju. Czyżby pan posmutniał?
- Napewno nie z tobą. - rozległ się dzwonek na pierwszą lekcje.
PO ZAJĘCIACH NA KORYTARZU
   Szłam sobie spokojnke kiedy wpadłam na jakiegoś cwaniaka z 3 klasy.
- E ty! Mała uważaj jak łazisz. - powiedział, podniosłam wzrok do góry (bo był wyższy) i popatrzyłam na niego moim morderczym spojrzeniem, ale troche łagodniejszym bo lewe oko było zakryte przepaską.
- Możesz powtórzyć? - powiedziałam strasznie.
- Widzę, że mała jest jakaś nie w humorze xD Już nie przeszkadzam xD
- To, że jestem niska to nie znaczy, że sobie nie poradze z takim pustym matołem jak ty.
- Co!?
- Yuki. Chodźmy już. - Haruchi położyła mi ręce na moich plecach i zaczęła pchać do wyjścia. - Przepraszam za nią! - krzyknęła. Ja jedynie spojrzałam na tego gościa z profilu morderczym wzrokiem i widać było, że się wystraszył. Haruhi postawiła mnie i dała mi 15-minutowy wykład na temat 'Co zrobiłam źle', a ja oczywiście udawałam, że słucham.
   Poczułam ten zapach... Ten który czułam wtedy kiedy znalazłam to ciało...
- Zaraz wracam. - pobiegłam za szkołe. - Co to...? - zatrzymałam się gwałtownie. Dwa ghoule... Cali we krwi... A obok nich... Martwe ciało...
- Widzę, że mamy przystawkę. - rzekł jeden z nich. Nie mogłam się ruszyć, stałam jak wryta. Byłam sparaliżowana... Nie mogłam nawet krzyczeć!
- Bierzemy! - krzyknęli. Zamknęłam oczy i czekałam na cios... Usłyszałam jedynie bezlitosny jęk i ostrze przecinające ciało. Z oczu popłynęła mi łza. Usłyszałam Kanekiego...
- Yuki, dlaczego płaczesz? - w mojej wyobraźni ukazał się obraz Kena i mnie. To było tedy kiedy się przewróciłam i zaczęłam płakać... On podszedł do mnie i powiedział te same słowa...
- K-K-K-Ken... - otworzyłam oczy i zobaczyłam go... Był ranny! - Jezu! To moja wina! Chodź! Zaraz ci to opatrzę.
- Nie trzeba. Ważne, że tobie nic się nie stało. - uśmiechnął się. Uratował mnie?
- D-Dz-Dziękuje... - powiedziałam cichutko z lekkim rumieńcem na twarzy. On był lekko zszokowany. A po tych dwóch ghoulach został jedynie czerwony proch. Otarłam łzy...

Rozdział I

   Siedziałam oparta o ściane, zmęczona, ranna... Spoglądałam na martwe ciała porozrzucane wokoło mnie i Kanekiego... Ta... Ken Kaneki(ksywa Pożeracz), mój współpracownik i najlepszy przyjaciel.
- Yuki... - jego głos przerwał cisze, spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Uśmiechnął się lekko i dokończył - Kocham Cię. - zarumieniłam się lekko, a on przysunął się do mnie i...
CHWILA CHWILA CHWILA CHWILA
Pewnie macie teraz taki 'majntfak' i sobie myślicie - Przecież to już koniec! - I macie racje xD Jeszcze zanim do tego momemtu dojdziemy to zacznijmy od początku...
PO LEKCJACH
   Nazywam sie Yuki Aka, chodze do 2 klasy liceum razem z moją przyjaciółką Haruhi ^^ Jestem normalną 17-letnią brunetką o niskim wzroście i błękitno-szarych oczach (jak na razie).
   Wkońcu zajęcia skończone! Spojrzałam na Harusi.
- Dzisaj idź sama do domu, ja jeszcze musze skoczyć do sklepu. - uśmiechnęłam się, a ona przytuliła mnie mocno i rzekła.
- Uważaj na siebie i nie idź uliczkami! - powiedziała stanowczo jak moja... Nieżyjąca mama... To, że była wyższa to nie znaczy, że jest opiekuńcza xD A to 'niebezpieczeństwo' to ghoule, potwory w ciele człowieka które żywią się... Ble... Ludźmi. Niestety... W naszym mieście było w cholere morderstw przez nie wykonane.
- Dobrze... Mamo xD
- Papa ;3 - rozeszłyśmy się. Jesteśmy dla siebie jak siostry, znamy się od małego! Uśmiechnęłam się pod nosem.
   Wyszłam ze sklepu, spojrzałam na niebo.
- Będzie padać... - założyłam kaptur i ruszyłam przed siebie. - Jeżeli pójdę normalnie to zmoknę, a jak pójdę skrótem to będe sucha... Ide skrótem xD - weszłam w ciemną uliczkę. Obym nie spotkała jakiegoś ghoula... Szłam szybkim krokiem.
   Odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam jakiegoś ludzia, jego twarz zasłaniały włosy. Czarne, długie, rozszarpane kudły. Przeraziłam się jeszcze bardziej kiedy zauważyłam jego oczy... Zamiast bieli wokół nienaturalnie świecącej czerwonej tenczówki miał czerń.. Zaczęłam uciekać, lecz on mnie dogonił, złapał za gardło i przywarł do ściany.
- P-Pomocy... - ledwo wydusiłam. Spojrzał mi prosto w oczy tym strasznym wzrokiem i uśmiechnął się.
- Nie wolno chodzić samemu. - zatopił zęby w moim ramieniu, a z moich oczu popłynęły łzy.
- Aaaaaa!!! - krzyk rozległ się po całem dzielnicy. Wbił mi macki w brzuch (macki inaczej kagune, czyli takie coś co wystaje ghoulom z pleców na życzenie i atakuje innych). Po chwili spojrzał w góre i ostatnie co pamiętam to to, że ściana budynku wali się spadając na nas.
SZPITALU
   Z lekkim bólem otworzyłam oczy. Leżałam przyczepiona do kroplówki, a obok mnie na sąsiednim łóżku siedział chłopak o śnieżnych włosach i szarymi oczyma. Spojrzałam na niego, a on tylko powiedział to:
- Powinnaś bardziej na siebie uważać, Yuki. - uśmiechnął się i wyszedł. Leżałam nieco zszokowana, skąd on zna moje imie?! I co on w ogóle tutaj robi!?
   Do sali wszedł doktor. Wytłuamczył mi, że żeby przeżyć musieli mi przeszcepić niektóre organy gościa który został razem ze mną zgnieciony...
KILKA DNI PÓŹNIEJ
   Wyszłam ze szpitala oczywiście zszokowana! Kiedy opóściłam budynek to ten biały stał oparty pod ścianą. Warknęłam coś pod nosem i poszłam przed siebie. On tylko na mnie spojrzał z tym swoim uśmieszkiem, a po chwili szedł obok mnie. Zatrzymałam się i zacisnęłam dłonie. Odwróciłam się gwałtownie w jego stronę i warknęłam.
- Kim ty do diabła jesteś!?
- Twoim Wybawicielem.
- Co? - otempiałam.
- Zrzuciłem na niego te kamienie.
- Po pierwsze ścianę, a po drugie nie tylko na niego!
- No sorry.
- Kim ty jesteś? - powiedziałam groźnie.
- Ken Kaneki.
- Dziwne... Miałam przyjaciela i takim samym imieniu i nazwisku... Ale się przeprowadził i więcej go nie widziałam. - chwila ciszy - Skąd znasz moje imie?
- Yuki Aka?
- Tak to!
- Z dokumentu wywieszonego na łóższku szpitalnym. Pesel też ci podać? - uśmiechnął się chamsko. Zrobiłam facepalm. Nosz! Łóżko szpitalne! Jaka ja jestem durna!
- Nie musisz... W ogóle to dzięki za ratunek. - uśmiechnęłam się lekko. - Nie musisz już mnie pilnować xD
- Zobaczymy.
- Ey! - zrobiłam naburmuszoną minę, lecz po chwili mój wyraz twarzy się zmienił. - Co tak pięknie pachnie? - spojrzałam w stronę gdzie czuć było źródło. Pobiegłam tam bez chwili namysłu. Kiedy zaś tam dotarłam nie mogłam uwierzyć w to co tam zobaczyłam, i co mnie tu przyciągnęło...   Na środku uliczki leżało roztrzaskane ciało z którego wypływały resztki krwi... Osunęłam się na ziemię i zasłoniłam oczy dłońmi. Zaczęłam płakać... Czy ten przeszczep zrobił ze mnie... ghoula...?
- Nie zjesz? - usłyszałam głos Kanekiego.
- Poje*ało cię!? - spojrzałam na niego załzawionymi oczami.
- Jesteś ghoulem, nie?
- NIE JESTEM! PRZESTAŃ!
- Jak coś to nie jesteś sama.
- T-Ty też j-jesteś... NIEEEE!!! - podciągnęłam kolana do twarzy i zakryłam się pogrążając się w płaczu... Ale to tak znakomicie pachnie...
- Też jestem 'człowiekiem' ale z problemami. - uklęknął przy zwłokach.
- Ja nie moge... Nie chce być potworem... Ale nie mogę się powstrzymać...
KEN KANAMI
   Yuki coś tam sobie pier*oliła pod nosem, a ja w tym samym czasie wziąłem kawałem mięsa i włożyłem do ust. Podszedłem do niej, złapałem ją za barki i pocałowałem czyli tak jakby 'nakarmiłem' ją mięsem. Przez chwile się rzucała, ale jak już połknęła to ją puściłem.
YUKI AKA
   Co on zrobił!? Jak śmie!?
