czwartek, 1 lutego 2018

ROZDZIAŁ XIII

Krótkie "information" - ten pisany rozdział jest pisany w 2017r., reszta rozdziałów pisana była na przełomie 2015/16r. dlatego mogą być inne style pisania. Postaram się, aby miło się Wam czytało ;)
PS: W opowiadaniu pojawią się wątki homoseksualne, więc jeżeli nie chcesz aby twoja psychika została doszczętnie zniszczona, nie czytaj xd
______________________________
Gdy nagle do salonu wbił Kaneki... O kurwa... Odsunęłam sie gwałtownie od Kitamury.
- Kaneki! To nie tak jak myślisz! - powiedziałam. Na jego twarzy malowała się wściekłość... Patrzył na mnie dzikim spojrzeniem, po czym uderzył dłonią w ścianę robiąc wgłębienie.
- Wiem... Wy poprostu wymieniacie się śliną. Rozumiem! - warknął. Jego oko zmieniło kolor na ten potworny czarno-czerwony...
- Zdradziłaś chłopaka kruszynko. - usłyszałam uradowanego Blacka. Zignorowałam go jak tylko mogłam. Zanim Ken wyszedł z mieszkania, zeskoczyłam z szafki i chwyciłam go za koszulkę.
- Ken ja ci wytłumacze... - próbowałam na spokojnie.
- Nie chce niczego słyszeć. - wyszarpał się i wyszedł trzaskając drzwiami. Drzwiami, które jakby nie były nowe, wypadły by z nawiasów.
Patrzyłam przez dłuższą na miejsce gdzie przed chwilą stał. Zapadła głucha cisza...
Minęły tygodnie od poprzednich wydarzeń. Już w pełni zasmakowałam życia "kanibala mordercy". To nie jest takie złe jak mogło by się wydawać. Wiadomo, trochę ucieczek, chowania się, uczucia adrenaliny i niepohamowanego strachu przed śmiercią. Ale z drugiej strony, nie nudzę się. Owszem, zdarzają się chwilę gdzie nie mam co zrobić z życiem... Zazwyczaj w nocy, kiedy przekroczę z nadmiarem kawy w organiźmie.
Z Kanekim nie utrzymujemy kontaktu od jego interwencji w sprawy miłosne moje i Kitamury.
Zaczął się kolejny, wyczerpujący rok szkolny. Do każdej klasy został przydzielony jeden z "gołębi" aby wykrywać młodych ghoul'i.
Do tego również można się przyzwyczaić... Ale łatwo nie jest.
Pewnie się zastanawiacie co ze mną i kitamurą. Prawda? Otóż, okazało się, że jest po prostu dupkiem i babiarzem. Chciał "zaliczyć" wszystkie laski ze szkoły. Tego chyba się nie spodziewaliście, hm? A taka niespodzianka.
W moim życiu pojawiła się za to dziewczyna...
_____TIME_SKIP_____
Tato jutro wraca z delegacji, po półtora nieobecności. Postanowiłam zrobić ogólne zakupy, aby w domu niczego nie brakowało. Spakowałam nieodłączny asortyment do plecaka, czyli telefon, portfel, krem nawilżający, pomadka, lusterko, husteczki oraz szczotka.
Wyszłam z domu, zamykając drzwi na trzy zamki. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Opaski już nie noszę. Nauczyłam się kontrolować zmiany oka, oraz swoje kagune, z czego jestem bardzo, bardzo dumna.
Ruszyłam wąskim chodnikiem w stronę marketu.
Kawiarnia dalej funkcjonuje tak jak funkcjonowała. Dorabiam sobie czasami u nich w weekend, miła atmosfera, mili ludzi. Sama przyjemność. No żyć i nie umierać! A ta ich kawa... Mmm~ Marzenie! Nauczyli mnie tej tajnej techniki robienia najpyszniejszej ławy kawy na świecie. Nie mogę się doczekać, aż tato jej spróbuję~
.  .  .
Jak ja mu powiem, że jestem ghoul'em? O____O Cholera, cholera, cholera...
- Ał! - rozkojarzona wpadłam na kogoś .
- Hej! - odsunęła się ode mnie otrzepując koszulkę. Warknęła niezadowolona pod nosem.
- Przepraszam, zamyśliłam się... - odpowiedziałam speszona unosząc na nią wzrok.
Szybka analiza... Dziewczyna, 1,89m, błękitne oczy, krótkie fioletowe włosy, ubrana w czarny top, skórzaną kurtkę, czarne rurki oraz glany, w wardze srebrny kolczyk... No na miłą nie wyglądała...
Przełknęłam ślinę... A raczej gulę...
- Uważaj trochę bo następnym razem możemy na siebie wpaść niefortunnie. - uśmiechnęła się, powiem, iż nieco podejrzanie...
- Będę pamiętać. Jeszcze raz przepraszam. - poprawiłam plecak.
- Gdzie się tak spieszysz, mała, hm? - położyła dłonie na biodra mierząc mnie wzrokiem.
- Do sklepu. - odwróciłam od niej wzrok - I trochę mam mało czasu.
- Yhmmm~ - przeciągnęła jak na złość - Jak się nazywasz?
- A... Po co ci to wiedzieć? - zmarszczyłam nos.
- Chcesz szybko pójść do tego sklepu czy nie?
- Yuki. - szybka odpowiedź, a teraz złaź mi z drogi.
- Jess. - podała mi karteczkę. Wziąłem wzięłam ją powoli i dokładnie obejrzałam. Kiedy chciałam coś powiedzieć, to... Jess sobie wyparowała. Zniknęła mi z oczu... Zamrugałam kilka razy rozglądając się do okoła.
Okurwa...
Pokręciłam energicznie głową odpędzając wszystkie czarne, złe i nienormalne myśli.
Zerknęłam jeszcze raz na karteczkę... Było na niej napisane:
"660731514  Call me ~Jess♥️"
- Że co kurwa przepraszam? - zgłupiałam, lekko się rumieniąc. Przeczytałam tak kilka razy...
No ładnie. Chyba wpadłam w oko lesbijce... Ratunku...
Schowałam kartkę do kieszeni. Później ją wrzucę. Nie ma kosza w pobliżu. Westchnęłam poprawiając włosy.
Przygoda w markecie skończyła się tak jak zawsze. Pomyślnie. Wróciłam do domu zadowolona, co chwila zarkając na zegarek. Ma być o 15:00, więc ze wszystkim się uwinę.
Założyłam fartuszek po mamie i weszłam do kuchni.
- No dobra. Pierwszy, większy obiad. Dam radę - dumny uśmiech, cycki do przodu, głową do góry i jazda.
____TIME_SKIP____
Otarłam czoło ręcznikiem papierowym.
- Mama byłaby dumna... - siedziałam w salonie. Sięgnęłam do kieszeni po gumę do żucia - Karteczka? Ah no tak. Numer do Jess. - patrzyłam na karteczkę.
A może by tak zadzwonić...? Mmm... Ciekawość to pierwszy stopień do piekła Yuki. Nie wolno. Zabraniam ci.
- Zadzwoń. Co się cykasz? Ja bym brał.
- No dawno cię kolego nie było. - westchnęłam i wzięłam telefon do ręki.
- Zastanawiasz się chuj wie ile nad durnym telefonem.
- Bo nie jestem homo!
- Może ona chce się zaprzyjaźnić?
- We mnie przyjaciółki nie znajdzie.
- Wiesz~ Jeszcze w ciebie nie weszła - usłyszałam ten obrzydliwy śmiech... Ugh.
- Black cisza!
Moi krzyk przerwał dzwonek do drzwi. Dopiero 14:26, może tato wcześniej przyszedł? Na twarzy wymalował mi się uśmiech. Podbiegłam do drzwi i chwyciłam za klamkę. W ułamku sekundy rozpoznałam osobę stojąco naprzeciw mnie...
To nie był tato...

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

INFORMEJSZYNNN XD

♥PILNE♥

MAM BARDZO, BARDZO, BARDZO, BARDZO (100000000 BARDZO PÓŹNIEJ)
INFORMACJE

CZY TEGO BLOGA UDOSTĘPNIĆ RÓWNIEŻ NA WATTPAD'DZIE GDZIE ZNAJDUJĄ SIĘ MOJE INNE KSIĄŻKI
(OCZYWIŚCIE BLOG DALEJ BĘDZIE FUNKCJONOWAĆ ^^)

CZY

WOLICIE ABY BYŁ JEDYNIE TUTAJ?



CZEKAM NA ODPOWIEDZI ^^



~Opciaaa ♥



niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozdział XII

KANEKI
   Zaniosłem ją do domu. Niby mała, a sporo waży... Kiedy dotarłem to położyłem ją w pokoju i ogarnąłem troche dom. Nie lubię bałaganu.
- Gotowe.- rzekłem jak skończyłem. Yuki tak słodko spała, że aż mnie korciło aby jej czegoś nie zrobić xD Lecz cudem się powstrzymałem xD Teraz byłem bezpieczny o to, że nic jej nie grozi (chyba... *demoniczny śmiech Opci w tle*). Poszedłem do domu.
NASZTĘPNY DZIONNNEKKK (YUKI)
   Otworzyłam paczadełka i się rozciągnęłam. Zaczęłam się rozglądać.
- Chyba to był tylko koszmar. - mruknęłam pod nosem. Wstałam z łóżka. - W tym koszmarze było wszystko porozwalane, a tu czysto... Dziwne...
   Nagle po mieszkaniu rozległ się dzwonek do drzwi.
- Ciekawe kto to. - poszłam otworzyć.
- Widzę, że już wstałaś śpiochu! ^^
- Haru!!! - przytuliłam ją.
- Lecimy dzisiaj na zakupy młoda!
- Yey! - uśmiechnęłam się. - Ale fajnie! Tylko we dwie ^^
- Ubieraj się i idziemy! - weszłyśmy do mieszkania. Szybko się ubrałam w któtkie jeansowe spodenki, biały top z napisem "Free", szare trampki i wzięłam jak zwykle telefon i portwel xD Wybiegłyśy z bloku i ruszyłyśmy w stronę centrum.
- Dawno nie byłyśmy na takim wypadzie. - rzekłam z uśmiechem.
- Nooo ^^
   Po kilku minutach byłyśmy już na miejscu, gdy tu patrzam, a tam Norie! Stoi przy automacie z piciem xD
- Norie! ^^ - zawołałam i do niej pomachałam.
NORIE
Jak zawsze rano przychodziłam do galerii żeby troche pomyśleć. Znajdowała sie tam moja ulubiona kawiarnia " Dwóch takich" . Stałam sobie przy automacie z piciem kiedy nagle usłyszałam czyjś glos. Była ta Yuki. Uśmiechnełam sie i pomachałam. Yuki nie była sama. Miała obok siebie jakąs niezla laske, to pewnie jej przyjaciółka.
- Hej, a co ty ty robisz ? Czyżby wypad na zakupy ?
- Tak, wybrałam sie tu z Haru. Poznaj ją. - powiedziala Yuki.
Podałam reke tej dziewczynie i przdstawilam sie.
- Haru, nie miala bys nic przeciwko gdyby Norie dołączyła do nas ? - spytala Yuki.
- Nie. We trójke bedzie jeszcze fajniej. - odpowiedziala.
Chyba ją polubiłam. Wydawała soe byc miła.
- Dobra to ruszamy na łowy xd - powiedziala Yuki.
- Świetnie. Potem zabiore was na kawe do 'Dwóch takich' .
- Cudownie. - odpowiedziały.
Ruszyłyśmy. W galerii było pełno wyprzedarzy i przecen. Pełno nowych kolekcji wiosennych. Musiałam sie obkupic.
Po kilku godzinach spędzonych na łarzeniu po sklepach zaprowadziłam dziewczyny do "Dwóch Takich" na kawę. Usiadłyśmy przy moim ulubionym stoliku i złożyłyśmy zamówienie. Haru wyskoczyła z dziwnym pytaniem.
- A więc... Norie? Znasz Kena Kanekiego? - spojrzała na mnie wzrokiem detektywa.
- Haru... Nie teraz -,-  - mruknęła Yuki. Ja popatrzyłam na Haruhi i jej odpowiedziałam.
- Znam. To mój ' przyjaciel' . Nie rozumiem dlaczego mnie o to pytasz.
- Tak z ciekawości...
No chyba nie. Przeczuwałam że ona chce ode mnie wyciągnąc jakies informacje. Ale po co ?
- Przyjaciel powiadasz? A spytam cie jesz_ - nie dokończyła bo Yuki jej przerwała.
- Starczy. - popatrzyła na nią groźnyn spojrzeniem. - Nie zamęczaj jej pytaniami, okey?
- Ale ;-;
- Wiem, że lubisz sie bawić w męczenie ludzi i wgl ale odpuść dzisiaj. Błagam...
- Ale dzisiaj jest 18 lipca ;-;
- 18 lipca? - spytałam zdezorientowana. O co tu chodzi?
- To Narodowy Dzień Detektywa wymyślony przez Haru i jej wybujałą wyobraźnie. - opowiedziała Yuki. - Poprostu ją ignoruj ^^ Tak jak ja. - uśmiechnęła się.
- Ey. To było niemiłe. - rzekła naburmuszona Haruhi.
- Ignoruj xD - przerwała Yuki.
- Wiecie co muszę już iść. Zapomniałam, że umówiłam się z Dominico. - powiedzialam.
Nie mialam zamiaru dluzej siedziec z ta dziewczyna. Na poczatku wydawala mi sie spoko ale okazalo sie ze tylko wydawala.
Zadzwonił do mnie Dominico i powiedział że sie nudzi i zaraz u mnie bedzie. Chyba jednak nie okłamałam Yuki.
Po chwili był już u mnie Dominico.
YUKI
Kiedy Norie odeszła to spojrzałam na Haru z wyrzutem.
- No co? - spytała.
- Jesteś chamska.
- I kto to mówi? Pf... - odwróciła się ode mnie.
- Sknerusss xD - zachichotałam. - Mogłaś się jej o takie rzeczy nie wypytywać. To było niemiłe.
- Przepraszam. - przewróciła oczami.
- Ładniej.
- Baldzo pseplasam. - powiedziała jak naburmuszone, co ja gadam wkur***ne dziecko xD
- Dobra, jakoś to ujdzie. To gdzie teraz idziemy?
- Hm... - spojrzała na zegarek. - Zaraz zrobi się ciemno.
- Ci-Ciemno...? - wydukałam. O cholerka...
- Nie mówiłaś, że boisz sie ciemności.
- Oł... - serio to sie nie boje ale cholera wie na KOGO można wpaść po zmroku. - Wracajmy do domu. - zostawiłam hajs i wzielam rachunek. Wyszłam z Haru z kawiarni i po chwili opuściłyśmy centrum. Miała racje, za chwile sie ściemni.
- Orajusiu. - powiedziała. - Będzie problem.
- Wiem... Ruszajmy się, nie chciałabym napotkać ghoula. - złapałam ją za rękaw i ruszyłam do domu. Po kilku minutach byłyśmy pod domem Haru.
- Dzięki za odprowadzenie, ale jak ty wrócisz? - popatrzyła na mnie smutna.
- O mnie się nie martw, dam sobie rade. - przytuliłam ją. - Trzymaj się ^^ - odeszłam. Skierowałam się do domu.
   Wbiłam do niego i bez namysłu rzuciłam się na łóżko.
- Jestem wykończona... - mruknęłam. - Spać... - zamknęłam oczy, gdy tu nagle coś stłukło na dole wazon. Zbiegłam jak opentana. - Kto tu jest!? - zaczęłam się rozglądać. Mój wzrok utkwił na Miśce... - To twoja sprawka?
- Miał >:3
- O bosz...
- Miałłł! - zamiałczała i wskazała na pustą miskę.
- Stłukłaś ten wazon bo nie dałam ci raz cholernej kolacji!?
- Mrrr... - zaczęła mruczeć.
- Matko Bosko... - westchnęłam, wzięłam tuńczyka z puszki i dałam jej do miski. - A udław się. - warknęłam i poszłam do pokoju. Kot szatan...
KOLEJNY DZIEŃ XDD
   Zostałam obudzona przez dzwonek do drzwi. Zeszłam, nie. Zleciałam z łóżka ledwo żywa i doczołgałam się do tych cholernych drzwi! Otworzyłam je.
- Kto śmie mi... O hejka Kitamura. - przetrałam oczy, a w drzwiach zobaczyłam Kitamure w koszuli trzymającego czerwoną różę. - Chyba dalej śnie bo widzę przystojniaczka z różyczką w drzwiach. - wymamrotałam.
- A oto kwiat dla pięknej damy. - zrobił lekki ukłon i wręczył mi prezencik. Byłam zdziwiona i zawstydzona...
- Dz-Dziękuje... Proszę wejdź. - zaprosiłam go do środka. - Co cię o mnie sprowadza?
- Tak sobie pomyślałem czy nie zechciałabyś pójść ze mną na kolację? Ty i ja. - uśmiechnął się cieplutko przez co wywołał rumieniec na moich policzkach.
- Nie wiem czy zasługuję. - włożyłam różę do wazonu aby na chwile oderwać wzrok od jego czekoladowych tenczówek. - Nie musisz marnować na mnie czas_ - poczułam jego dotyk. Zostałam przytulona od TYŁU i objęta rękoma na BRZUCHU. Zakryłam dłońmi zarumienioną twarz. - Kitamura błagam...
- Daj się zaprosić. - wyszeptał mi ochrypłym głosem do ucha. Ciarki mi przeszły po całym ciele.
- J-Ja... - odwróciłam się do niego przodem. Nasze twarze dzieliły jedynie milimetry. Zamrugałam kilka razy. Nie wytrzymałam i spojrzałam mu prosto w oczy. Czułam jak nogi pode mną miękną. Chorobcia... Kita jedynie się uśmiechnął i lekko przygryzł swoją wargę patrząc na moje usta. Czułam jego ciepły, miętowy oddech na skórze.
- To będzie zaszczyt... - wyszeptał prosto w moje usta po czym złożył na nich ciepły, przepełniony czułością i delikatnością pocałunek. Czułam się jak w niebie... Odwzajemniłam gest pogłebiając namiętność pocałunku. Kita posadził mnie na szafce obok wazonu z różą i objął w tali przyciągając do siebie. Oplotłam ręce wokół jego szyi. Całował tak delikatnie...
GDY NAGLE!!!
Do salonu wbił... TAM TARA TAM!!!

                         POLSATTT XDDDD

MAM NADZIEJĘ, ŻE TEN ROZDZIAŁ SPODOBAŁ CI SIĘ CZYTELNIKU ;3

TAK WIEM. NIGDY NIE PISZE TAKICH TEKSTÓW POD ROZDZIAŁAMI ALE DZISIAJ ZROBIĘ WYJĄTEK!

CIESZYSZ SIĘ? JA TEŻ NIE XDD

DO NASTĘPNEGOOO ^^

Rozdział XI

RANEK (YUKI)
   Otworzyłam oczy.
- Wakacje ^^ - nie trzeba chodzić do szkoły! Wstałam z łóżka i w podskokach poszłam do kuchni. - Hejka Kaneki. - ominęłam go. - Chwila... Co ty tu dalej robisz!? - popatrzyłam na niego.
- Dopiero wstałem. - ziewnął.
- A ten dzień miał być taki piękny ;-;
- A nie jest?
- Nope [ang. czyt. nołp xD]
- Moja wina? - mówił cały czas zaspany.
- Tak twoja -,-
- Przesadzasz...
- Pff... Śniadanie mógłbyś chociaż zrobić. - podeszłam do lodówki. - Zapomniałam, że nie moge. - z pudełeczka wyjęłam kosteczki i zjadłam.
- A ja?
- Idź se upoluj xD
- Całą noc nie zmróżyłem oka...
- A czemu to? - byłam zaciekawiona.
- Nic takiego. Musiałem coś załatwić.
- Czo takiego?
- Nieważne. - odwrócił wzrok.
- Kłamczysz. - podeszłam do niego i popatrzyłam na niego przymróżonymi oczami z poważną miną xD
- Nie kłamię, mówię prawde. - patrzyliśmy na siebie poważnie, kuźwa! Nie widzę argumerów na jego mordzie!
- Hm... Niech ci będzie. - odeszłam. - Zaraz idę odebrać Haruhi z pociągu. Dzisiaj wraca ^^
- Idę z tobą, nie mam co robić.
- Poradzę sobie... - burknęłam. - Nie jestem małym dzieckiem. Jestem już pełnoletnia. - pokazałam mu język.
- Ale i tak jesteś kurduplem. Ubieraj się i idziemy. - poszedł do swojego tymczasowego pokoju.
- Sama pójdę... - warknęłam pod nosem. Po chwili poszłam się ubrać. Kiedy byłam gotowa, miałam już wychodzić, a Kaneki mnie zatrzymał.
- Telefon i maska.
- Co ty żeś stał się taki nadopiekuńczy?
- Życie? - wyszedł z mieszkania.
- Cholerny egoista... - zamknęłam za sobą drzwi i ruszyłam razem z NIM na lotnisko. Dosłownie 500 m dzieliło mnie od stacji. Co na niego spoglądałam kątem oka to wyglądał jakby czuwał nad niebezpieczeństwem. Normalnie wzrok SuperMen'a...
   Po kilkunastu minutach doszliśmy na stację gdzie czekała Haruuu ^^
- HARU!!! - krzyknęłam i się do niej przytuliłam.
- YUKI!!! Przepraszam, że nie mogłam być razem z tobą w najważniejszym dniu twojego życia! - rozpaczała.
- Nic się nie stało...
- Zabrali mnie siłą! - przerwała mi.
- Dobra, dobra. Jesteś spowrotem w domu.
- Siemka. - podszedł do nas Kaneki.
- Hejooo Ken. - Haru uśmiechnęła się do niego. - Mam nadzieję, że dobrze opiekowałeś się Yukisią.
- To diablica wcielona, urodzony zboczeniec, cholernie zmienna egoistka. - rzekł.
- Co? - powiedziałam jednocześnie z Haru która potem popatrzyła na mnie.
- Co ty narobiłaś? - odrzekła poważnym wzrokiem.
- Nic! Przyrzekam! - no chyba, że chodzi mu o to... - Ja gościa uratowałam! - no sami wiecie...
- Niestety ale to prawda. - uśmiechnął się chamsko. - Mogę ci opowiedzieć szczegóły jej planu.
- Chętnie posłucham. - uśmiechnęła się.
- Ani mi się waż... - warknęłam. A ten tylko się zaczął śmiać. - To nie jest śmieszne! - po chwili dodałam pod nosem. - Tylko krępujące...
- Ey. Wracamy czy będziemy tak tu stać? - powiedział rozbawiony do łez Kaneki. Ale mnie drażni!
- Czekałam, aż to powiesz. - odrzekła Haru. - Yuki, chodź już. Nie będziesz tu tak stać, nie?
- No chyba nie. - ruszyłam z nimi. Calutką drogę przemilczałam, a ta dwójka cały czas nawijała jak nakręceni. Po drodze niezauważenie założyłam słuchawki i puściłam muze na full xD Nie wiem o czym gadali... Zaraz... NIE WIEM O CZYM GADALI! Zerkałam od czasu do czasu na nich by rozgryźć ich wyraz twarzy i dowiedzieć się czy ten idiota jej nie powiedział. Odprowadziliśmy Haru prosto i bezpiecznie do domu, była zmęczona po podróży ale i tak upierała się aby z nami zostać i nadrobić stracony czas. Po kilku minutach "szarpania" się z nią udało nam się uspokoić potwora xD
   Kiedy tylko drzwi od jej domu zamknęły się to gwałtownie spierdzieliłam z Kanekim spod jej domu xD
- Czemu ona jest taka energiczna? - spytał zmęczony Kaneki.
- Hormony? - odpowiedziałam również zmęczona. - Dobra, ty idziesz do swojego domu, a ja do swojego. To narka. - odeszłam. Kaneki poszedł w swoją stronę, a ja w swoją i tak się rozdzieliliśmy.
   Weszłam do domu i zamknęłam za sobą drzwi. To był męczący dzień...
KILKANAŚCIE DNI PÓŹNIEJ
   Kaneki cały czas się jakoś dziwnie zachowywał... Nie chciał mi powiedzieć dlaczego! A ja pytałam się jego chyba z pierdyliard razy! Ehhh...
   Pewnego dnia wróciłam spokojnie do domu. Było już blisko wieczoru. Weszłam do domu z słuchawkami w uszach, kiedy odwróciłam się żeby zdjąć bluze to zobaczyłam jakiś debili...
- Eee... Panom się adresy nie pomyliły? - zdjęłam słuchawki.
- Ty jesteś Yuki? Prawda?
- Nie...? - za plecami próbowałam otworzyć zamek.
- Współpracownica Pożeracza?
- Kogo? - Kaneki zaj*bie!!!
- Chłopaki, bierzemy ją. - było ich trzech a w tym jeden szef.
- Ale co ja mam do tego Pożeracza?
- Aka, nie wywiniesz się. No może, ujdzie ci łagodniej jeżeli... - uśmiechnął się nieco pedofilsko.
- Nie będe bawić się w dzi*ki! - krzyknęłam oburzona.
- Może się przedstawię... Mówią na mnie PlayBoy.
- PlayBoy? XD - zaczęłam się śmiać. - Fajnie było i w ogóle, ale może wy już wyjdziecie. - kiedy chciałam otworzyć drzwi to ci dwaj oparli się o nie nie dając mi otworzyć.
- Nigdzie nie wyjdziesz złotko. Potrzebujemy przynenty aby złapać twojego chłopaka.
- To nie jest mój chłopak! Ja gościa nie znam!
- Nie? - pokazał mi nagranie gdzie ja i Kaneki sobie gadamy.
- Ee... Heh... Możliwe... - chwila ciszy. - To ja spadam. - powiedziałam błyskawicznie i prześlizgnęłam się miedzy jego nogami. Spierdzieliłam do pokoju, a pod drodze zgarnęłam Misię. Zamknęłam drzwi za sobą.
- Zabije go... - warknęłam. Sięgnęłam do kieszeni. - Gdzie telefon!? - musiałam go zgubić po drodze! Zaje*iście! - Nosz kur... - drzwi przebiła ręka i wyrąbało zamek. - Dajcie spokój!!! - gwałtownie odsunęłam się od drzwi i podbiegłam do okna.
- Słuchaj. Nie będę się z tobą cackać. Bądź grzeczna to może cię oszczędze. - mówił zbliżając się do mnie.
- Eee... Nie? A zresztą trzech na jednego? Nie wiedziałam, że taka z ciebie ciota. - w końcu zamiast otworzyć tego cholernego okna wzięłam kija (bez kom xD) i rozbiłam szybę. - Sajonara PlayBoyu xD - wyskoczyłam.
- No co tak stoicie!? Za nią! - ruszyli za mną. Kuva... Są szybcy, a robi się coraz ciemniej.
- Może uda mi się ich zgubuić. - pomyślałam i zaczęłam biec w stronę uliczek za miastem. - Tam na bank mnie nie znajdą. - biegłam ile sił w nogach. Kiedy byłam prawie u celu to jeden z nich mnie dogonił. Złapał mnie i poniósł do góry. 
- No no. Gówniara myślała, że nam ucieknie? - podszedł do mnie ten PlayBoy. (no nie moge z tej nazwy xD)
- Zostawcie mnie w spokoju! - krzyknęłam. Tamten popatrzył na drugiego goryla i rzekł.
- Wyślij wiadomość do Pożeracza, że mamy jego wspólniczkę.
- Ta jest szefie. - pobiegł i po chwili znikł mi z pola widzenia.
- Nigdy mnie nie weźmiecie żywą! - ugryzłam tego gościa co mnie trzymał w ręke, a ten mnie uwolnił. Cholera... Co ja zrobiłam!?
- Ał! - z jego ręki poleciała krew.
- Sorki. Zaraz się zagoi. - powiedziałam po czym zaczęłam się wycofywać. Czułam, że moje oko się zmienia i nie myliłam się.
- Zabij ich... - słyszałam Blacka w mojej głowie.
- Nie!!! - wyrzyknęłam.
- Co się drzesz!? - PlayBoy (nie wytrzymam xD) przywarł mnie do ściany łapiąc za gardło.
- Z-Zostaw mnie... - wychrypiałam. Z całej siły wbił mi ręke w brzuch prawie go przebijając na wylot. Po chwili mnie puścił, a ja osunęłam się mimowolnie na ziemię kaszląc krwią.
- Poczekaj jeszcze chwile zanim Pożeracz przyjdzie. Wtedy albo cie dobijemy, albo damy ci wolność.
- Ha... Ha... Haha... - zaczęłam się śmiać pod nosem.
- I z czego rżysz!?
- Z tego, że zaraz ciebie nie będzie. - popatrzyłam na niego rozbawionym spojrzeniem z psychicznym uśmiechem na twarzy. - Będziesz gryzł gruz. Hahaha... - albo całkowicie zbzikowałam, albo krew tak na mnie działa. Em... Raczej to Black -.-
- Masz racje ślicznotko. - powiedział rozbawiony Black w mojej głowie.
- Niech zgadne... Nudzisz się? - spytałam go.
- No a jak. Zabij gościa i tyle. Pozamiatane.
- Nie dam rady...
- Jesteś silna. On może zrobić coś twoim bliskim. Prawda?
- Czyli mogę się pobawić?
- Zazwalam. - zaczął się śmiać, a ja razem z nim.
- Co ty mi możesz zrobić? Jesteś malutką su*ą która nawet nie potrafi się obronić. - rzekł PlayBoy.
- Znasz ElDorado?
- Tak. Zabijałem gościa spojrzeniem. - mówił zuchwale.
- On pitoli głupoty. Pokaż mu swoje kagune, a kopara mu opadnie. - teraz odezwał się Black.
- Ah tak? - popatrzyłam na PlayBoya i pokazałam mu swoje mocarne kagune. Nie mógł w to uwierzyć.
- Co!? Ale jak!? Kim ty jesteś do diabła!?
- Twoim koszmarem. - wolno wstałam z podłogi trzymając się za brzuch który już prawie był zgenerowany. Zaczęłam do niego podchodzić cały czas się śmiejąc.
- Czyli chcesz śmierci? Co!? - zaczął atakować mnie swoim kagune w formie miecza na ręke czy coś takiego. Ja bez problemu się broniłam, a dokładnie to Black zajął się moją bronią.
- Zapamiętaj te twarz bo nikogo więcej nie zobaczysz. - uśmiechnęłam się i przecięłam gościa na pół. Tamtego który mnie wcześniej trzymał bez problemu zlikwidowałam. - Black, jesteś potworem. - powiedziałam na głos.
- My jesteśmy potworami. - odpowiedział. - W sumie to Black do mnie bardziej pasuje, panno White.
- A jak mam pozbyć się kagune? - obejrzałam się za siebie.
- Poprostu.
- Aaa... - schowałam je. - Niby jestem taka słodka i bezbronna. Ha! Wolne żarty.
- YUKI! - usłyszałam Kanekiego. Obróciłam się gwałtownie w jego stronę.
- Kaneki?
- Pięćdziesięciu się na mnie rzuciło... - sapał jak pies. - Zrobili ci coś?
- Nic szczególnego... A tobie?
- Ani zadrapania. - popatrzył na ciała tych dupków. - Czy ty...?
- Yhym. Z pomocą Bla... Tfu! ElDorado.
- Podziękuj mu...
- Ok.
- Przekaż, że to była tylko zabawa. - odpowiedział Black.
- Mówi, że nie ma za co. - popatrzyłam na Kanekiego.
- Uff... Ale już po wszystkim. - powiedział Ken.
- To dlatego tak dziwnie się zachowywałeś?
- A jak myślisz?
- To byłoby najbardziej logiczne rozwiązanie... Wracajmy do domu.
- Okej.
- Nogi mnie bolą.
- I...?
- Na barana.
- Dziecko... Wskakuj. - schylił się trochę, a ja wskoczyłam mu na plecy i objęłam rękoma.
- Padam... - zamknęłam oczy i zasnęłam.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Rozdział X

KOLEJNY DZIONEK (YUKI)
   Czekałam ubrana w mieszkaniu na wszystkich. Wczoraj praktycznie cały dzień odsypiałam więc moją imprezę z okazji 18-stki mamy dzisiaj xD Miałam na sobie podarte jeansowe rurki, biały podkoszulek, czarne trampki i szarą buzę :3
- Gdzie wszyscy? - leżałam na kanapie. - Mieliśmy się u mnie spotkać... - gadałam do kota który najwidoczniej mówił "Kobieto, znajdź sobie chłopaka i oszczędź biednego kotka ;-;"
NORIE
Urodziny Yuki były wczoraj, a dzisiaj jej impreza. Założyłam czarną sukienkę z dużym wycięciem na plecach. Dominico ubrał jeansy i koszule. Musieliśmy sie jakoś wystroiś. W końcy szliśmy miedzy ludzi, a 18-ste urodziny ma sie tylko raz.
KANEKI
Znając Yuki nie trzeba ubierać gatnituru, więc ubrałem się jak codzień ale nico odświętnie.
   Po chwili stałem pod jej drzwiami, zpukałem. Kiedy otworzyła drzwi to na wejściu powiedziała.
- A myślałam, że to Norie i Dominiko xD Wchodź.
- Bardzo śmieszne. Stara dupo. - zacząłem się śmiać.
- Ekhem... Jesteś starszy o pół roku więc spadaj. - wystawiła mi język.
W końcu przyszła Norie z Dominico. Co oni sie tak wystroili? XD
-Hej, sorki za spóźnienie. - powiedziała ta diva xD
- No ileż można czekać. - spytałem.
- Zamknij ryj bo Ci tak przypie*dole, że beton przebijesz. I chociaż jestem w sukience nie znaczy, że nie dam rady. - powiedziala diva chociaż mnie to nie obchodziło.
YUKI
Patrzyłam na te dwójkę.
- Moglibyście się chociaż jeden, króciutki dzionek nie kłócić? - chwila ciszy. - Dziękuje. No to co? Lecimy na miasto? - popatrzyłam na wszytskich z uśmiechem
- Jasne. - odpowiedziała Norie. - Ale nie przestane sie z nim klócić, bo to niewykonalne. Jak ty z nim wytrzymujesz? Ale okej nie ważne. Ken nie psuj swoimi uwagami tego dnia.
- Najlepiej wszytsko na mnie zrzucić. - burknął Kanekii.
- Super! Idziemy! - wyszłam razem z nimi z domu, a drzwi za sobą zamknęłam. - Może na samym początku pójdziemy do parku? O tej porze włączają fontanne ^^ - ucieszyłam się.
- Dobry pomysł. - powiedział Dominico. Wszyscy wyruszyliśmy na spacer ^^ Haru zabrali rodzice na wakacje ;-; Jeszcze nie wiem kiedy wróci ;-;
WIECZÓR
   Odziwo ten dzień zleciał błyskawicznie jak z bicza strzelił! Byliśmy prawie we wszystkich fajowych miejscach! Kiedy wróciłam do domu to pierwsze co zrobiłam to je*nęłam na łóżko.
- Nogi mnie strasznie bolą... - marudziłam. - Ale warto było. - uśmiechnęłam się pod nosem. Nagle zza okna usłyszałam pukanie, podniosłam się z kanapy i popatrzyłam w tamtą stronę.
- E! Zaraz jeb*e! Weź otwórz! - mówił Kaneki z przejęciem xD
- No i gdzieś ty debilu wlazł... - burknęłam. Podeszłam do okna i je otworzyłam. Wpadł do mieszkania i rąbnął o podłogę.
- Gołębie... - wysapał.
- Co!? Czemu jesteś taki nieuważny!? - krzyknęłam wkurzona.
- A tak jakoś wyszło. - wstał, otrzepał się i na mnie popatrzył. - Mogę u ciebie przenocować? Mogą mnie złapać pod drodze.
- Ty... - wzięłam głęboki wdech. - Osobny pokój i więcej cię nis widzę na oczy.
- Jesteś super! A kolacja kiedy?
- KANEKI!
- No dobra, dobra. Żartuje xD - tak z dupy ktoś zaczął dowalać się do drzwi. Mój telefon zaczął wibrować.
- GPS Gołębi się aktywował... - popatrzyliśmy się jednocześnie na siebie. - Ściągaj koszulkę i ubieraj to. - rzuciłam mu perukę.
- A nie za wcześnie? - złapał ją.
- Rób co ci mówie, jasne? - warknęłam. Rozpięłam koszulę pod którą widniał czarwony biustonosz. - Chcesz żyć to zdejmuj bluzke!
- GHOULU OTWIERAJ. WIEMY, ŻE TAM JESTEŚ! - zaczęli się drzeć.
- Dobra... - zrobił to co mu kazałam. Złapałam go za ręke i podeszłam do drzwi.
- Obejmij mnie.
- Ale...
- Nie dyskutuj. - otworzyłam drzwi. - Coś się stało panowie? Nie ładnie to tak przychodzić do cudzych mieszkań w nocy. - przytuliłam słodko Kanamiego...
- Ee... Najmocniej państwa przepraszamy. - zaczerwienili się i odeszli od drzwi które po chwili zamknęłam. Gwałtownie odepchałam go od siebie.
- To tylko po to aby nie zdemaskowali mojego mieszkania! Nic więcej! Rozumiesz!? - popatrzyłam na niego morderczym wzrokiem po czym zapięłam koszule.
- Dziwne, że wybrałaś akurat ten sposób. - zdjął perukę.
- To pierwszy jaki mi wpadł do głowy... - skrzyżowałam ręce i odwróciłam wzrok.
- Ta jasne. Ty mnie lubisz, prawda? - uśmiechnął się chamsko.
- Może... Ubierz się. Żadna nie poleci na twój sześciopak. - parsknęłam śmiechem na koniec.
- Dobra, dobra. - rozciągnął się. Westchnęłam.
- Na serio nie dotrzesz do domu?
- A chcesz abym wyszedł?
- Po pierwsze, nie odpowiadaj pytaniem na pytanie, a po drugie - rzuciłam w niego bluzką. - ubierz się...
- Mały upierdliwiec... - założył grzecznie koszulkę z leciutkim (chwila, wielgachnym) grymasem na mordeczce. - Pasuje?
- Idealnie xD
- Mogę być z tobą szczery?
- Zależy w jakiej sprawie.
- Ładny staniczek xD
- ... - chwila ciszy. - TY CHOLERNY ZBOCZEŃCU! - kiedy miałam na niego skoczyć to w powietrzu coś mnie zatrzymało. Kuva... KAGUNE TEGO DEBILA! - Zabieraj te swoje obślizgłe macki ode mnie! - po kilku minutach prób wyrywawczych oparłam ręce, które podtrzymywały moją zmęczoną i wkurzoną głowę, o jego kagune.
- Już? Pobawiłaś się? XD - powiedział rozbawiony moim cierpieniem.
- Kiedyś się zemszczę... - warknęłam pod nosem.
- Cały czas czuć od ciebie zapach tego gostka... Znaczy się mego szanownego wroga.
- On był twoim wrogiem? - popatrzyłam na niego z zaciekawieniem. - Kontunuuj. - Kaneki oparł się o ścianę dalej mnie trzymając w górze.
- Wołali na niego ElDorado, sam nie wiem skąd ta ksywa, ale mniejsza. Flirtował z dziewczynami tylko dlatego, aby złowić sobie żarełko bez żadnych oporów, a potem bam! I po lasce ani śladu. Czasami polował na ghoule.
- Czyli tak jakby... Kanibalizm?
- No dokładnie tak. Posiadał mocno ulepszone kagune, a to dzięki temu, że pożerał bronie innych ghouli.
- To straszne...
- Kilka razy udało mi się z nim spotkać. Tych spotkanń nie wspominam pomyślnie.
- Aha... Czyli, że w połowie jestem... - przełknęłam ślinę. - Ghoulem Kanibalem!?
- Po malutkiej części tak.
- A to moje kagune to dosłownie połączenie tych wszystkich!?
- Yhy. - odparł.
- Pamiętasz, że wspominałeś kiedyś coś o klasach ghouli...
- Tak, a co?
- Jaką on miał klasę?
- Gołębie mieli go jako nr1 w liście najniebezpieczniejszych. Ja zaraz po nim, a kiedy ślad po nim zaginął...
- Tylko my wiemy co się naprawdę wydarzyło... - przerwałam mu.
- Tylko, nikt poza nami nie ma pojęcia prócz...
- Prócz?
- Szefa Anteiku, Rudego, Norie i Dominiko.
- No w sumie. - chwila ciszy którą szyderczo przerwałam xD - Mógłbyś mnie puścić?
- Wiesz jak to miło poczuć, że w każdej chwili możesz zgnieść swojego jedynego wroga który tkwi w ciałku niewinnej istotki? - uśmiechnął się nieco psychicznie, a jego oko zmieniło kolory.
- Idiota. - wzięłam z półki spryskiwacz do roślinek z wodą w zbiorniku i do ochlapałam. - Myślisz, że się ciebie boję?... - wyrwał mi moją tymczasową broń z ręki.
- Ja mówię poważnie. No pomyśl... Teraz mam idealną szansę.
- "Yuki... Zadziałaj, nie widzisz, że ci grozi. Możesz go przecież zabić" - usłyszałam głos w mojej głowie. T-To był ten ghoul który mnie zaatakował... - "Na co czekasz? Użyj swojego kochanego kagune. On jest bezbronny w porównaniu z płomieniami kilkuset dusz niewinnych ludzi i ghouli." - mówił cały czas. Złapałam się za głowę.
- Idź z mojego umysłu... On tego nie zrobi... - mówiłam pod nosem.
- Jesteś tego pewna? - nagle obok Kanekiego pojawił się ten czarnowłosy gościu. - Zobacz. Jego oczy tylko czekały na te chwile. Widzisz jakie jest w nich piekło? - mówił na głos.
- N-Nie zrobie tego...
- Czego nie zrobisz? - spytał z uśmiechem Kaneki.
- Nie zamorduje cię!
- Zrobisz to, bez najmniejszego problemu. - teraz Black (dobra, na czarnowłosego mówimy Black xD) stał za mną i szeptał mi do ucha. - Jesteś ghoulem, pamiętasz? Możesz robić to fo ci się żywnie podoba. - przejechał mi dłonią po policzku.
- J-Ja... - moje oko zmieniło kolor. - Jestem głodna. - powiedziałam tak jakby jednocześnie z Blackiem.
- Ale dałaś się nabrać xD - Kaneki uwolnił mnie ze swoich sideł. - Nie wiedziałem, że jesteś taka łatwowierna xD
- Zabij go, teraz masz szansę. - podpowiedział mi Black.
- Tak zrobię. - uśmiechnęłam się.
- Yuki? To był tylko żart, wyluzuj. - powiedział. Z pleców momentalnie ukazały się płomieniste skrzydła (PS: kagune może być wszystkim xD) które przytwierdziły Kanekiego do ściany.
- Żart... Ja ci pokaże dobry żart. - zaśmiałam się.
- C-Co ty wyrabiasz? - ledwo wydusił.
- To tylko taki żarcik. - udawałam go.
- Wątpie... - odblokował się swoim kagune, które po chwili przywierało mnie do ściany. - Koniec wygłupów. Uspokój się.
- Myśli, że jesteś bezbronna. Pokaż mu, że to nie prawda. - rzekł Black.
- N-Nie mogę... - schowałam swoje skrzydła spowrotem, a oko wróciło do normalności. Kaneki mnie puścił.
- Już? - powiedział po chwili.
- On...
- On?
- On tu jest... Chciał cię zamordować...
- ElDorado?
- Yhym... - popatrzyłam na niego lekko wystraszonym wzrokiem.
- Spokojnie. Nic mi nie zrobi. Ani mi, ani tobie.
- On jest okropny...
- Wiem.
- Trzeba było mnie nie straszyć! - skrzyżowałam ręce i zrobiłam naburmuszoną minę.
- Trza było go nie słuchać.
- Trzeba było do mnie nie przychodzić.
- Trza było mi nie otwierać.
- Trzeba było nie wychodzić z domu.
- Trza było... - zastanowienie Kanekiego. - Już nic nie wymyśle.
- Idę spać. To wszytsko mnie przerasta... Dobranoc. - poszłam do swojego pokoju i walnęłam się na łóżko. Momentalnie zasnęłam.
KANEKI
Położyłem się na kanapie którą wcześniej przygotowała mi Yuki.
- ElDorado... Odczep się od niej... - powiedziałem pod nosem.
   Tej nocy miałem sen o Yuki... Ale o innej Yuki, która wyglądała strasznie... To normalnie demon!!!

