czwartek, 1 lutego 2018

ROZDZIAŁ XIII

Krótkie "information" - ten pisany rozdział jest pisany w 2017r., reszta rozdziałów pisana była na przełomie 2015/16r. dlatego mogą być inne style pisania. Postaram się, aby miło się Wam czytało ;)
PS: W opowiadaniu pojawią się wątki homoseksualne, więc jeżeli nie chcesz aby twoja psychika została doszczętnie zniszczona, nie czytaj xd
______________________________
Gdy nagle do salonu wbił Kaneki... O kurwa... Odsunęłam sie gwałtownie od Kitamury.
- Kaneki! To nie tak jak myślisz! - powiedziałam. Na jego twarzy malowała się wściekłość... Patrzył na mnie dzikim spojrzeniem, po czym uderzył dłonią w ścianę robiąc wgłębienie.
- Wiem... Wy poprostu wymieniacie się śliną. Rozumiem! - warknął. Jego oko zmieniło kolor na ten potworny czarno-czerwony...
- Zdradziłaś chłopaka kruszynko. - usłyszałam uradowanego Blacka. Zignorowałam go jak tylko mogłam. Zanim Ken wyszedł z mieszkania, zeskoczyłam z szafki i chwyciłam go za koszulkę.
- Ken ja ci wytłumacze... - próbowałam na spokojnie.
- Nie chce niczego słyszeć. - wyszarpał się i wyszedł trzaskając drzwiami. Drzwiami, które jakby nie były nowe, wypadły by z nawiasów.
Patrzyłam przez dłuższą na miejsce gdzie przed chwilą stał. Zapadła głucha cisza...
Minęły tygodnie od poprzednich wydarzeń. Już w pełni zasmakowałam życia "kanibala mordercy". To nie jest takie złe jak mogło by się wydawać. Wiadomo, trochę ucieczek, chowania się, uczucia adrenaliny i niepohamowanego strachu przed śmiercią. Ale z drugiej strony, nie nudzę się. Owszem, zdarzają się chwilę gdzie nie mam co zrobić z życiem... Zazwyczaj w nocy, kiedy przekroczę z nadmiarem kawy w organiźmie.
Z Kanekim nie utrzymujemy kontaktu od jego interwencji w sprawy miłosne moje i Kitamury.
Zaczął się kolejny, wyczerpujący rok szkolny. Do każdej klasy został przydzielony jeden z "gołębi" aby wykrywać młodych ghoul'i.
Do tego również można się przyzwyczaić... Ale łatwo nie jest.
Pewnie się zastanawiacie co ze mną i kitamurą. Prawda? Otóż, okazało się, że jest po prostu dupkiem i babiarzem. Chciał "zaliczyć" wszystkie laski ze szkoły. Tego chyba się nie spodziewaliście, hm? A taka niespodzianka.
W moim życiu pojawiła się za to dziewczyna...
_____TIME_SKIP_____
Tato jutro wraca z delegacji, po półtora nieobecności. Postanowiłam zrobić ogólne zakupy, aby w domu niczego nie brakowało. Spakowałam nieodłączny asortyment do plecaka, czyli telefon, portfel, krem nawilżający, pomadka, lusterko, husteczki oraz szczotka.
Wyszłam z domu, zamykając drzwi na trzy zamki. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Opaski już nie noszę. Nauczyłam się kontrolować zmiany oka, oraz swoje kagune, z czego jestem bardzo, bardzo dumna.
Ruszyłam wąskim chodnikiem w stronę marketu.
Kawiarnia dalej funkcjonuje tak jak funkcjonowała. Dorabiam sobie czasami u nich w weekend, miła atmosfera, mili ludzi. Sama przyjemność. No żyć i nie umierać! A ta ich kawa... Mmm~ Marzenie! Nauczyli mnie tej tajnej techniki robienia najpyszniejszej ławy kawy na świecie. Nie mogę się doczekać, aż tato jej spróbuję~
.  .  .