- TY IDIOTO! - wyjęłam telefon i chusteczkę by wytrzeć krew. Skierowałam ekran telefonu w moją stronę by w odbiciu zobaczyć twarz... W odbiciu ukazały się moje brązowe włosy z białymi końcówkami!? I... to oko... Moje lewe oko było okiem ghoula!!!
- Jesteś ghoulem. Jednookim.
- To twoja wina! Dlaczego wtedy nie pozwoliłeś mi umrzeć!? Nie chce być takim potworem jak ty!
- Potworem? - jego oczy się zmieniły, a dokładnie to jedno... Lewe? - Czy to nasza wina, że jedynym pokarmem są ludzie?
- Nie... Nie... Nie wiem! Ja chce do domu... - powiedziałam załamanym głosem, a on... uklęknął przy mnie.
- Yuki. Jesteś dzielna. Poradzisz sobie.
- Skąd niby to wiesz...? Przecież mnie nie znasz...
- Mylisz się. Znam cię bardzo dobrze.
- Jak? - zapytałam patrząc na niego.
- Dowiesz się. - uśmiechnął się.
- Jak!? - schowałam twarz w kolanach. Po chwili poczułam jego dotyk... P-Przytulił mnie. Byłam tym tak załamana, że odwzajemniłam gest. To musi być zły sen...
NASTĘPNY DZIEŃ
   Zanim poszłam do szkoły to założyłam sobie przepaskę na lewe oko. Nie mogłam panować nad tym, że raz się zmienia, a raz nie.
   Szłam chodnikiem jak zazwyczaj, moje białe końcówki zostały schowane w koku. Jeszcze nie rozkminiłam dlaczego się zmieniły... Ale to akurat najmniejszy problem. Usłyszałam za sobą przybliżający się krzyk 'Yuki!', a po chwili stałam otulona ramionami Haruchi xD
- Nic ci nie jest!? Jesteś cała!? A mówiłam uważaj! Co ci jest w oko!?
- Haruchiś, to tylko mały wypadek. - uśmiechnęłam się.
- Yukisia! Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła...
- Nie martw się. Jest dobrze, a teraz chodźmy bo się spóźnimy. - poszłam z nią do budynku.
   Ostatniej nocy dużo czytałam o ghoulach... Nie wiedziałam, że bycie takim czymś jest takie okrutne!
   Po lekcjach czekał na mnie przed szkołą Kanami... Podeszłam do niego razem z Haruhi.
- Co ty tu robisz!? - wrzasnęłam.
- Mam do ciebie sprawe.
- Czego chcesz od mojej Yuki!? - Haruhiś podeszła do niego i zaczęła się drzeć.
- Haruhi! Wystarczy! - powiedziałam stanowczo, a ona odsunęła się od niego wkuvowiona. Spojrzałam na Kena. - Jaka to sprawa?
- Musisz ze mną iść.
- Ona nigdzie z tobą nie idzie pedofilu!!! - Haruhi przytuliła mnie tak mocno, że ledwo oddychałam xD
- H-Har... Puś...ć m...mnie...
- Oj! - kiedy mnie uwolniła to spojrzałam na niego.
- Chodźmy...
- Ideolo! W końcu. - poszedł przed siebie. Spojrzałam na Haru z lekkim uśmiechem i poszłam za Kanekim.
   Szliśmy chodnikiem przez park, liście drzew fruwały, a gałęzie się wyginały. Kaneki miał ręce założone za głowe, ja na to mówie 'Poza Luzaka xD', a ja szłam sobie od czasu do czasu poprawiając opaske z opuszczoną głową.
- Co ty dzisiaj taka jakaś nie w sosie? - przerwał cisze i na mnie spojrzał.
- Jak mam być kuva w sosie? - warknęłam.
- Jesteś głodna?
- Nie... - troche?
- Znam fajną kawia...
- Dlaczego mnie uratowałeś? - przerwałam mu. Podniosłam głowe by na niego spojrzeć, a on w tym samym czasie przerzucił wzrok przed siebie.
- To skomplikowane.
- Przecież ghoule pożerają ludzi, a nie ich ratują. Dlaczego? - milczał, a po chwili się zatrzymał. Złapał mnie za ręke i pchnął za budynek w parku. Kiedy chciałam coś powiedzieć to zasłonił mi usta dłonią. Nie miałam zielonego pojęcia o co chodzi! Po chwili zrozumiałam... To byli ci z tej agencji zwalczania Ghoulów. I pomyśleć, że teraz będe musiała ich unikać za wszelką cenę. Z oczu popłynęło mi kilka łez. Dlaczego przy Kanekim czuje sie tak... bezpiecznie?
   Kiedy teren był czysty to spojrzałam na niego.
- Jaka to miała być sprawa?
- Chodź. - uśmiechnął się podejrzanie i złapał mnie za ręke. Zarumieniłam się lekko... Ale tylko lekko! Poszliśmy do jakiejś kawiarni...
- Szefie. Potrzebuje pomocy. - powiedział na wejściu. Zza lady wyszedł starszy gościu z fartuchem na sobie.
- Dzień Dobry...? - powiedziałam niepewnie.
\