Rozdział IX

NADSZEDŁ KONIEC ROKU SZKOLNEGO ^^
- Uważajcie na ciebie, wróćcie cali i zdrowi na nowy rok szkolny a teraz dowidzenia. - powiedział wychowawca. Ja leżałam załamana na ławce dopuki mnie ktoś na kogo jestes wku*iona mnie obudził.
- Ruszaj dupsko. Koniec zajęć.
- Idź sobie... - przez cały czas od tego incydentu z Kitamurą nie odzywam się do Kanekiego. Jakoś nie mogę. Wstałam od ławki zabierając torbę i poszłam do szatni. Haruhi już wcześniej wyjechała z rodzicami na wakacje i zostawiła mnie samą ;-; Wyszłam ze szkoły.
- W końcu wakacje... Czas zrealizować swój plan. - uśmiechnęłam się pod nosem.
- Hejka Yuki.
- Yh_ - odwróciłam się gwałtownie. - Kitamura?
- Szkoła się skończyła, wakacje się zaczęły... Może pójdziemy na kawę?... Jakoś wcześniej czasu nie było.
- Wybacz, ale mam już plany na dzisiaj... - odeszłam. Nie mam mu za złe tego co chciał zrobić.
   Wróciłam do domu i usiadłam przy komputerze.
- No dobra. Zobaczymy czy moje umiejętności hackerskie się na coś przydadzą. - próbowałam włamać się na serwer tych Gołębi aby sprawdzić gdzie i kiedy są w okolicy.
  Siedziałam 6 godzin jak nie dłużej.
- Czemu oni się tak zabezpieczyli? Przecież ojcowstwo im przez to nie grozi. To normalnie jak tabletki antykoncepcyjne razy 1000. - rąbnęłam się na biurko. - Nie moge teraz spać... Jestem tak blisko u celu... - wyciągnęłam Povera z szafki i otworzyłam. Za jednym łykiem wypiłam wszytsko. - Dobra! Kończmy to!
   I kolejne godziny spędzone przed komputerem... Dopiero o 9 rano powiedziałam te cudowne dla uszu słowa:
- Ha! I co Gołąbki!? Rozje*ałam wasz system! Hahaha! A teraz wybaczcie ale musze się położyć spa_ - jeb*ęłam głową o biurko i już miałam zasnąć kiedy po domu rozległ się dzwonek do drzwi. Podniosłam się gwałtownie a prawa powieka zaczęła mi drgać z nerwów.  - Jaka cholera!? - powłóczyłam się do drzwi a kiedy je otworzyłam to miałam ochotę zaje*ać, rozkatrupić i pociąć.
- A tobie co? - powiedział Kaneki.
- Czego chcesz? - spóściłam głowę i warknęłam.
- Dzisiaj masz urodziny, nie? 18-ste jak się nie myle.
- Co mam? - podniosłam wzrok.
- Urodziny?
- To już dzisiaj? - złapałam się za głowe. - Zapomniałam... Jak mogłam zapomnieć o tak ważnym dla mnie dniu? - osunęłam się na ziemię. - Tak bardzo się martwiłam innymi rzeczami, że najnormalniej w świecie zapomniałam...
- Miałem zamiar zabrać cię do kina czy coś ale nie wiem czy dalej chcesz się ze mną widywać, więc zostawiam prezent i znikam ci z oczu. - położył paczuszkę obok mnie i kiedy miał wyjść to złapałam go w ostatniej chwili za koszulę.
- Przepraszam... - z oczu popłynęły łzy, a na policzkach pojawiły się rumieńce. - Przepraszam za wszystko, przepraszam za to co o tobie mówiłam, przepraszam za to, że byłam cholerną egoistką... Przepraszam, okej!?
- Yuki...
- Chce aby wszystko było tak jak dawniej. Żeby nasza przyjaźń dalej trwała... - zaczęłam cichutko szlochać. On uklęknął przy mnie i podniósł moją głowę tak, aby na niego patrzyła.
- Nie musiałaś mnie przepraszać. - przytulił mnie.
- Ale_ - kiedy chciałam ponownie coś powiedzieć to mnie jeszcze mocniej przytulił. Ja zrobiłam to samo... Momentalnie pojawiła mi się scenka z dzieciństwa ze mną i Kanekim.
- Zgoda? - spytał i mnie już puścił.
- Yhym. - otarłam łzy i się lekko uśmiechnęłam. Kaneki mnie szturchnął.
- Nie maziaj się już. To co? Jakieś plany na dzisiaj?
- Tak xD Siedzenie w domu, a co?
- Dobra, dobra. Ruszaj się i idziemy. - wstaliśmy z podłogi, a w tym samym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi. Podeszłam otworzyć.
- Norie! ^^ - przytuliłam ją. Przyszła razem z Dominico. Ta słodziutka parka ;3
NORIE
Wpadłam na szybko bo musiałam coś dzisiaj załatwić.
- Hej, hej, ja szybko, Wszystkiego najlepszego to po pierwsze. Po drugie co sie stalo? - To pewnie ten Kaneki. To przez niego te wory pod oczami. Zaraz nu na*ebie... - Co ty jej człowieku zrobiłeś? Takie ma wory pod oczami to napewno przez ciebie. Ty imbecylu zapomniałeś, że ona ma dzisiaj urodziny? Jak mogłeś? Zaraz ci tak przypie*dole ! - powiedziałam na jednym wdechu.
- Norie! To nie tak! Ona tylko... - nie dokończył bo Yuki mu przerwała.
- Wszystko okej, poprostu jestem wzruszona tym, że pamiętacie. - uśmiechnęła się słodko. - Sorki, że ja tak w piżamie...
- A tak w ogóle nie miałaś czegoś załatwić? - spytał Ken.
- Emm.. No niby miałam ale przyszłam tu i jak zobaczyłam ją w takim stanie to musiałam cię opie*dolić.
- Pff... - przewrócił oczami. - Ja i Yuki jesteśmy przyjaciółmi. - objął ją ręką i przyciągnął do siebie. - Praw...
- Zabieraj te łapę. - Yuki warknęła przerywając mu, a ten zabrał ręke xD
- Hahaha no właśnie widać jacy przyjaciele. Yuki przyznaj, że wkurza cie ten czubek
- Bardzo, a jakoś fajnie się troche na nim wyrzyć, nie piesku? - popatrzyła na niego z tym złowieszczym uśmieszkiem xD
- Nie mów na mnie tak. - burknął pod nosem krzyżując ręce.
- No żartuje xD - szturchnęła go i zachichotała po czym jej wzrok wylądował na mnie. - Jak będziecie mieli czas to zadzwoń. Spikniemy się na mieście. - uśmiechnęła się.
- Dobra to ja lece. Cześć Yuki. Nara pedofilu. - zaśmiałam sie.
- Bajooo! - Yuki słodziaśnie nam pomachała.
- Żegnaj divo. - uśmiechnął się chamsko.
   Jakoś mi ta diva nie przeszkadzała. Dominico złapał mnie za ręke i poszliśmy w swoja strone.
YUKI
Popatrzyłam ze złością na Kanekiego.
- Diva? Serio? Wstydziłbyś się. Norie jest najlepszą osobą jaką znam, nie jakąś divą. Pf. - ziewnęłam. - Chyba pójdę spać... - zamknęłam oczy i zasnęłam na stojąco xD
KANEKI
Złapałem tego śpiocha w ostatniej chwili.
- Gdyby nie ja to byś leżała na ziemi xD - wziąłem ją na ręce i zaniosłem do pokoju. Dziwne, że pana Aki (tatko Yuki xD) jeszcze nie ma...

czwartek, 31 marca 2016

Rozdział VIII

W ANTEIKU
   Norie i Dominiko siedzieli w osobnyn pokoju, szefuncio z Rudym siedzieli w kawiarni, a ja w jednym pokoju z tym kretynem. Nie wiem jak? Nie wiem gdzie? Nie wiem kiedy? Zrobił z siebie takiego debila... To już nie jest Ken jakiego pamiętam... To jest całkowicie inna osoba.
- Nad czym rozmyślasz? - spytał.
- Nad wszystkim i nad niczym. - cisza. - Kiedy się zmieniłeś?
- Nie wiem czy można to by było nazwać zmianą. Poprostu czas tak na mnie wpłynął i brak bliskiej mi osoby.
- Hm? - spojrzałam na niego.
- Zawsze kiedy byłaś przy mnie to tak jakby wspierałaś mnie na swój sposób, powstrzymywałaś od głupich decyzji. A jak ciebie zabrakło to sama widzisz. Zacząłem się zachowywać inaczej aby o tobie zapomnieć. Codziennie, dzień w dzień, przeklinałem to, że jestem ghoulem... Nie chciałem aby Ci się coś stało i to z mojego powodu. Kiedy usłyszałem to, że kochałaś tamtego Kena to miałem sobie za złe, że jednak cię opuściłem. Zmieniłem się czy to na gorsze, czy to na lepsze. Zawsze, ale to zawsze będziesz w moim sercu. - kiedy skończył byłam lekko zszokowana. Odwróciłam od niego wzrok i zaczęłam patrzeć na widok za oknem.
- To nie znaczy, że możesz się mną bawić... - przypomniało mi się co ten idiota zrobił wtedy kiedy Gołebie go zaatakowały. - Egoisto... Czasami mam cię dość. Mimo tego, że kiedyś cię kochałam to jaką masz pewność, że teraz czuje to samo? Pomyśl chodź raz co czuje druga osoba. Kiedyś taki nie byłeś. - mówiłam z oburzeniem. Kaneki złapał mnie za ręke i przyciągnął do siebie. Jego oko było straszne...
- Czy to moja wina, że jestem ghoulem!? Czy to moja wina, że przeżyłem!? Czy ja tego chciałem!? Nie! To ty jesteś jeb*ną egoistką! Myślisz tylko o sobie! - krzyczał na mnie... W moich przerażonych oczach były łzy, ale próbowałam zachować spokój. Puścił mnie i się odsunął.
- Może i jestem egoistką ale to nie ja zostawiłam kochającą osobę samą!!! - wybiegłam z pokoju.
- Yuki! - krzyknął za mną. Ja nie zważając na nic wybiegłam z kawiarni. Padał deszcz i było pochmurno. Biegłam i biegłam cały czas... On... Nawet nie chce myśleć!
KANEKI
- Yuki! Wracaj! - wybiegłem z Anteiku jak oparzony. - Jaki ze mnie debil... - warknąłem. Gdzie ona mogła pobiec? Wsiąłem głęboki oddech... GOŁĘBIE! - Musiała akurat teraz? - warknąłem. Poczułem jej zapach i od razu pobiegłem do źródła. Kiedy byłem na miejscu zobaczyłem ją i Jamesa... James to ghoul klasy SS. Ja mam SSS ale to inna bajka xD.
YUKI
Patrzyłam na tego gościa.
- Zejdź mi z drogi dupku. - warknęłam.
- Możesz powtórzyć? Dziecinko? Twój zapach mnie do ciebie zaprowadził. Pachniesz mi moim przyjacielem... - zaczął się śmiać.
- A ty śmierdzisz i co? Zadowolony!?
- Nie... - nagle otempiał. Patrzył się za mnie, kiedy się odwróciłam to nikogo tam nie było, a jak znowu popatrzyłam na tego gościa to go już nie było.
- Jeszcze czego... - warknęłam. - Wiem, że tam jesteś. Po coś za mną polazł?
- Żebyś nie zrobiła nic durnego. Wracamy do domu. - złapał mnie za ręke, a ja się wyrwałam.
- Nigdzie z tobą nie idę. Jasne!? - patrzyliśmy się na siebie. - Wydarłeś się na mnie bez powodu!
- Yuki...
- Nie ma Yuki! Mam cię serdecznie dosyć! Nie zbliżaj się do mnie! Nie jesteś tym którego kochałam!!! - odbiegłam.
KANEKI
W głowie miałem jej słowa : "Nie jesteś tym którego kochałam!!!" ...
- A ty byłaś, jesteś i będziesz tą którą kocham... - powiedziałem po czym spuściłem głowę. - Kiedy w końcu to zrozumiesz? - pomyślałem.
YUKI
Zatrzymałam się za najbliższym zakrętem. Sapałam jak pies!
- N-Nienawidzie go. - warknęłam. - Myśli, że jak powie, że mnie kocha to nagle cały świat stanie się kolorowy. Nie Kaneki... To tak nie działa. - stałam oparta o ścianę ze spuszczoną głową.
- Aka...? - usłyszałam znajomy głos.
- Kitamura? - podniosłam się gwałtownie. - Co ty tu robisz!?
- Ja tylko... Przechodziłem...? - Kitamura to lider drużyny siatkarskiej. Jesteśmy tak jakby dobrymi przyjaciółmi.
- Upadłeś na głowe czy co!? Czemu łazisz o tej godzinie po zakamarkach!?
- Nie wiem jak ci to wytłymaczyć... - podrapał się z tyłu głowy. - Ćwicze wytrzymałość?
- Mięśni w uj a mózgu brak. - westchnęłam. - Ale czemu tera... - zakrył mi usta dłonią.
- Cii... - spojrzał w stronę dalszego korytarza. G-Gołebie!? Kiedy poszli to odkrył mi usta.
- Czemu się kryjesz?
- Atakują dosłownie każdego kogo zobaczą na ulicy. Nie patrzą czy ghoul czy człowiek. Potwory bez serca.
- Jesteś ghoulem?
- C-Co? O czym ty mówisz?
- Odpowiedz.
- Nie mogę...
- Możesz... - zdjęłam swoją przepaskę i spojrzałam na niego ghoulim okiem. - Jestem z tobą. - lekko się uśmiechnęłam.
- Czyli, że ty też jesteś...
- Ghoulem? Tak.
- Jaka ulga... - uśmiechnął się. - Bo już nie miałem więcej wymówek.
- Heh...
- Yuki?
- Tak...? - spojrzałam na niego.
- Czy coś cię łączy z tym nowym? Tak się ciebie uczepił... Nie chce aby liderka drużyny dziewczyn miała jakieś problemy. - zrobił mu się lekki rumieniec na twarzy.
- Nie zwracaj na niego uwagi. To zwykły dupek i krętacz. Nie chce gościa znać...
- Rozumiem.
KANEKI
Stałem centralnie nad nimi. Dupek? Krętacz? I mówi to dziewczyna która myśli tylko i wyłącznie o sobie!
- Ciekawe co jeszcze wymyśli... - pomyślałem.
YUKI
Zaczęłam patrzeć się na stopy ze spuszczoną główką.
- A-A-Ale mimo wszystko ciągle o nim myślę... Nie mogę zapomnieć tych wspólnych chwil z dzieciństwa... Pewnie mówię tak źle na niego i cały czas jestem wkurzona bo go cały czas... K-K-Koch... A nie ważne.
- Zapomnij o nim. Masz w około tylu fajnych chłopaków. - oparł się ręką o ścianę i przybliżył się do mnie. Zarumieniłam się na maxa!!! - A może to ja będe tym szczęściarzem?
- K-K-K-K-Kitam-m-m-ura... - jąkałam się.
KANEKI
CO ON SOBIE KUVA MYŚLI!? Zeskoczyłem na ziemie.
- E stary. - zacząłem tykać go po plecach.
- Hę? - odwrócił się. Dałem mu w ryja.
- To za dobieranie się do niej, a to... - dałem mu drugi raz. - ...za to, że musiałem na to patrzeć.
- CO TY ROBISZ IDIOTO!? - Yuki chciała mi dać w mordę ale w ostatniej chwili złapałem ją za ręke. Chciała się wyrwać.
- Co ty sobie myślisz? Że po tym jak usłyszałem od ciebie te słówka, będe ze spokojem patrzył jak ten oblech się do ciebie dobiera?
- Ty to wszystko słyszałeś...?
- Co do zająknięcia, a teraz wracajamy.
- Dlaczego to robisz? - popatrzyła na mnie. - Dlaczego?
- Robie to co chce i nie musze się tłumaczyć. Tak mi się podobało więc to zrobiłem. - poszedłem w stronę Anteiku trzymając Yuki za dłoń i zostawiając tego pazia na miejscu. A niech ginie! Mam to gdzieś!
   Podczas drogi Yuki miała spuszczoną głowę i się do mnie nie odzywała. Kiedy dotarliśmy do kawiarni to bez słowa poszła do osobnego pokoju i się tam zamknęła.
YUKI
Usiadłam przy ścianie tuląc się do poduszki. Dlaczego on tak robi? Przecież ja dla niego nic nie znaczę... Teraz jak jestem ghoulem to dopiero się oprzytomniał!
- Durny Kanekii... - bardziej wtuliłam się w podusię. - Czemu jesteś takin debilem? - zamknęłam oczka i zanim się zorientowałam... Zasnęłam...