Jak ja mu powiem, że jestem ghoul'em? O____O Cholera, cholera, cholera...
- Ał! - rozkojarzona wpadłam na kogoś .
- Hej! - odsunęła się ode mnie otrzepując koszulkę. Warknęła niezadowolona pod nosem.
- Przepraszam, zamyśliłam się... - odpowiedziałam speszona unosząc na nią wzrok.
Szybka analiza... Dziewczyna, 1,89m, błękitne oczy, krótkie fioletowe włosy, ubrana w czarny top, skórzaną kurtkę, czarne rurki oraz glany, w wardze srebrny kolczyk... No na miłą nie wyglądała...
Przełknęłam ślinę... A raczej gulę...
- Uważaj trochę bo następnym razem możemy na siebie wpaść niefortunnie. - uśmiechnęła się, powiem, iż nieco podejrzanie...
- Będę pamiętać. Jeszcze raz przepraszam. - poprawiłam plecak.
- Gdzie się tak spieszysz, mała, hm? - położyła dłonie na biodra mierząc mnie wzrokiem.
- Do sklepu. - odwróciłam od niej wzrok - I trochę mam mało czasu.
- Yhmmm~ - przeciągnęła jak na złość - Jak się nazywasz?
- A... Po co ci to wiedzieć? - zmarszczyłam nos.
- Chcesz szybko pójść do tego sklepu czy nie?
- Yuki. - szybka odpowiedź, a teraz złaź mi z drogi.
- Jess. - podała mi karteczkę. Wziąłem wzięłam ją powoli i dokładnie obejrzałam. Kiedy chciałam coś powiedzieć, to... Jess sobie wyparowała. Zniknęła mi z oczu... Zamrugałam kilka razy rozglądając się do okoła.
Okurwa...
Pokręciłam energicznie głową odpędzając wszystkie czarne, złe i nienormalne myśli.
Zerknęłam jeszcze raz na karteczkę... Było na niej napisane:
"660731514  Call me ~Jess♥️"
- Że co kurwa przepraszam? - zgłupiałam, lekko się rumieniąc. Przeczytałam tak kilka razy...
No ładnie. Chyba wpadłam w oko lesbijce... Ratunku...
Schowałam kartkę do kieszeni. Później ją wrzucę. Nie ma kosza w pobliżu. Westchnęłam poprawiając włosy.
Przygoda w markecie skończyła się tak jak zawsze. Pomyślnie. Wróciłam do domu zadowolona, co chwila zarkając na zegarek. Ma być o 15:00, więc ze wszystkim się uwinę.
Założyłam fartuszek po mamie i weszłam do kuchni.
- No dobra. Pierwszy, większy obiad. Dam radę - dumny uśmiech, cycki do przodu, głową do góry i jazda.
____TIME_SKIP____
Otarłam czoło ręcznikiem papierowym.
- Mama byłaby dumna... - siedziałam w salonie. Sięgnęłam do kieszeni po gumę do żucia - Karteczka? Ah no tak. Numer do Jess. - patrzyłam na karteczkę.
A może by tak zadzwonić...? Mmm... Ciekawość to pierwszy stopień do piekła Yuki. Nie wolno. Zabraniam ci.
- Zadzwoń. Co się cykasz? Ja bym brał.
- No dawno cię kolego nie było. - westchnęłam i wzięłam telefon do ręki.
- Zastanawiasz się chuj wie ile nad durnym telefonem.
- Bo nie jestem homo!
- Może ona chce się zaprzyjaźnić?
- We mnie przyjaciółki nie znajdzie.
- Wiesz~ Jeszcze w ciebie nie weszła - usłyszałam ten obrzydliwy śmiech... Ugh.
- Black cisza!
Moi krzyk przerwał dzwonek do drzwi. Dopiero 14:26, może tato wcześniej przyszedł? Na twarzy wymalował mi się uśmiech. Podbiegłam do drzwi i chwyciłam za klamkę. W ułamku sekundy rozpoznałam osobę stojąco naprzeciw mnie...
To nie był tato...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz